fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Odnalezieni po trzech latach

Andrew Howe – jeden z tych, którzy się ukrywali
AFP, Gabriel Bouys
Włochy mają swój skandal – 26 lekkoatletom grozi dyskwalifikacja za unikanie kontroli antydopingowych.

Korespondencja z Rzymu

Ta wiadomość zszokowała Italię i trudno się dziwić, chodzi bowiem o elitę lekkoatletów.

Na czarnej liście prokuratury Włoskiego Komitetu Olimpijskiego znaleźli się m.in.: niestartujący już Giuseppe Gibilisco (olimpijski brąz w skoku o tyczce w Atenach – 2004), Andrew Howe (wicemistrz świata w skoku w dal – 2007), Fabrizio Donato (brąz w trójskoku na igrzyskach w Londynie – 2012), Daniele Greco (trójskok, mistrz Europy w hali – 2013), Daniele Meucci (aktualny mistrz Europy w maratonie), aż trzech uczestników sztafety 4 x 100 m, którzy zdobyli brąz w ME 2010, Anna Incerti (złoto ME 2010), Simone Collio (mistrz Europy w biegach przełajowych – 2012).

Krótko mówiąc, jeśli Włoski Trybunał Antydopingowy uzna żądania prokuratury WłKOl za słuszne, Italia nie ma co marzyć o występach swoich lekkoatletów w finałach w Rio, nie mówiąc o medalach.

Po skandalicznej wpadce dopingowej chodziarza Alexa Schwazera (2008 – złoto igrzysk w Pekinie na 50 km) tuż przed kolejnymi igrzyskami w Londynie prokuratura WłKOl postanowiła przekopać się przez korespondencję e-mailową między włoską federacją lekkoatletyczną a sportowcami w pierwszym kwartale roku 2011 i drugim 2012, a więc w gorącym okresie przygotowań do igrzysk.

Teraz opublikowano wyniki i okazało się, że lekkoatleci masowo lekceważyli monity, w których wzywano ich do ujawnienia komisji antydopingowej, gdzie przebywają i gdzie mają zamiar przebywać w ciągu najbliższych miesięcy, by można ich było skontrolować. W sumie chodziło o 65 sportowców. Prokuratura zażądała dwuletniej dyskwalifikacji dla tych, którzy nie dopełnili obowiązku więcej niż trzy razy. Wobec reszty (39 lekkoatletek i lekkoatletów) dochodzenie umorzyła.

Trójskoczek Donato tłumaczy, że wszystkiemu winien był wadliwy system i niejasne przepisy. Zarzuca władzom sportowym, że chcą ukarać lekkoatletów za własne błędy. Poza tym wyjaśnia, że w większości przypadków chodziło o zaledwie kilkudniowe, a nawet kilkugodzinne, opóźnienie w reakcji na monity, a nie o ucieczkę przed kontrolą antydopingową.

Sprawę komplikuje nieco fakt, że monity miały charakter nieformalny „pro memoria", więc rzekomo lekkoatleci uznali, że nie mają obowiązku na nie odpowiadać.

Włoska prasa jest jednak przekonana, że sprawa jest o wiele poważniejsza. Choćby dlatego, że trudno podejrzewać WłKOl o próbę bezpodstawnego pogrążenia własnych sportowców.

Padają też pytania, dlaczego o dopełnieniu formalności nie przypomnieli swoim podopiecznym trenerzy i lekarze, doskonale znający przepisy, zgodnie z którymi trzeci przypadek unikania kontroli antydopingowej karany jest bezwzględną dyskwalifikacją. W tym kontekście włoskie media przypominają, że jak zeznał Schwazer, o jego praktykach dopingowych wiedzieli lekarz i trener.

Naturalnie afera rzuca cień na medale zdobyte przez podejrzanych. Sara Simeoni (złoto w skoku wzwyż w Moskwie 1980), traktowana w Italii jak Irena Szewińska w Polsce, stwierdziła, że dziś nikt nie uczy sportowców odpowiedzialności za to, co robią.

84-letni trener zmarłego niedawno wspaniałego sprintera Pietra Mennei powiedział, że nie ma już lekkoatletyki, która za jego czasów była poświęceniem i radością, bo króluje pieniądz. Natomiast dziennik „Corriere della Sera" skomentował: „Młode pokolenie w poszukiwaniu łatwego sukcesu szuka drogi na nieuczciwe skróty, a marzeniem nastolatków nie jest już medal olimpijski, tylko sukces w »X Factor«".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA