fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Groźny outsourcing pielęgniarek kontraktowych

123RF
Pielęgniarki kontraktowe pracują nawet po 300 godzin miesięcznie bo dyrektorzy szpitali omijają przepisy.

Z poradni publicznej do prywatnej, a potem na nocny dyżur w szpitalu, czasem nawet bez zmiany fartucha - tak wygląda życie wielu polskich pielęgniarek. Głównie tych zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych, których nie ogranicza wynikający z ustawy o działalności leczniczej, dozwolony czas pracy. Żeby się utrzymać regularnie przekraczają dozwolone 7 godz. 35 min. na dobę i 37,5 godz. tygodniowo albo ok. tuzina dwunastugodzinnych dyżurów w miesiącu.

- Pielęgniarki zatrudniane na kontraktach potrafią pracować 300, a nawet 400 godzin i wyrabiać 2,5 etatu. W ubiegłe lato w jednym z katowickich szpitali koleżanka na drugim dyżurze dostała zawału serca - mówi Krystyna Ptak, przewodnicząca zarządu regionu śląskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP). - Bardzo możliwe, że niedługo usłyszymy o przypadkach śmierci na dyżurach, tak jak w przypadku anestezjolożki, która latem ubiegłego roku umarła w czwartej dobie dyżuru - dodaje Krystyna Ptok.

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz zauważa, że przemęczony lekarz czy pielęgniarka stwarzają zagrożenie dla siebie i pacjenta. - W dodatku grozi im choroba zwana zespołem przewlekłego zmęczenia, który uniemożliwia wykonywanie zawodu - dodaje.

Zdaniem pielęgniarek kontrakty to domena szpitali przekształconych w spółki, gdzie dyrektorzy oszczędzają na personelu. Coraz częściej zatrudniają je firmy outsourcingowe, które zapewniają szpitalowi personel. Oddział lubelski OZZPiP ocenia, że pielęgniarki na umowach cywilnoprawnych stanowią 70 proc. w większości szpitali w województwie.

- Kiedy w 2009 r. protestowałyśmy w Sejmie przeciwko kontraktom, ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz mówiła, że nikt nie będzie zmuszał pielęgniarek do umów śmieciowych. Dziś to norma - mówi Krystyna Ptok.

Na lubelszczyźnie pielęgniarki przemieszczają się nie tylko między szpitalami, ale i między województwami.

- Szczególnie poszukiwane pielęgniarki anestezjologiczne w Warszawie czy Krakowie wyrabiają drugą pensję. Dorabiają, by przeżyć. Za 2300 zł z etatu nie da się utrzymać rodziny. Krążą więc między szpitalem a przychodnią, by zarobić choć średnią krajową - mówi oddziałowa ze szpitala w Lublinie.

Krystyna Ptok podkreśla, że liczba miejsc pracy pielęgniarek nie pozwala na określenie ich liczby: - Dane samorządów i szacunki instytucji państwowych często są rozbieżne. Rządzący liczą jedną pielęgniarkę na jedno miejsce pracy, a ona często ma ich kilka.

Z map potrzeb zdrowotnych wynika, że w Polsce jest 282,6 tys. pielęgniarek. Ponad 60 proc. z nich ma ponad 40 lat, a aż 15 tys. – ponad 65 lat. Najliczniejszą grupą wiekową wśród polskich pielęgniarek jest 40–45 lat (59,4 tys.).

OPINIA

Sebastian Irzykowski - wiceprezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych

Jako samorząd mamy ogromny żal do pracodawców, organów założycielskich i Ministerstwa Zdrowia, że nigdy nie pochylili się nad problemem zatrudniania pielęgniarek na tzw. umowy śmieciowe i patologiami, jakie to rodzi. W wielu miejscach pielęgniarki są wręcz zmuszane do przechodzenia na umowy cywilnoprawne, w innych zachęca się je do tego, proponując wysokie stawki (kilkadziesiąt złotych za godzinę), które potem są obniżane, a pielęgniarka nie ma powrotu na etat. Słabo opłacane pielęgniarki muszą szukać kolejnej pracy, a ponieważ to zawód deficytowy, z łatwością ją znajdują. Są przemęczone, co grozi popełnieniem błędu. Sytuację rozwiązałyby godziwe zarobki w podstawowym miejscu pracy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA