fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Aleksander Matusiński: Chłodna głowa na bieżni

Od lewej: Małgorzata Holub-Kowalik, Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz, Justyna Święty-Ersetic – czyli polska sztafeta 4x400 m łukasz Szeląg
Reporter
O szansach medalowych sztafety 4x400 kobiet opowiada Aleksander Matusiński, trener, który poprowadzi swoje zawodniczki na rozpoczynających się w piątek mistrzostwach świata w Katarze.

Medale mistrzostw świata i Europy, a w tym sezonie zwycięstwo z USA w nieoficjalnych MŚ świata sztafet. Polska sztafeta 4x400 kobiet to światowa czołówka i nie ma sensu udawać, że jest inaczej?

Wyniki mówią same za siebie. W Europie z całą pewnością jesteśmy jedną z najlepszych sztafet.

Od sukcesu w Jokohamie i złota podczas IAAF World Relays minęło już kilka miesięcy. Dla kibiców wasz sukces był zaskoczeniem, ale chyba również dla rywalek. Po biegu Amerykanki nie chciały podać pana zawodniczkom rąk.

To jest sport, emocje czasem biorą górę. Biegi sprinterskie to prestiżowa konkurencja. A sportowcy z USA zawsze byli silni, w dodatku są wychowywani w poczuciu wyjątkowości i tego, że są najlepsi na świecie. Porażka mogła być dla nich szokiem. Zobaczymy, jak będzie na mistrzostwach w Katarze, które wypadają bardzo późno. Normalnie o tej porze roku już nie startujemy.

Musiał pan w związku z tym nietypowym terminem dużo zmieniać w przygotowaniach?

Dodatkowym utrudnieniem było, że po drodze odbywało się wiele ważnych imprez. Startowaliśmy nie tylko w Jokohamie, ale też w drużynowych mistrzostwach Europy w Bydgoszczy, w mistrzostwach Polski, które stoją zawsze na wysokim poziomie i są kwalifikacją do reprezentacji. Justyna Święty-Ersetic miała też po drodze finał Diamentowej Ligi.

Katar to będzie wyzwanie ze względu na temperaturę?

Najbardziej boję się ciągłych zmian temperatury: upału na dworze, klimatyzacji w pokojach, innej temperatury na stadionie rozgrzewkowym.

Nie wszystkie zawodniczki na co dzień ćwiczą pod pana okiem. Utrudnia to panu zadanie?

To nie jest problem, bo dziewczyny są zawsze świetnie przygotowane. Nawet kiedy nie są ze mną na obozie, to wiem, jak pracują, informujemy się na bieżąco. Patrycja Wyciszkiewicz z Tomaszem Lewandowskim stawiają na treningi w górach. Przed imprezami docelowymi dużo czasu spędzamy na zgrupowaniach. Chociażby przed mistrzostwami w Jokohamie trenowaliśmy trzy tygodnie w Japonii, teraz jesteśmy na zgrupowaniu w Turcji. Dziewczyny, które startują tylko indywidualnie, mają większą swobodę w przygotowaniach, ale te, które wchodzą w skład sztafety, ćwiczą według mojego planu, przygotowujemy się pod konkretny występ, ustalamy taktykę.

Taktyka jest ważna? Czy od startu do mety trzeba po prostu pędzić, ile fabryka dała?

Niekoniecznie, bo jak się zacznie za mocno, to trudno jest utrzymać tempo. Na bieżni też trzeba zachować chłodną głowę. A taktyka? Można żonglować składem, jedne dziewczyny wystawić w eliminacjach, inne w biegu finałowym. Można je zamieniać miejscami, na konkretnych zmianach. Trzeba też analizować, jak skład zestawiają rywale, żeby przewidzieć, jaką taktykę zastosują, kiedy staniemy z nimi na starcie.

Mówi pan o chłodnej głowie, więc od razu przypomina mi się, że nawet po zwycięstwie w Jokohamie miał pan pewne uwagi.

Najpierw była ogromna radość, bo na trybunach, jeśli są powody, wpadam w szał radości. Potem jednak, gdy już ochłoniemy, trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość i zastanowić się, co jest do poprawy. Justyna Święty-Ersetic dobiegła pierwsza, ale w trakcie biegu zachowała się źle – puściła rywalkę od wewnętrznej strony. Musiała za ten błąd „oberwać".

Jest pan perfekcjonistą? Podczas ME w Berlinie poprosił pan o meleksa, który przewiózł biegaczki na stadion rozgrzewkowy, żeby mogły szybciej odpocząć.

Kolega doradził mi, żebym poprosił o to organizatorów. Po biegu indywidualnym Justyna była bardzo zmęczona. Powiedziała, że nie wie, czy da radę pobiec w sztafecie. Zawieźliśmy je meleksem na stadion rozgrzewkowy, przez godzinę leżały, piły napoje izotoniczne, jadły żele. Tam była dość duża odległość między obiektami, więc jeśliby szły na piechotę, to po chwili musiałyby wracać. Może poczuły się wyjątkowo potraktowane, że ktoś o nie tak się zatroszczył, i to dodało im sił?

Nawet jeśli rywalki są lepsze, mają więcej talentu, to pana dziewczyny nadrabiają walecznością?

Mają niesamowity talent i chęć do pracy, a teraz, kiedy zaczęły wygrywać, zobaczyły, jakie to przyjemne i jak dobrze smakuje. Zapału mają więc jeszcze więcej. Nie boimy się startować. Dziewczyny wygrywały ostatnio dwa razy z Jamajkami i poczuły, że to takie same kobiety jak one. Przed startem w Jokohamie powtarzałem, że walczymy o pierwsze miejsce i chcemy wygrać z USA. Najpierw dziewczyny się śmiały, ale stopniowo zaczynały wierzyć, że to możliwe. Nie mówię, że na mistrzostwach świata w Dosze też zdobędziemy złoto, ale łatwiej się walczy z kimś, kogo już się pokonało. Trzeba sobie stawiać wysokie cele.

Jakie rezerwy mają nasze biegaczki? Justyna Święty-Ersetic złamała barierę 51 sekund.

Wszystkie mogą biegać jeszcze szybciej, ale do tego potrzebne jest zdrowie, żeby móc trenować, i dobre warunki podczas zawodów. Największe rezerwy ma chyba Anna Kiełbasińska, która 400 metrów biega od niedawna i poprawia wyniki skokowo. Z drugiej strony Justyna przed fantastycznym biegiem na ME nie pokonała wcześniej bariery 51 sekund, a tu od razu wystrzeliła na 50,41 sekundy. Chciałbym, żeby podczas MŚ uzyskały wyniki w okolicach rekordów życiowych.

Słyszałem od jednego trenera, że wszyscy szkoleniowcy w Polsce powinni mieć tak otwarte umysły jak Aleksander Matusiński. Skąd pan bierze pomysły na plany treningowe?

Dużo rozmawiamy z innymi trenerami, wymieniamy się doświadczeniami. PZLA organizuje co roku kursy, wysyła nas na staże za granicę. Oczywiście, nie każdy szkoleniowiec chce się podzielić warsztatem, niektórzy zachowują jak najwięcej dla siebie. Dodatkowo mam wielkie wsparcie naukowe ze strony AWF Katowice. Mamy tam do dyspozycji pomieszczenia hipoksyjne, gdzie można przeprowadzać treningi przy zmniejszonej ilości tlenu. Rektor tej uczelni wspiera mocno wiele dyscyplin. Wie, że nie ma sportu na najwyższym poziomie bez wsparcia naukowego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA