fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Angelika Cichocka: Głowa zaczyna pracować

Fotorzepa, Roman Bosiacki
- Znowu czuję moc, nie mogłam sobie wyobrazić lepszego powrotu. Wiem, że warto było walczyć - mówi Angelika Cichocka, która po dwóch latach walki z kontuzjami została wicemistrzynią Polski w biegu na 800 m.

Emocje po pani walce z Joanną Jóźwik były takie, że na mecie poleciały łzy…

To z radości, bo ten rok był dla mnie niezwykle ciężki i nie chodzi tylko o pandemią koronawirusa. Udało mi się wrócić do biegania po długich zmaganiach z kontuzjami, więc podczas mistrzostw Polski byłam nastawiona na walkę na śmierć i życie. Padał ulewny deszcz, pogoda nie ułatwiała mi zadania. Kontrolowałam sytuację, aż zza pleców wyskoczyła mi Joanna Jóźwik. Była walka - tak, jak przed laty. Zdobyłam srebro, ale najważniejsze jest to, że znowu czuję moc. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego powrotu.

Jakie znaczenie miało to, że przegrała pani z Jóźwik, która wcześniej też długo zmagała się z urazem?

Jesteśmy przyjaciółkami, wspierałyśmy się w trudnym czasie. Asia po kontuzji nie miała takiego powrotu, jak ja. Bałam się, że czeka mnie to samo, ale dziś wszystko wskazuje na to, że jestem na właściwym torze. Przy dobrym układzie stawki i mocnym biegu mogę złamać granicę dwóch minut, moja forma rośnie.

 

Brak minimum uniemożliwił start na 1500 metrów, była pani z tego powodu zła?

Czuję wielką niesprawiedliwość, ale z regulaminami się nie dyskutuje. Nie zamierzam obrażać się na cały świat. Skupiam się na tym, że w biegu na 800 metrów stworzyłyśmy ciekawe widowisko, bo mamy cztery dziewczyny na wysokim, równym poziomie.

Pani ziomek z Kaszub, Krzysztof Różnicki, w wieku siedemnastu lat został mistrzem Polski. Oglądaliśmy we Włocławku narodziny przyszłego mistrza?

Mówimy o wielkim talencie i teraz najważniejsza będzie mądrość treningu. Wydaje mi się, że Krzysiek jako senior może biegać 1:43-1:44. Przeskok na ten poziom nie będzie jednak łatwy. Pamiętam, jak kiedyś sama uważałam 2:00 za granicę nie do przekroczenia, bardzo wszystko przeżywałam. My, kobiety, jesteśmy jednak emocjonalne. Facet ma łatwiej, bo splunie, otrzepie się, pójdzie dalej. Uważam, że jeśli Różnicki oraz trener Krzysztof Król będą dalej szli przed siebie z taką fantazją i lekkością, jak do tej pory, to mogą doprowadzić w polskich biegach średnich do małej rewolucji.

To dobrze, że sukcesy zaczynają odnosić młodzi trenerzy?

Świetnie, że się przebijają. Wnoszą do treningu innowacje, to bardzo cenne. Otwiera się furtka. Nie wiadomo, kto przeskoczy przez nią w przyszłym roku.

Zimą Tomasz Lewandowski przestał być trenerem kadry narodowej i dziś pracuje pani z mężem Tadeuszem. Jak się wam układa?

Byliśmy w wielkiej rozpaczy i nie mieliśmy wyjścia - musieliśmy znaleźć szybkie rozwiązanie. Tadeusz zawsze był blisko mnie, towarzyszył we wszystkich przygotowaniach, więc uznaliśmy, że nie ma sensu szukać innego szkoleniowca na łapu-capu. Dziś podczas treningów nie mam męża, tylko trenera. Słucham go i skrupulatnie robię, co każe, choć zazwyczaj to ja jestem osobą pełną energii, która w domu rozstawia wszystkich po kątach.

Jak daleko was ta współpraca doprowadzi?

Wiemy, w jakim kierunku zmierzamy. Naszym celem są medale wielkich imprez. Chcę wrócić na poziom, jaki prezentowałam przed kontuzją, kiedy biegałam w finałach mistrzostw świata. Ostatnie wyniki przekonują mnie, że jestem bardzo blisko. Przez ostatnie dwa lata wychodząc na trening zastanawiałam się, czy dam rade go wykonać. Zdarzało się, że odkładałam kolce i wracałam do domu, bo nie byłam w stanie pracować. Takie wydarzenia zostają w człowieku. Dziś głowa zaczyna pracować, zapominam o kontuzji. Wiem, że warto było walczyć.

Co z bólem?

Cały czas go czuję, ale jest lekki i myślę, że to kwestia kilku miesięcy, bo organizm musi przyzwyczaić się do normalnego treningu.

Widzi się pani za rok w finale igrzysk olimpijskich?

Oczywiście, że tak! Oglądałam swoje biegi z 2017 roku i widziałam, z jaką lekkością wpadałam na metę podczas mistrzostw świata w Londynie. Byłam wówczas blisko złamania granicy 4 minut na 1500 metrów, brakowało trochę szczęścia. Moje nogi i mięśnie pamiętają tamte wyniki - byłam tam, ja to już wszystko przerobiłam. Jeśli wszystko pójdzie z planem, za rok wrócą do takiego biegania.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA