fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Polska wciąż młotem silna

Marcin Lewandowski – najszybszy Europejczyk w biegu na 1500 m
AFP
Marcin Lewandowski bije rekord Polski i zdobywa brąz mistrzostw świata w biegu na 1500 m. Jego czas 3.31,36. Wygrał Kenijczyk Timothy Cheruiyot (3.29:26) przed Algierczykiem Taoufikiem Makhloufim (3.31,38).

Co zapamiętamy z tych mistrzostw oprócz biegu Lewandowskiego? Pewność siebie bijącą od Pawła Fajdka, luz Piotra Liska, szczerość Piotra Małachowskiego i Konrada Bukowieckiego, klasę Adama Kszczota, nieskrywaną radość Joanny Fiodorow i radość stłumioną Wojciecha Nowickiego.

Czytaj także: Marcin Lewandowski: To jakiś kosmos

Ale najbardziej zapamiętamy chyba Aniołki Matusińskiego. Każdego dnia odpowiadały dzielnie na pytania w strefie wywiadów, zarażając swoją energią i entuzjazmem. Były jak te króliczki z reklamy jednego z producentów baterii. Biegały prawie każdego dnia: w kwalifikacjach i w finałach, indywidualnie i w sztafetach. Justyna Święty-Ersetić i Iga Baumgart-Witan pokonały nawet kolejną barierę, zostając pierwszymi Polkami, które wystąpiły w finale mistrzostw świata na 400 m. To dobry prognostyk przed zbliżającymi się igrzyskami w Tokio, choć rywalki pokazały im, jak dużo czeka je jeszcze pracy.

Przekonał się o tym także Konrad Bukowiecki. Chciał walczyć o medal, zapowiadał, że jest gotowy na 22 metry, ale nie spodziewał się, że do podium trzeba będzie pchnąć prawie metr dalej. Jest świadomy, że nawet gdyby był w pełni zdrowy (kłopoty z palcami), nie osiągnąłby takiego wyniku. Na pocieszenie pozostał mu tytuł najlepszego Europejczyka.

Bukowiecki twierdzi, że konkursów stojących na tak wysokim poziomie jak ten sobotni będzie coraz więcej. Żartował, że może trzeba zmienić dyscyplinę i zacząć rzucać dyskiem. Poważny wydawał się Piotr Małachowski, gdy mówił, że po odpadnięciu w Dausze w kwalifikacjach rozważa zakończenie kariery. Trzeba mieć nadzieję, że gdy ochłonie, zmieni zdanie i do Tokio jednak pojedzie.

Kariery nie zamierza kończyć Adam Kszczot, ale zmian w sztabie trenerskim nie wyklucza. Miał być trzeci z rzędu medal mistrzostw świata, nie było nawet finału. Przez ostatnie pięć lat taki zawód przeżył tylko raz – na igrzyskach w Rio. – Serce chciało, ale nogi nie grały w tym samym rytmie – opowiadał i przepraszał za swoje zachowanie w tak ciężkim dla siebie, naznaczonym bólem i kontuzjami sezonie.

Cieszy kolejny medal Piotra Liska w skoku o tyczce i wielki powrót do skoku wzwyż Kamili Lićwinko. Oboje niedawno zostali rodzicami. Żartowali, że mogą się tytułować mistrzami świata ojców i mam.

Mistrzostwa w Dausze potwierdziły, że Polska wciąż młotem stoi, a nasza dominacja zagrożona w najbliższym czasie nie jest. Paweł Fajdek konkurencję zdeklasował. Można przypuszczać, że gdyby startowała Anita Włodarczyk byłoby i drugie złoto. Trzy medale pozwalają jednak z nadzieją czekać na Tokio.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA