fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Sebastian Coe: System kontroli jest dobry

Sebastian Coe
AFP
Szef światowej federacji World Athletics Sebastian Coe w rozmowie z „Rz" broni surowych przepisów antydopingowych i przekonuje, że rywalizacja na igrzyskach będzie uczciwa.

World Relays to sukces, bo zawody odbyły się w dobie pandemii, czy porażka, gdyż połowa uczestników zrezygnowała z podróży do Polski?

To bardzo duży sukces. Czujemy się zobowiązani, aby organizować wszystkie zaplanowane imprezy, sam kiedyś byłem sportowcem i wiem, że zawodnicy nie mogą jedynie trenować. Rozumiem, że z powodu ograniczeń związanych z podróżowaniem niektórzy zrezygnowali z udziału w World Relays. Jestem jednocześnie bardzo wdzięczny tym, którzy do Polski dotarli. Rozmawiałem z zawodnikami i wiem, że byli podekscytowani tym startem. Komitet organizacyjny spisał się doskonale, World Relays to dowód, że umiecie to robić. Kilka miesięcy temu w Gdyni odbyły się przecież mistrzostwa świata w półmaratonie.

Sztafeta mieszana, która debiutowała kilka lat temu podczas World Relays, dziś jest w programie olimpijskim. Sztafeta płotkarska to kolejna konkurencja, która może trafić na igrzyska?

To ważne, że kreujemy nowe konkurencje. Członkowie naszych komisji oraz sami zawodnicy mają różne pomysły. Nie możemy oczywiście tworzyć konkurencji i od razu umieszczać ich w programie mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich. Takie zawody jak World Relays są idealnym polem do eksperymentów. Teraz – wspólnie z telewizją, trenerami oraz samymi zawodnikami – ocenimy to, co zobaczyliśmy w Chorzowie, a więc także sztafetę płotkarską.

Athletics Integrity Unit (AIU) w ciągu ostatniego roku zawiesiła kilku czołowych lekkoatletów za unikanie kontroli antydopingowych.

Czy obecne przepisy – surowe, pozwalające za to nawet na dwuletnią dyskwalifikację – są sprawiedliwe?

Oczywiście, że tak. Nie widzę tu niejasności ani niesprawiedliwości. Przepisy dotyczące zgłaszania danych pobytowych są klarowne i stanowią ważną broń w arsenale środków do walki z dopingiem. Olbrzymia większość sportowców to rozumie i popiera, bo to środek, który chroni uczciwych. Zawodnik musi wyznaczyć w ciągu dnia jedną godzinę, kiedy jest do dyspozycji kontrolerów.

To proste.

Ale na unikaniu kontroli wpadają nawet mistrzowie świata – Christian Coleman czy Salwa Eid Naser...

To dla mnie olbrzymie zaskoczenie. System nie jest nowy, większość zawodników od lat radzi sobie z jego obsługą bardzo dobrze.

Nie widzę powodu, aby go zmieniać. Rozumiemy, że zawodnicy się przemieszczają, a ich plany czasem ulegają zmianie. Wystarczy wówczas zaktualizować adres – szybko, online. Są sportowcy, którzy potrafią co półtorej godziny publikować post na Instagramie, więc dlaczego nie mieliby pilnować danych pobytowych?

Pandemia ograniczyła w ubiegłym roku kontrole. Wierzy pan, że igrzyska w Tokio będą czyste i uczciwe?

Na początku pandemii mieliśmy problemy, to nie ulega wątpliwości. Zamknięto granice, podróżowanie było utrudnione. Już wówczas zapowiedziałem jednak, że kontrole nie ustaną i sportowcy muszą o tym pamiętać. Sposoby testowania w ciągu ostatnich kilku lat mocno się zmieniły. Rozmawiałem na ten temat zarówno z AIU, jak też przewodniczącym Światowej Agencji Antydopingowej Witoldem Bańką i uznaliśmy zgodnie, że system jest bardzo dobry. Wróciliśmy do normalności. Wierzę, że igrzyska będą uczciwe.

Jak będzie wyglądała olimpijska rywalizacja w czasach koronawirusa?

Większość ludzi ogląda igrzyska w telewizji i z ich punktu widzenia zmieni się niewiele, natomiast nowe doświadczenie czeka sportowców. Mieszkańcy wioski olimpijskiej będą się musieli stosować do protokołu sanitarnego i zachowywać dystans społeczny. Ale ci najlepsi są przyzwyczajeni do tego, że podczas ważnych zawodów ich aktywność ogranicza się do podróży z hotelu na obiekt treningowy i stadion. Nie szukają okazji do zwiedzania ani testowania lokalnej kuchni. To zawodowcy. Kiedy byłem sportowcem, wioskę olimpijską opuszczałem tylko, aby dotrzeć na stadion i wziąć udział w zawodach. Poważni kandydaci do medali na pewno sobie w nowej rzeczywistości poradzą.

A jeśli zabraknie im wsparcia z trybun?

Wielu sportowców przywykło już do rywalizacji przy pustych trybunach. Mam wciąż nadzieję, że w Tokio na obiektach pojawią się miejscowi kibice. Ważne będzie to, aby zdawali sobie sprawę, że oglądają międzynarodową rywalizację, i zapewnili wsparcie wszystkim uczestnikom – nie tylko Japończykom.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA