fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Tomasz Majewski: Polacy na czwórkę z plusem

AFP
Dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą, wiceprezes PZLA o zakończonych mistrzostwach świata i olimpijskich nadziejach

Relacja z Dauhy

Sześć medali, w tym jeden złoty. Wraca pan zadowolony?

To były udane mistrzostwa. Oczywiście przytrafiły się wpadki, ale sukcesy, a przede wszystkim styl, w jakich zostały osiągnięte, to wszystko nam wynagradza. Tylko się cieszyć, że w tych trudnych warunkach i w tak trudnym czasie potrafiliśmy walczyć i zdobywać medale. Wielka chwała naszym lekkoatletom.

Zaczęło się od srebra Joanny Fiodorow. Ale medal w kobiecym młocie, mimo nieobecności Anity Włodarczyk, nie był dla pana chyba zaskoczeniem?

Asia ten sezon ma bardzo równy. Postawiła kolejny krok. Ustabilizowała formę, poprawiła się technicznie. Ten medal to jest nagroda za postęp.

Czwarte złoto zdobył Paweł Fajdek. Nie ma jeszcze złota olimpijskiego, ale pan ma dwa, więc może mu powiedzieć, jak to zrobić.

Oddać mu swoich nie mogę, ale myślę, że ten kurs, na który Paweł teraz wszedł, i ta pewność, z którą wygrał ten konkurs, pozwala nam sądzić, że jest kandydatem do złota w Tokio, pojedzie tam jak po swoje i bez żadnych dziwnych akcji je przywiezie. Chyba że zabierze mu je Wojtek (Nowicki - przyp. red.).

Po swoje złoto do Dauhy przyleciał Piotr Lisek.

Wywalczył brązowy medal, ale konkurs tyczkarzy stał na niesamowitym poziomie. Trzeci z rzędu medal - to naprawdę często się nie zdarza. Mogło się skończyć różnie. Mam nadzieję, że inaczej, trochę lepiej dla nas, skończy się na igrzyskach w Tokio.

Na kolejne medale musieliśmy czekać do ostatniego dnia mistrzostw. Widzimy, że jest pan jeszcze pod wrażeniem biegu Marcina Lewandowskiego.

Gdyby ten bieg ułożył się inaczej, może byłoby nawet srebro. Ale trzeba podkreślić, że medal na tym nowym dystansie Marcin zdobył w wielkim stylu, po pięknej walce. Przed igrzyskami nic lepszego nie mogło mu się zdarzyć.

To, co powiedzieć o dziewczynach ze sztafety? Po tym, co robiły Jamajki w biegach indywidualnych, wydawało się, że Aniołki Matusińskiego mogą walczyć tylko o brąz, a kolejny raz pokazały ogromną klasę.

To jest turniej. Wygrywa ten, kto najlepiej rozłoży siły. Dziewczyny zrobiły to wspaniale. Rekord Polski, z którym miały wcześniej problemy, pobiły o prawie trzy sekundy. Chylę czoło przed każdą z nich. Myślę, że to da im jeszcze większą motywację i skończy się medalem olimpijskim.

W Dausze medali mogło być jeszcze więcej…

Wpadki są zawsze. To był trudny czas. Nie wszyscy trafili z formą i wystartowali tak, jak sobie wymarzyli. Ale konkluzja z tych mistrzostw jest jedna: cały świat zasuwa. To były chyba najlepsze sportowo mistrzostwa w historii. Dawno nie mieliśmy tak wielu wyników w okolicach rekordu świata. W Tokio nie będzie inaczej. Jeśli ktoś myśli realnie o dobrym miejscu, ma teraz dziesięć miesięcy na ciężką pracę i gonienie świata, który w niektórych konkurencjach niestety bardzo nam odjechał.

Przekonał się o tym Konrad Bukowiecki, chyba najbardziej załamany w polskiej kadrze...

Spokojnie. W Tokio niekoniecznie trzeba będzie pchać tyle na medale. To trochę inna impreza, tam wszystkim drży ręką. Konrad wie już, jak ciężko musi pracować, ciągle zdobywa doświadczenie i mam nadzieję, że to będzie go budowało. Jest młody, przed sobą ma jeszcze sporo imprez.

Sześć medali lekkoatletów w Tokio to byłby niesamowity wyczyn.

Trzeba studzić nastroje. To są igrzyska olimpijskie, trochę inne zawody. Ale jest kilka osób, które obrały kurs na podium i trzeba je w tym wspierać. Myślę, że lekcja z tych mistrzostw da im dodatkowy impuls, który pozwoli im wrócić na dobry tor lub ten dobry tor znaleźć. Jak ktoś myśli, że zrobił wszystko, to trzeba jeszcze dołożyć te 30 procent.

Przygotowania sportowe to jedno, drugie to psychika. Pan to wie doskonale. Może spotkałby się pan przed igrzyskami z reprezentacją i taki wykład psychologiczny, jak poradzić sobie z presją, zrobił?

Być może tak będzie.

W skali szkolnej od 1 do 6, na jaką ocenę zasłużyli Poacy w Dausze?

Myślę, że na czwórkę z plusem.

Sporo gorzkich słów padło pod adresem organizatorów. Jak pan ocenia ich starania?

Można się czepiać, ale powiedzmy sobie szczerze: każdy, kto kiedyś był w kraju arabskim, nie przyjeżdża tu z wyższymi oczekiwaniami. Były niedociągnięcia, ale trzeba przyznać, że z dnia na dzień je poprawiano. Zapewniali fajną oprawę. Niektóre rzeczy były fantastyczne, pewnie zagoszczą na dłużej w tak dużych imprezach. Kolejne mistrzostwa będą już w miejscach mniej egzotycznych.

Co pan sądzi o pomyśle zorganizowania mistrzostw w Nairobi?

Nie byłem tam, ale z tego, co rozmawiałem z ludźmi, trzeba jeszcze na to poczekać. Nie byłoby na pewno problemów z frekwencją, na MŚ juniorów była genialna. Ale organizacyjnie pewnie byłoby trochę gorzej niż w Katarze.

- notował w Dausze Tomasz Wacławek

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA