fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Linie lotnicze i lotniska

Linie znad Zatoki Perskiej dostają zadyszki

Emirates mają tylko duże samoloty
materiały prasowe
Etihad Airways i Emirates Airlines, dwie z trzech najważniejszych linii lotniczych znad Zatoki Perskiej, zamierzają zmniejszyć zatrudnienie

„Trójka znad Zatoki" i, w mniejszym stopniu, Oman Air, to przewoźnicy, którzy wprowadzili prawdziwy luksus do podróży lotniczych. Klasa ekonomiczna w ich samolotach różni się od klasy biznes przewoźników europejskich tylko węższymi i gęściej ustawionymi fotelami. Serwisem na pokładzie już praktycznie nie. Ale te czasy powoli odchodzą do historii. Prezes Emirates, Tim Clark, jeszcze na początku czerwca 2016 roku nie ukrywał, że obawia się końca koniunktury w transporcie lotniczym. Wskazał na takie kwestie jak brak stabilizacji w krajach północnej Afryki, coraz większe problemy Turcji, czy brak chętnych na latanie pierwszą klasą, na której zarabia się najwięcej. Brazylia, Turcja i Afryka Saharyjska nie rozwijają się tak szybko, jak prognozowano.

25 dolarów za małego szampana

Nie jest też łatwo wypełnić 615 miejsc w największych airbusach, nawet w miastach amerykańskich. Chodzi o silną konkurencję przewoźników ze Stanów Zjednoczonych, która po objęciu prezydentury przez Donalda Trumpa może być jeszcze większa, a sam rynek mniej przyjazny.

Emirates ogłosiły w maju 2016 roku pierwszy w historii (linia powstała w 1985 roku) spadek zysków. Po pierwszych 6 miesiącach 2016 roku spadek był jeszcze większy. Okazało się, że nie wszędzie opłaca się posyłać airbusy A380, a ta linia ma w swojej flocie tylko duże samoloty, właśnie superjumbo i boeingi 777.

W tej sytuacji liniom znad Zatoki nie pozostaje nic innego jak dopasować ambicje do sytuacji. Emirates oszczędzają więc na jakości obsługi w klasie ekonomicznej. Na razie są to drobiazgi, ale jeśli na każdym z 40 milionów pasażerów zaoszczędzą dolara, czy dwa, to już zostaną im w kieszeni milionowe sumy. Nie będzie więc już można brać prysznica na krótkich rejsach w klasie pierwszej, pasażerowie klasy ekonomicznej nie dostają chusteczek odświeżających, a za malutką butelkę szampana mają płacić nie 15, jak dotychczas, ale 25 dolarów. Obydwie ceny są zresztą horrendalnie wysokie.

Emirates zaczęły też powiększać liczbę miejsc w klasie ekonomicznej, zapowiadają wprowadzenie klasy ekonomicznej premium, z której zapewne będą coraz częściej korzystać biznesmeni, rezygnując z bardziej luksusowych klas.

Dodatkowo linia zmniejsza zatrudnienie - zapowiedziała program dobrowolnych odejść w dziale finansowo-księgowym oraz informatycznym.

Wpadka z Air Berlin

Etihad już wdrożył ograniczanie zatrudnienia o trzy tysiące ludzi i zrezygnował z budowania potęgi drugiej co do wielkości linii w Niemczech, Air Berlin. Wcześniej stracił na tym kilkaset milionów euro. Arabowie poddali się, a Air Berlin powoli jest przejmowany przez należącą do Lufthansy linię Eurowings. Sam Etihad, który i tak ma ręce pełne roboty z Alitalią, w której również ma udziały, poszedł na ugodę z niemiecką potęgą i zgodził się na wspólne rezerwacje na rejsach Frankfurt - Abu Zabi.

Etihad miał inny pomysł na rozwój niż Emirates, który zdecydował się jedynie na współpracę z australijskim Qantasem. Linia przejęła nie tylko 29 procent Air Berlin i 49 procent Alitalii, ale także 40 procent Air Seychelles, 19,9 procent Virgin Australia, 24 procent indyjskich Jet Airways i 3 procent irlandzkiej Aer Lingus. Kupował je, licząc, że zawsze gdzieś na świecie będzie koniunktura w lotnictwie. Taka taktyka kiedyś doprowadziła do bankructwa szwajcarskie linie Swissair.

Tylko Qatar Airways na razie nie mówi o żadnych cięciach, ale i w jego macierzystym kraju niższe ceny ropy hamują lotniczy biznes. Rzeczniczka linii, Christine Sarkis, zapowiada, że jej firma ogłosi 7 stycznia wielką wyprzedaż biletów. Podobnie zrobiły wcześniej Emirates i Etihad. Komentowano to wówczas, jako nadmiar podaży, która prowadzi do strat finansowych.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA