fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Dobrze się schować. Afrykańskie rekordy budzą wątpliwości

Joshua Cheptegei z flagą Ugandy po pobiciu rekordu świata w biegu na 5 km podczas mityngu Diamentowej Ligi w Monako 14 sierpnia
AFP
Rekordy świata na długich dystansach ustanawiane przez biegaczy z Afryki budzą wątpliwości z powodów technologicznych i antydopingowych.

Ugandyjczyk Joshua Cheptegei jest dziś najlepszym biegaczem na 5 km (12:35.36) i 10 km (26:11.00). Rekordzistów świata jednocześnie na obu tych dystansach było tylko dziewięciu. Chłopak z miasteczka Kapchorwa stoi dziś w jednym szeregu z legendami – Paavo Nurmim, Emilem Zatopkiem, Haile Gebrselassie i Kenenisą Bekele – choć ma dopiero 24 lata.

Swych wyczynów dokonał jednak w zastanawiających okolicznościach. Ugandyjczyk w pościgu za historią miał solidne wsparcie. Organizatorzy zawodów w Walencji zapewnili mu klasowych pacemakerów i technologię świetlną wyznaczającą tempo, a firma Nike uzbroiła go w najnowszy model siedmiomilowych butów. Holenderski trener Addy Ruiter zarzeka się wprawdzie, że jego podopieczny rekordy bił już podczas treningów, ale to tylko słowa, bo na oczach świata mierzył się ze stoperem w laboratoryjnych warunkach.

– Odpowiedziałem na oczekiwania, spełniłem moje marzenie. Piszemy historię i pokazujemy, że lekka atletyka zawsze jest ekscytująca – przekonywał dziennikarzy Cheptegei po starcie w Walencji, gdzie pobił rekord świata na 10 km. Nie był sam, podczas tych samych zawodów rekord świata w biegu na 5 km ustanowiła Etiopka Letesenbet Gidey (14:06,62).

Trening na odludziu

Cheptegei do sezonu przygotowywał się w domu. Kapchorwa, skąd pochodzi, to miasteczko we wschodniej części Ugandy, nieopodal wygasłego wulkanu Mount Elgon. Rozrzedzone powietrze 2 tysiące metrów nad poziomem morza pomaga budować wytrzymałość, a górski klimat wygasza afrykańskie upały. Rodzinne miasto rekordzisty świata wydaje się stworzone do treningu, choć nie ma tam ani jednej bieżni z syntetyczną nawierzchnią. Czasem jest też problem z bieżącą wodą i elektrycznością, ale Kapchorwa ma jeden atut – szalenie trudno do tej miejscowości dotrzeć. Cheptegei spędził tam z trenerem Addy Ruiterem osiem miesięcy, pandemia koronawirusa odcięła go od świata. To o tyle istotne, że wiosną system antydopingowy – zwłaszcza na terenie Afryki – był dziurawy jak sito. Zamknięte granice sprawiły, że badanie sportowców poza zawodami ograniczono do minimum.

Nielegalnych substancji wcale nie trzeba brać przed zawodami. Doping pozwala zmusić organizm do skrajnego wysiłku podczas treningów, później – kiedy praca zostanie wykonana – można go porzucić lub przyjmować w mikrodawkach. Cheptegei był badany w 2019 roku, miał też negatywny wynik kontroli po mityngu Diamentowej Ligi w Monako, gdzie w sierpniu pobił rekord świata na 5 km. Tego, czy był nieskazitelny także wiosną, nie wiadomo.

– Prawda jest taka, że podczas pandemii w Ugandzie kontroli nie było – przyznaje Ruiter w rozmowie z „L’Equipe”. – Teraz, po powrocie do Europy, Joshua jest testowany raz albo dwa razy w tygodniu. Wzięcie EPO w jego przypadku byłoby po prostu niemożliwe. To nie miałoby żadnego sensu. Podobne sugestie są dla niego bardzo przykre.

Cheptegei zaczął biegać późno, jako 17-latek. Szybko wybrał karierę zawodowca i w 2015 roku przeprowadził się do kenijskiego Kaptagat, gdzie trenował z Eliudem Kipchoge. Wkrótce wrócił jednak do Ugdandy, aby – jak sam mówi – inspirować „młodych rodaków”. Trzy lata temu przeżył prawdopodobnie najgorszy bieg w karierze, bo podczas mistrzostw świata w przełajach prowadził przez cały dystans, aż 800 metrów przed metą organizm się zbuntował. Zajął 30. miejsce i przeżył upokorzenie, bo imprezę gościła Uganda.

Podobno ta klęska dużo go nauczyła. Został mistrzem świata, dziś jest podwójnym rekordzistą globu. Trenuje go Ruiter, czyli trener o nieskazitelnej opinii.

Podobna towarzyszyła poprzedniemu szkoleniowcowi Cheptegeia, Kenijczykowi Patrickowi Sangowi, który zawsze powtarzał, że chce sportu czystego, a sportowcy to największe dziedzictwo Kenii. Wydawało się, że wpoił tę filozofię także swoim podopiecznym, aż w ubiegłym roku na dopingu wpadł jego rodak Cyrus Rutto.

Rekord w światłach

Cheptegei nigdy na nielegalnym wspomaganiu nie został przyłapany, choć można powiedzieć, że przy biciu rekordów świata korzystał z dopingu technologicznego. Ugandyjczyk biegał w najnowszym wynalazku inżynierów Nike – obuwiu ZoomX Dragonfly – które marketingowcy nazywają „najszybszymi butami wszech czasów”. Światowa federacja World Athletics zatwierdziła je do użytku w zawodach, choć eksperci i biegacze zgłaszali wątpliwości.

– Buty nie dają przewagi szybkości, ale są bardziej miękkie. To zmniejsza uszkodzenia łydki i uda oraz pozwala dłużej utrzymać rytm – wyjaśnia na łamach „L’Equipe” Addy Ruiter.

Sekret modelu ZoomX Dragonfly opiera się na specjalnej piance oraz karbonowej płytce. Jest on zapewne dziełem tych samych specjalistów, którzy przygotowali buty z serii Vaporfly. To w nich Kenijczyk Eliud Kipchoge rok temu złamał granicę dwóch godzin w biegu maratońskim. Jego buty dzięki wysokiej podeszwie oraz amortyzującym poduszkom działały trochę jak minitrampolina. Dziś to tylko droga zabawka dla amatorów, bo ich używanie w oficjalnych zawodach jest zakazane.

Wyczyny Kenijczyka i Ugandyjczyka – obaj są członkami NN Running Team – mają więcej wspólnego. Kipchoge rekordowy maraton także przebiegł podczas imprezy komercyjnej („Ineos 1:59”), w towarzystwie klasowych pacemakerów (m.in. mistrz świata Matthew Centrowitz i mistrz olimpijski Paul Chelimo) oraz laserowych wskaźników tempa. Cheptegei nie miał wskaźników, tylko podświetlane diody wzdłuż tartanu. To technologia rozwinięta i wypromowana przez menedżera obu biegaczy, Holendra Josa Hermensa.

Możliwe, że właśnie dzięki niej rekordzista świata biegł, jakby miał w nogach metronom. Różnice między czasami okrążeń ocierały się o błąd statystyczny. – Kiedy pacemakerzy zeszli z bieżni, nie goniłem świateł. Zostałem tam tylko ja i rekord świata – zarzeka się jednak Cheptegei.

Rozrywkowy Coe

Nikt nie kwestionuje klasy Ugandyjczyka, choć technologia pomagająca biegaczom nie u wszystkich budzi zachwyt.

– Nie jesteśmy dłużej w latach 70. czy 80., mamy 2020 rok – odpowiada Cheptegei.

– A może powinniśmy wrócić do czasów greckich i biegać nago? Bądźmy szczerzy: nasz sport cierpi i jeśli dalej będziemy słuchać konserwatystów, to wkrótce umrze – dodaje Hermens.

Światowa federacja zaktualizowała niedawno wytyczne ograniczające wysokość podeszwy buta podczas oficjalnych zawodów. Elektronika na razie nie zaatakuje wielkich imprez, ale w komercyjnych jest mile widziana. – Naszą aktywnością jest sport, a naszym biznesem – rozrywka – przyznaje szef World Athletics Sebastian Coe.

Lekka atletyka zmaga się z wizerunkowym kryzysem i szuka nowych twarzy po odejściu Usaina Bolta, więc władzom światowej federacji wysyp rekordów – najświeższy podczas gdyńskich mistrzostw świata w półmaratonie ustanowiła Kenijka Peres Jepchirchir – jest na rękę. Królowa sportu musi znowu stać się wielka. Nawet jeśli będzie inna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA