fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Bukowiecki: Kręcimy salta, biegamy sprinty

Fotorzepa/ Marian Zubrzycki
Kulomiot Konrad Bukowiecki o rekordzie kolegi, plenerowych mityngach i Diamentowej Lidze, której się nie odmawia.

Michał Haratyk pod Fontannami w Warszawie pobił rekord Polski wynikiem 22,32 m. Jest pan zaskoczony, że w takich wakacyjnych okolicznościach uzyskał tak świetny wynik?

To wynik kosmiczny, ale zaskoczony nie jestem. Po Michale można było się tego spodziewać. Dla niego zawody, gdzie pcha 21 metrów, to standard. Trzeba go gonić. Ale koncentruję się na sobie. Każdy chce być pierwszy i bić rekordy, teraz Michał jest lepszy i nie boję się tego przyznać. Pcha regularnie i daleko, a ten mityng to potwierdził. Gratulacje dla niego.

Panu daleko do takich wyników?

Wiem, że jestem w stanie je osiągać. Cieszę się, że na razie ustabilizowałem formę na poziomie 21 m, bo po raz kolejny uzyskałem taki wynik. Teraz potrzeba trochę świeżości, ładnego pchnięcia i kula może polecieć daleko.

Mityngi takie jak ten warszawski czy u pana w Szczytnie sprzyjają świetnym wynikom, czy potrzebuje pan większej adrenaliny?

Bardzo lubię startować w mityngach plenerowych. Mamy tam prawie bezpośredni kontakt z publicznością. Zazwyczaj trybuny są daleko, a jeszcze oddziela nas bieżnia. Na bardziej kameralnych zawodach jest moja rodzina, przyjaciele, w Szczytnie było wielu znajomych. To nas zagrzewa do walki. Jest fajniejsza atmosfera, bo kibice mogą się skupić na jednej konkurencji, a na tradycyjnych zawodach lekkoatletycznych mają problem z ogarnięciem wszystkich wydarzeń: ktoś pcha, ktoś biegnie, inny skacze o tyczce albo rzuca i uwaga się rozprasza. Wydaje mi się, że ludzie na takie mityngi chętnie przychodzą.

Świetny wynik i zwycięstwo w Diamentowej Lidze, wygrana w uniwersjadzie. Forma przyszła za szybko?

Z moim tatą, który jest jednocześnie trenerem, tak to sobie założyliśmy. W porównaniu z resztą zawodników z czołówki światowej jestem dość młody. Mam 22 lata i mogę startować w imprezach młodzieżowych, więc trzeba było formę przygotować na lipiec, ale najważniejsze są wrześniowe MŚ w Katarze.

Już pan tam w tym roku startował...

Pojechałem tam dwukrotnie, a w sumie byłem już sześć razy, bo jeżdżę tam na obozy, więc z miejscem jestem obeznany. Sam występ w Diamentowej Lidze był zaskoczeniem. Nie planowałem go, ale byłem pierwszy na liście oczekujących. Trzy dni przed mityngiem dowiedziałem się, że z powodu kontuzji wypadł David Storl. Byłem w tym czasie na obozie w Belek. Trenowałem ciężko, nie byłem przygotowany na starty. Menedżer przyszedł do mnie, powiedział: „Jutro masz samolot. Jedziesz czy nie?". Spakowałem walizki i prosto z Turcji poleciałem do Kataru. Diamentowej Lidze się nie odmawia, to najbardziej prestiżowy cykl mityngów. Sam start to nobilitacja, a dodatkowo organizatorzy dobrze płacą.

Pchnięcie kulą to konkurencja, która premiuje starszych? Trzeba przerzucić tony stali i wyrobić odpowiednią siłę?

Rzeczywiście, kariera kulomiota może być długa. Siła jest ważna, ale znam wielu takich, którzy nie są nadzwyczaj silni, a pchają daleko, albo właśnie na odwrót – nie potrafią wykorzystać mocy. Gdyby tylko stalowe mięśnie decydowały, to strongmani i ciężarowcy wygrywaliby zawody. Najważniejsza jest technika.

Jesteście wielkimi mężczyznami, jak to wszystko skoordynować i wprawić odpowiednio w ruch?

Wbrew pozorom jesteśmy bardzo sprawni, można się o tym przekonać, oglądając nasze treningi. Nie mamy problemu, by skoczyć z miejsca w dal trzy metry, przebiec sprintem 20–30 metrów. Skaczemy przez płotki, kręcimy salta, więc z koordynacją nie ma problemów.

Wielu kulomiotów rzuca dyskiem. To pomaga się przygotować?

To bardziej odskocznia, żeby nie zwariować, robiąc ciągle to samo. Gdy byłem młodszy, poświęcałem dyskowi więcej uwagi. Teraz biorę go do ręki rzadko. W tym roku nie wystartowałem w rzucie dyskiem i nawet tego żałuję, bo mogłem to zrobić choćby w młodzieżowych mistrzostwach Europy.

W USA od lat są świetni kulomioci. Skąd ten fenomen?

U nas w szkole podstawowej czy średniej na lekcjach WF-u gra się w piłkę nożną, siatkówkę, czasem w koszykówkę. W USA każdy dzieciak ma do czynienia z lekką atletyką, bo to sport, który rozwija pod każdym względem. Każdy może znaleźć coś dla siebie: duży, mały, silny, chudy, grubszy. Podczas treningów w USA trafiłem kiedyś na siłownię znajdującą się w liceum. Trener był w przeszłości kulomiotem. Wisiała tam kartka z długą listą nazwisk zawodników NFL, którzy w szkole średniej mieli sukcesy w pchnięciu kulą. Na dole dopisał hasło: „Jeśli chcesz być dobrym futbolistą, to zacznij od pchnięcia kulą". W Polsce mamy piękne tradycje, ale wielu wciąż się myli i mówi „rzut kulą". Jak byłem młodszy, to zwracałem uwagę na ten błąd, ale teraz już mnie to nie obchodzi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA