fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

LOGISTYKA Logistyka kontraktowa

Listonosz rzadziej będzie pukał do naszych drzwi?

fot. Poczta Polska
Poczta Polska roznosząca listy nie pięć, lecz cztery dni w tygodniu i dostarczająca je wolniej niż dotąd – takie są pomysły ekspertów na poprawę kondycji narodowego operatora.

Poczta Polska (PP) od kilku lat konsekwentnie zwiększa zatrudnienie, rozbudowuje sieć placówek i podwyższa wynagrodzenia. Ale takie działania mają swoje negatywne konsekwencje – państwowej spółce brakuje pieniędzy na niezbędne inwestycje i rywalizację z gigantami branży kurierskiej. A wkrótce operator może zostać jeszcze „dobity” wzrostem płacy minimalnej (PP zatrudnia najwięcej osób na takich umowach).

Kamieniem u szyi Poczty jest obowiązek świadczenia tzw. usługi powszechnej w obecnej formule. PP jako operator wyznaczony musi dostarczać korespondencję w każde miejsce w kraju przez co najmniej pięć dni w tygodniu. A to usługa, która w 2013 r. przyniosła spółce aż 110 mln zł straty. Zgodnie z obowiązującymi przepisami spółka powinna otrzymać rekompensatę. Do tej pory dopłaty nie dostała. – Fundusz kompensacyjny, na który mają składać się inni operatorzy pocztowi w naszym kraju oraz – jeżeli zajdzie konieczność – budżet państwa, w praktyce nie funkcjonuje – przekonuje Krzysztof Piskorski, prezes Instytutu Pocztowego (IP).

fot. Poczta Polska

Zaklęty krąg

PP wpadła w zaklęty krąg – realizuje usługi powszechne, bo musi jako operator wyznaczony, a ponadto stanowią one o połowie przychodów firmy. Z drugiej strony owe usługi to w ponad 98 proc. listy, które są nierentowne, a ich rynek – bez perspektyw (z roku na rok kurczy się w tempie 5–10 proc.). Pocztowcy muszą więc finansować w efekcie usługę powszechną z innych swoich usług komercyjnych. Tymczasem, jak wyjaśnia Justyna Siwek, rzecznik PP, sposób finansowania usługi powszechnej określany jest przez dyrektywy pocztowe, które dają możliwość rekompensowania kosztów, a respektowanie tych zapisów jest obowiązkiem każdego państwa UE. – Jesteśmy jedyną pocztą w UE, która dotąd nie otrzymała żadnej rekompensaty. Za wszystkie musi płacić sama – podkreśla Siwek. Dla porównania w przypadku niemieckiego DHL kwota subsydiów dotyczących jedynie dofinansowania świadczeń emerytalnych i zdrowotnych w latach 1995–2010 wyniosła aż 37 mld euro. Z kolei Poste Italiane z tytułu realizacji usługi powszechnej otrzymała w 2017 r. 262 mln euro rekompensaty.

fot. Poczta Polska

Urząd Komunikacji Elektronicznej poinformował nas, że PP wnioskuje o 95,1 mln zł, ale i tak prawie 90 proc. dopłaty obciąży Pocztę. Pozostała część ustalonej kwoty dopłaty zostanie wniesiona przez operatorów pocztowych oraz budżet państwa. O ile w ogóle tak się stanie. W marcu 2015 r. postępowanie zostało bowiem zawieszone, bo przed wydaniem decyzji UKE Polska zobligowana była do uzyskania zgody Komisji Europejskiej na udzielenie pomocy z tytułu świadczenia usług powszechnych. KE nakazała dokonanie powtórnej weryfikacji przedłożonej przez PP kalkulacji oraz zmian legislacyjnych w zakresie finansowania kosztu netto. – Po ponownej weryfikacji przez biegłego kalkulacji kosztu netto i straty, a także wprowadzeniu zmian legislacyjnych oraz rozpatrzeniu blisko 50 wniosków dowodowych, prezes UKE w styczniu 2018 r. wydał ostateczną decyzję. Następnie wszczął postępowanie administracyjne w sprawie ustalenia wysokości udziału w dopłacie dla operatora pocztowego. To postępowanie jest w toku – informuje biuro prasowe UKE.

Dopiero po jego zakończeniu możliwe będzie wydanie decyzji, która będzie podstawą do wnoszenia wpłat przez zobowiązanych operatorów pocztowych. Problem w tym, że w postępowaniu uczestniczy ich ośmiu. – Uwzględniając charakter postępowania, liczbę stron biorących w nim udział oraz przysługujące stronom postępowania administracyjnego uprawnienia procesowe, z dużym prawdopodobieństwem należy przyjąć, że to postępowanie będzie postępowaniem długotrwałym i nie można określić pewnej daty jego zakończenia. Wnioski dowodowe zgłoszone tylko przez jedną stronę postępowania wymagają przeanalizowania niemal 240 tysięcy stron dokumentacji – podkreślają przedstawiciele regulatora. Poza tym UKE zastrzega, że usługa powszechna jest dla Poczty rentowna. W kolejnych latach po roku 2013, PP nie wykazywała straty na usługach powszechnych.

Jak zmienić system

Taka sytuacja nie może trwać dłużej, o ile operator ma się dalej rozwijać. Problem w tym, że nadzór nad państwową spółką jest dziś podzielony między Ministerstwo Infrastruktury a Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. W efekcie panuje pat. A poczta potrzebuje pilnych i stanowczych działań. Zdaniem Piskorskiego warto zastanowić się nad urealnieniem wymaganych od operatora wyznaczonego terminów dostaw, zarówno listów, jak i paczek. Instytut Pocztowy postuluje odejście od terminu D+1 (doręczenie dzień po nadaniu). – Pozwoli to na poprawę terminowości – przekonuje prezes IP.

Według najnowszego raportu IP, który „Rzeczpospolita” publikuje jako pierwsza, zasadne byłoby też wyłączenie obowiązku doręczeń przez pięć dni w tygodniu, szczególnie na obszarach wiejskich. „Powinno to poprawić rentowność usług oraz ich terminowość. Klienci nie oczekują codziennych dostaw. Wolą zadowolić się rzadszymi odwiedzinami listonosza, ale oczekują w zamian regularności” – czytamy.

fot. Poczta Polska

Takie zmiany wymagałyby zmian w prawie pocztowym. Klucze do tego ma resort infrastruktury. Ten nie chce jednak odnieść się do postulatów IP. Z kolei Urząd Komunikacji Elektronicznej wskazuje, że redefinicja usługi powszechnej (np. poprzez obniżenie standardów terminowości czy wyłączenie niektórych usług, jak listy priorytetowe, z usługi powszechnej) jest tematem bieżących prac nad przyszłymi regulacjami rynku pocztowego w UE. – Te zmiany mają szansę przełożyć się na rentowność usług powszechnych – podają w biurze prasowym UKE. [G]

Źródło: logistyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA