fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Jurij Ganus: Stare musi odejść

PAP/ EPA/JEAN-CHRISTOPHE BOTT
Szef Rosyjskiej Agencji Antydopingowej Jurij Ganus dla „Rz": chcemy być lodołamaczem, który skruszy w naszym kraju skorupę tolerancji dla dopingu.

Powiedział pan ostatnio wiele ostrych słów, które przyjaciół w Rosji panu nie przysporzą...

Rosyjski sport jest w krytycznej sytuacji. W ciągu pięciu lat od wybuchu kryzysu dopingowego jesteśmy coraz bardziej w nim pogrążeni. To niewiarygodne. Potrzebujemy poważnych zmian. Wielką tragedią rosyjskiego sportu było to, że nasza agencja antydopingowa (RUSADA – przyp. red.) nie była zaangażowana w proces zmian, których wymaga Światowa Agencja Antydopingowa (WADA – przyp. red.).

Ale minister sportu Rosji powiedział, że wprowadzono wiele zmian.

W listopadzie i grudniu 2018 roku proponowaliśmy, że weźmiemy udział w pracach grupy, która miała odpowiedzieć na warunki postawione przez władze antydopingowe. WADA chciała dostępu do moskiewskiego laboratorium oraz przesłania elektronicznych danych do 31 grudnia. Jak wiemy, władze rosyjskie nie dotrzymały terminu, dlatego pod koniec grudnia 2018 roku umieściłem w internecie oświadczenie, czym może nam grozić niewypełnienie zaleceń WADA, bo widziałem, że nasze władze były bezczynne. Już po dwóch godzinach dostałem ostrą wiadomość z żądaniem usunięcia tego nagrania. Odpowiedziałem, że to niemożliwe. Zdałem sobie sprawę, że władze rosyjskiego sportu chcą zamieść sprawę pod dywan.

Jeszcze przed rozpoczęciem konferencji spotkał się pan w Katowicach z przedstawicielami WADA. Jaka jest sytuacja rosyjskiego sportu po tych rozmowach? Wykluczenie z igrzysk olimpijskich w Tokio jest bliżej?

Spotkanie miało się początkowo odbyć pod koniec października, ale obie strony nie były jeszcze wtedy gotowe. Z informacji z różnych źródeł wiem, że WADA czeka na wyniki spotkania swoich ekspertów z przedstawicielami rosyjskiego rządu. Po tych konsultacjach zostanie podjęta wiążąca decyzja.

Kiedy można się spodziewać jakichś deklaracji?

To jedno z największych wyzwań w historii WADA. Z tego co wiem, do 17 listopada Komitet Zgodności przygotuje rekomendacje dla zarządu WADA, a bodajże 9 grudnia możemy się spodziewać decyzji. W tej sprawie jest wiele wątpliwości. Nie wiem choćby tego, jakie odpowiedzi przygotują rosyjskie władze.

Jest pan wykluczony z rozmów z WADA?

Chciałem się włączyć w te prace jeszcze w zeszłym roku, ale usłyszałem: nie. Nie dostaję nawet żadnych informacji od władz, otrzymuję je z WADA. Rosyjskie władze ograniczają nasze możliwości działania w sprawie wyjścia z kryzysu.

Kto jest odpowiedzialny za przekazywanie danych do WADA?

Minister sportu Paweł Kołobkow i jego zespół. To on gwarantował autentyczność danych. Niestety, minister Kołobkow wcale się nie zmienił, a jest najważniejszą osobą w rosyjskim sporcie, reprezentantem rządu. Dzisiaj czekamy na specjalne decyzje prezydenta. We wtorek słyszałem piękne, odważne przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy. To było silne przesłanie do narodu o polityce zero tolerancji dla dopingu. Podobnie mówił minister Witold Bańka. Kiedy zacząłem pracować w RUSADA, to na pierwszym spotkaniu w Szwajcarii poznałem Michała Rynkowskiego, który kieruje Polską Agencją Antydopingową (POLADA – przyp. red.). Zapytałem go, jakie ma relacje ze swoim ministrem i usłyszałem, że te relacje są bardzo dobre i dostaje wszelką, niezbędną pomoc. Dlatego teraz jestem pewien, że minister Bańka będzie świetnym prezydentem WADA.

Podczas wystąpienia w Katowicach na kongresie WADA podkreślał pan kilka razy niezależność RUSADA. Czuje pan, że może działać w Rosji swobodnie, czy ktoś próbuje was ograniczać?

Działamy kompletnie niezależnie, ale jesteśmy pod ostrzałem wielu ważnych osób, które nas nie lubią i denerwują się naszymi działaniami. Ale idziemy do przodu, chcemy być lodołamaczem, który skruszy skorupę tolerancji dla dopingu. Jesteśmy w takim miejscu, że nie mamy miejsca na błąd. Pracujemy w interesie rosyjskim, walczymy o czysty sport.

Widzi pan zmiany w mentalności rosyjskich sportowców?

To się dzieje krok po kroku. Mamy program zgłaszania nieprawidłowości przez sygnalistów. W 2017 roku odebraliśmy 41 takich zgłoszeń, w 2018 roku – 78, a trzy miesiące przed końcem tego roku już 87. Widzę też, że nowe osoby, które przyszły do pracy w Ministerstwie Sportu w ostatnich miesiącach, starają się nam pomagać.

Nie wszyscy się zmienili. Jeden z komentatorów napisał, że swoimi słowami dołączył pan do grona „inkwizytorów".

To nieporozumienie, my nie jesteśmy tylko psami tropiącymi. Cały czas myślimy o programie rehabilitacji sportowców, którzy stosowali doping. Ludzie popełniają błędy, ale chodzi o to, by ich nie ukrywać. Spójrzmy na Grigorija Rodczenkowa (były szef moskiewskiego laboratorium antydopingowego, ze strachu o swoje życie uciekł do USA i jest objęty programem ochrony świadków – przyp. red.), który zanim stał się sygnalistą, prowadził naprawdę kryminalną działalność. Chcemy rozwijać program wspierania sygnalistów. Działamy też edukacyjnie, co łatwo sprawdzić w liczbach, zwłaszcza kursów, które prowadzimy przez internet.

Co trzeba zrobić, żeby uratować rosyjski sport?

Moje słowa nie były PR-ową zagrywką. Uznałem, że najwyższe rosyjskie władze muszą zrozumieć, jakie sankcje nam grożą i w efekcie przesłać do WADA prawdziwe dane. Mam nadzieję, że tak się stanie. Ostatnio zostałem poproszony o radę, zastanawiam się tylko po co, skoro wcześniej ograniczano moje możliwości działania? Teraz, kiedy jest problem i muszą dać sensowną odpowiedź, uważam, że to nie moje zadanie, ale sprawa rosyjskich władz.

Co trzeba zrobić w pierwszej kolejności?

Zmienić złe, stare podejście, które prezentują nasze władze. To niemożliwe, żeby żyć w starym świecie. Musimy zmienić osoby podejmujące decyzje w rosyjskim sporcie na najwyższym szczeblu. Mamy też nadzieję na zmianę mentalności. Chcemy przetłumaczyć książkę Arne Lundqvista „Doping enemy", którą roześlemy do mediów, władz i środowiska sportowego.

Kto może wam pomóc?

Moskiewskie laboratorium jest pod kontrolą Komitetu Śledczego, który prowadzi postępowania przeciwko jego niektórym pracownikom. Manipulacje grożą wielkimi sankcjami i podważają wiarygodność rosyjskich władz, a przecież nie da się do laboratorium wejść z ulicy i dokonać manipulacji. Kto mógł to zrobić? Musiał to być ktoś, kto ma odpowiednią siłę przebicia. Czekam na wsparcie prezydenta Putina.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA