fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Dyrektorzy szpitali każą lekarzom płacić za odwiezienie niesamodzielnej osoby karetką

Fotorzepa, Dariusz Gorajski
Szukając oszczędności, dyrektorzy szpitali każą lekarzom płacić za odwiezienie niesamodzielnej osoby karetką.

450 zł musi zapłacić dentystka, która zleciła odwiezienie niesamodzielnego pacjenta ze szpitala do domu karetką. Dyrekcja placówki uznała transport za nieuzasadniony. W dodatku nie zapłaciła lekarce za leczenie chorego.

Sam nie trafi

– Traktujemy to jako karę, bo według naszych prawników nie ma przesłanek do obciążania lekarza finansowo za nieuzasadniony transport – mówi Bartosz Fiałek, przewodniczący regionu kujawsko-pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL).

Historia dentystki nie jest przypadkiem odosobnionym. – Od kilku tygodni medycy z całego kraju zgłaszają, że dyrektorzy ostrzegają ich, że za złą kwalifikację do transportu medycznego będą płacić z własnej kieszeni – przyznaje. Zgodnie z art. 41 ustawy o świadczeniach zdrowotnych bezpłatny transport sanitarny przysługuje pacjentom przewożonym z jednej placówki medycznej do drugiej w celu kontynuacji leczenia lub osobom, które nie są w stanie same się poruszać i korzystać z transportu publicznego. Z kolei rozporządzenie ministra zdrowia z 28 października 2013 r. w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej przewiduje, że jeśli pacjent cierpi np. na nowotwór, choroby oczu, zaburzenia psychiczne, choroby układu ruchu lub ma wrodzone wady rozwojowe, może liczyć na 40-proc. dopłatę do transportu. Dotyczy to osób, które są zdolne do samodzielnego poruszania się, ale wymagają pomocy przy korzystaniu z komunikacji publicznej.

– Tyle prawo, ale co ma zrobić lekarz, któremu na szpitalny oddział ratunkowy (SOR) karetka przywozi osobę z chorobą Alzheimera, a nie trzeba zatrzymywać jej w szpitalu. Chora jest sama, nikt po nią nie przyjedzie, a z rozmowy wynika, że może nie trafić do domu. Albo gdy w podobnej sytuacji jest osoba o kulach? Ktoś powie: wsadź ją w taksówkę. Tylko że po wyjściu z taksówki musiałaby sobie radzić sama – mówi Bartosz Fiałek, który podczas pracy na bydgoskim SOR takich pacjentów wysyłał szpitalnym transportem medycznym.

Nie chcą staruszka

Jan Boniecki, dyrektor szpitala w Ostródzie i wiceprezes Polskiej Federacji Szpitali, przyznaje, że na przepisy art. 41 ustawy o świadczeniach i rozporządzenia dotyczącego transportu szefowie placówek wiele lat przymykali oko. – Najważniejszy był – a dla mnie wciąż jest – chory. Teraz jednak, gdy budżet szpitali się nie spina i trzeba znaleźć środki na podwyżki dla kolejnych grup zawodowych, dyrektorzy oszczędności szukają dosłownie wszędzie. To nieracjonalne zarządzanie systemem opieki zdrowotnej powoduje, że pacjent przegrywa z finansami – uważa Janusz Boniecki.

Dodaje, że „nieuzasadniony transport" wynika często z tego, że rodzinie osoby starszej wygodniej jest zostawić ją w szpitalu – nie musi się nią opiekować i korzysta z jej emerytury. – Chyba każdy dyrektor przeżył sytuację, w której musiał wzywać policję, bo rodzina chorego nie chciała wpuścić go do domu – mówi ze smutkiem. – A to wszystko dlatego, że w Polsce mamy płatnika, czyli NFZ, a nie ubezpieczyciela, który zapewniałby także opiekę – tłumaczy.

OZZL zamierza walczyć o właściwą interpretację przepisów: – W naszej ocenie, choć lekarz może być zobligowany do kwalifikacji chorego do transportu medycznego, nie powinien ponosić konsekwencji finansowych za błędną decyzję – mówi Bartosz Fiałek.

Marcin Pakulski były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia

Dyrektorzy szpitali mają prawo żądać od lekarzy zwrotu pieniędzy za nieuzasadniony transport chorego, czyli taki, który nie został wymieniony w rozporządzeniu ministra zdrowia z 28 października 2013 r., choćby dlatego, że funkcjonują w reżimie finansów publicznych i za przyzwolenie na transport nieuzasadniony w przepisach może grozić im zarzut niegospodarności. Z kolei lekarz, który podejmuje pracę w publicznym zakładzie opieki zdrowotnej, powinien się zapoznać z wszelkimi regulacjami prawnymi związanymi z jego funkcjonowaniem. Inną sprawą jest fakt, że kiedy szpitale były w lepszej sytuacji finansowej, ich dyrektorzy mogli przymykać oko na taki transport, gdy po starszą schorowaną osobę nie zgłaszała się rodzina. Teraz, gdy szpitalom trudno spiąć budżet, jest zupełnie inaczej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA