fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

MŚ w Katarze: Pokaz siły Lewandowskiego

AFP
Polak wygrał swój bieg półfinałowy i w niedzielę powalczy o medal na 1500 m. Pierwsze złoto dla Kataru. Rekord świata w biegu na 400 m ppł kobiet.

Relacja z Dauhy

W piątkowy wieczór na stadionie Khalifa można było wreszcie poczuć się jak na dobrym, sportowym widowisku. Sporą część reklamowych płacht zwinięto do magazynów, a atmosfera, jaką tworzyli kibice, przypominała, że jesteśmy na poważnej imprezie. W takich okolicznościach aż chciało się rywalizować o medale i bić rekordy.

Tłumy na trybunach to nie przypadek. W skoku wzwyż startował ulubieniec publiczności, trenowany przez Stanisława Szczyrbę, wracający po poważnej kontuzji Mutaz Essa Barshim. Skoczył 2,37, tytuł obronił, zdobył pierwsze złoto dla Kataru, wprawiając widzów w euforię, ale hymnu mu nie odegrano. Doszło do awarii dźwięku. Ceremonia odbędzie się zapewne w sobotę.

Ci, którzy przyszli dopingować Barshima, dostali w pakiecie rekord świata na 400 m ppł. Pobiła go Amerykanka Dalilah Muhammad (52,16), poprawiając minimalnie własny rezultat sprzed kilku miesięcy. Niesamowity finisz miała męska rywalizacja na 3000 m z przeszkodami. Broniący tytułu Kenijczyk Conseslus Kipruto pokonał o 0,01 s Lamechę Girmę z Etiopii.

Jeszcze nie o medal, ale o wejście do finału walczył Marcin Lewandowski. Nie zbierał się tak długo do ataku jak w kwalifikacjach. Wygrał, awansował z najlepszym czasem 3.36,50.

– Nic mnie tu raczej nie zaskoczy. Jestem typem turniejowca. Rozkręcam się z biegu na bieg. Nie miało znaczenia, czy wejdę z piątego miejsca czy z pierwszego. Fajnie, że udało się wygrać, bo dzięki temu i ja się pewniej czuję, i rywale bardziej mnie się boją. Ale w finale słabych nie ma, każdy z nas może stanąć na podium – mówił w strefie wywiadów. Uwagę wszystkich zwracały poturbowane przez rywali, zakrwawione nogi polskiego mistrza.

– Taki urok biegów długich. Można powiedzieć, że jesteśmy współczesnymi gladiatorami. Mam już trochę podobnych blizn. Będzie co opowiadać dzieciom. Czy przyjadę z medalem, czy nie - dla nich nadal będę najlepszym tatą na świecie – zaznacza.

Lewandowski, zresztą jak większość polskich lekkoatletów, nie może się już doczekać spotkania z rodziną i zasłużonego odpoczynku po dłuższym niż zwykle i bardziej wyczerpującym sezonie. – Gdy wyjeżdżam, zawsze jest płacz. Po powrocie dzieci nie odstępują mnie na krok. Wystarczy, że wyjdę na trening, już panikują, ponieważ nie są pewne, czy wrócę za chwilę, czy za miesiąc. Ale taki jest koszt przygotowań do igrzysk – przyznaje Lewandowski. Kariery po Tokio kończyć jednak nie zamierza. Rok później chce bronić w Toruniu tytułu halowego mistrza Europy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA