fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Wiedziałem, że nie uwolnię się od pytań, dopóki nie pobiję tego rekordu

AFP
Nowy rekordzista świata Armand Duplantis o mityngu w Toruniu, olimpijskim skoku Władysława Kozakiewicza w Moskwie i łzach w ramionach mamy.

Co czuje rekordzista świata?

To wszystko jest szalone i nie do końca do mnie dociera. Mam wrażenie, że to są jakieś halucynacje, wielkie oszustwo. Nadszedł moment, o którym marzyłem od dziecka, od trzeciego roku życia. Wszystko, co robiłem, prowadziło właśnie do tej chwili. Podczas konkursu byłem bardzo skoncentrowany, już w pierwszej próbie ataku na 6,17 m rekord był blisko. Powiedziałem sobie: „W porządku, mam jeszcze dwa skoki. W jednym z nich mi się uda. Nie wyjdę z tej hali z pustymi rękami".

Po skoku błyskawicznie ruszył pan w kierunku trybun...

Musiałem znaleźć mamę. Wyściskałem ją, łzy napłynęły mi do oczu. Wszystko wyglądało tak, jak sobie wymarzyłem. Szkoda, że w Toruniu nie było z nami taty, który jest obecnie w USA. Dobrze, że była ona. Chwilę później usłyszałem muzykę, zacząłem tańczyć. To działo się naprawdę szybko.

Po konkursie w Düsseldorfie czuł pan, że rekord jest na wyciągnięcie ręki?

Czułem, że mam szansę, że jest taka możliwość. W sporcie na sukces zawsze musi się jednak złożyć dużo małych elementów. Nigdy nie wiesz, kiedy to się uda. Czułem presję. Każdy, kto do mnie podchodził, zagadywał o rekord świata. Wiedziałem, że nie uwolnię się od tych pytań, dopóki go nie pobiję. Kamień spadł mi z serca.

Kilka godzin przed konkursem opublikował pan na Instagramie zdjęcie Władysława Kozakiewicza z igrzysk olimpijskich w Moskwie. Dlaczego?

To była moja inspiracja. Często przed zawodami oglądam konkursy z przeszłości i tego dnia wpadłem akurat na Kozakiewicza. Jego występ w Moskwie wyglądał wspaniale, to była wielka chwila w historii skoku o tyczce.

Co dalej? Jak wysoko może pan skoczyć?

Nie wybiegam w przyszłość, robię krok za krokiem. Na razie muszę przede wszystkim wcześnie iść spać, bo za chwilę czekają mnie kolejne starty.

Będzie pan świętował?

Nie planuję. Najważniejszy jest dobry wypoczynek, odzyskanie koncentracji i zejście na ziemię. W chwilach dużej adrenaliny przytrafiają się najgroźniejsze kontuzje. Nie będzie łatwo, ale próbuję skupiać się na kolejnym konkursie i rywalach, których tam spotkam. Kocham rywalizację, a skok o tyczce to przede wszystkim zawody. Kolejne czekają w sobotę w Glasgow. Najpierw muszę je wygrać, a dopiero później myśleć o rekordach.

Pamięta pan, jak rekordy świata bił Siergiej Bubka?

Centymetr po centymetrze. Nie wiem, jak będzie w moim przypadku. Przed skokiem na 6,17 m naprawdę nie myślałem o tym, co wydarzy się później. Dziś moje nazwisko jest w tym samym miejscu co „Bubka" czy „Lavillenie". Chciałem tego przez całe życie. Nie jestem w stanie w tym momencie wyjaśnić, co dzieje się w mojej głowie. To szalone, jak marzenia się spełniają.

—wysłuchał w Toruniu Kamil Kołsut

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA