fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Paweł Fajdek. Serce matki i ręka ojca

Paweł Fajdek jest czterokrotnym mistrzem świata, ale medalu olimpijskiego jeszcze nie ma. To ma się zmienić w Tokio
fot. mat.pras./ Paweł Skraba
Rozstanie Pawła Fajdka z trenerką Jolantą Kumor nie jest niespodzianką, podobnie jak nawiązanie współpracy z Szymonem Ziółkowskim.

Panowie konsultowali się już w sierpniu. Ziółkowski był na mistrzostwach kraju we Włocławku, ale tam Fajdka prowadziła jeszcze Kumor. Mistrz olimpijski z Sydney (2000) jadł chleb z niejednego pieca – przez cztery lata posłował w Sejmie z ramienia Platformy Obywatelskiej – ale w trenerce jest żółtodziobem. Dopiero zdobył papiery instruktora. Czterokrotny mistrz świata wchodzi na nową drogę w sportowym życiu.

Nie byłoby jego sukcesów bez Kumor. Podobno odkryła w nim atletę, kiedy zobaczyła, jak w piątej klasie podstawówki podczas scysji z wuefistą ściągnął spodnie i pokazał tyłek. – Uznałam wtedy, że ma charakter do sportu – wspomina na łamach książki „Petarda. Historie z młotem w tle". Dwa lata namawiała Fajdka, żeby przyszedł na trening. Wreszcie się zgodził, żeby mieć święty spokój.

Belfer z ludzką twarzą

Rzutu młotem uczyli się razem. Kumor przyznaje, że na początku pomagał im Bolesław Lubikowski. Ona sama konkurencją zajęła się przypadkiem. Zygmunt Worsa założył klub Zielony Dąb Żarów, a po mistrzostwach świata w Edmonton (2001) zaprosił na kolację kilku znanych sportowców. Byli wśród nich Ziółkowski, Czesław Cybulski i Paweł Januszewski. Ten ostatni miał powiedzieć do Kumor: „Taki z ciebie kawał baby, że powinnaś zająć się rzutem młotem". I się zajęła.

Była belfrem z ludzką twarzą. Wolała pozycję matki od pozycji siły. Mogła się zżymać, że jej podopieczni nocą zamawiają na obozach pizzę, ale kiedy ich przyłapała, sama brała kawałek. Bywała obiektem żartów, ale znosiła je z uśmiechem. – Zawsze wyróżniało ją dobre serce i zaufanie – nie kryje Fajdek. Trenowali razem do 2010 r. Wtedy młociarz wyfrunął z gniazda i trafił pod skrzydła Cybulskiego. Kumor doradziła mu ten krok do przodu. Rozstanie trwało sześć lat, z krótką przerwą. Kumor wróciła do Fajdka podczas mistrzostw świata w Pekinie (2015), bo Cybulski leżał w szpitalu po tym, jak na treningu trafił go młot. Formalnie zdobyła z Fajdkiem trzy złote medale MŚ, choć sama skromnie przyznaje się do dwóch. Złoty duet wznowił współpracę po igrzyskach w Rio, gdzie młociarz przeżył niewytłumaczalną klęskę. Teraz ich ścieżki znowu się rozchodzą.

– Ludzie po prostu czują, że przyszedł czas na zmiany. Wierzę, że będą dobre. Na pewno nie ma we mnie żalu. Spędziliśmy z Pawłem owocne cztery lata i zawsze będę mu kibicować – podkreśla Kumor w rozmowie z „Rz".

Byli zgraną parą. Fajdek nie lubi mieć nad sobą bata, bo uważa, że po latach treningu wie, co dla niego najlepsze. Kumor czuła się z tym dobrze, możliwe, że ważniejszą pracę wykonywała jako nieformalny psycholog i duchowy opiekun niż trener. – Czasem jest tak, że zawodnik coś czuje, a szkoleniowiec to widzi. Na tak wysokim poziomie trener stoi z boku, skupia się na niuansach – mówi Kumor.

Fajdek urodził się, żeby rzucać młotem. – Ma idealną sylwetkę. Nikt nie czuje młota tak jak on. Ma szczęście, że trafił na Jolę, która zauważyła w nim ten potencjał – mówi Malwina Wojtulewicz, trenerka Wojciecha Nowickiego i Joanny Fiodorow.

– Nigdy nie widziałam zawodnika z takim czuciem mięśniowym jak Paweł. Był moment, kiedy mógł powalczyć o pobicie rekordu świata, ale nie pozwoliło mu na to zdrowie – przyznaje Kumor.

Czasem iskrzyło

Opowieści o treningach mistrza świata to zestaw faktów i mitów. Podobno zdarzało mu się grać na komputerze do rana i przespać trening. Bywało też, że Kumor przychodziła na umówione zajęcia, a on właśnie je kończył. Kiedy pytano Wojtulewicz, co różni Fajdka i Nowickiego, odpowiadała, że zacięcie oraz podejście do treningów. Katowicki „Sport" pisał, że Kumor go porzuciła, bo miała dość chimerycznego stylu pracy. Trenerka temu zaprzecza.

– Zawodnik na takim poziomie nigdy nie jest łatwym człowiekiem, nie może być potulny – podkreśla. – Zdarzało się, że między nami iskrzyło. To normalne, każdy się myli, ale trzeba umieć o takich sytuacjach rozmawiać. Paweł trenuje od 20 lat i na pewno nie jest tak, że już nie chce pracować. Ma bazę, a pewne rzeczy z wiekiem po prostu zaczynają się zmieniać.

Fajdek ma taki talent, że mógł sobie pozwalać na życie rockandrollowca. Przyjaciele mówią jednak, że ostatnio się zmienił. Ma nowy klub i menedżera, więcej czasu poświęca rodzinie. Teraz zamienił matczyną opiekę na twardą rękę ojca. Tak z boku można oceniać podjęcie współpracy z Ziółkowskim, choć mistrz olimpijski zarzeka się, że nie będzie stał nad Fajdkiem z batem. Chce relacji partnerskiej, której elementem będzie współpraca z psychologiem.

Ziółkowski wydaje się zawodnikiem z innej epoki, choć jest tylko 13 lat starszy od Fajdka. Rywalizowali 45 razy i zdecydowanie częściej zwyciężał ten młodszy – 32:13. Obaj byli na igrzyskach w Londynie (2012), gdzie Fajdek jechał jako jeden z faworytów, ale spalił trzy próby w kwalifikacjach. Największą traumę w sportowym życiu czterokrotnego mistrza świata, czyli igrzyska w Rio (2016), ówczesny poseł oglądał jako kibic.

Rozstanie Pawła Fajdka z Jolantą Kumor to niejedyna zmiana w polskim młocie. Trenera zmieniła ostatnio także Anita Włodarczyk. Rozstała się z Krzysztofem Kaliszewskim i wybrała Chorwata Ivicę Jakelicia.

Mistrzowie młota przez lata byli medalową polisą polskiej reprezentacji, a teraz zdecydowali się na zmiany. Włodarczyk ma 35 lat, powoli wchodzi w sportową smugę cienia, a w Tokio spróbuje się dźwignąć po miesiącach walki z kontuzjami. Fajdek planuje jeszcze osiem lat kariery i chce być legendą, skoro urodził się dla młota.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA