fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Urbanek: Jaka będzie przyszłość Nowoczesnej

Fotorzepa, Piotr Guzik
Przyszłość największej partii opozycyjnej

Proeuropejska, liberalna, gardząca populizmem, otwarta na wejście do strefy euro i ciesząca się 20-procentowym poparciem wyborców. Taka dziś jest Nowoczesna w wyobrażeniu Ryszarda Petru. Taką narrację przyjął na kongresie Partii Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy. Czy wizja Petru pokrywa się z rzeczywistością? Jaka naprawdę jest dziś Nowoczesna? Jak bardzo zmieniła się w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy? Jaka będzie za rok? Czy wygra rywalizację o miano lidera opozycji? Czy koledzy Ryszarda Petru mają realną szansę, by po kolejnych wyborach rozsiąść się w ławach rządowych?

Kreowanie wizerunku

Udział w kongresie ALDE był dla Nowoczesnej szansą na wejście na europejskie salony. Do Warszawy zjechały tuzy liberalnego środowiska z Guyem Verhofstadtem na czele. Na tle tych zatwardziałych liberałów, zaprawionych w politycznych bojach, w atmosferze wiosny konserwatyzmu w Europie, Ryszard Petru miał szansę zaprezentować się jako nadzieja młodszego pokolenia. Zagrać efektem świeżości, pokazać ambicje swojej młodej formacji, która do wyborów maszerowała z wolnościowymi hasłami na sztandarach.

W tej samej kampanii konkurenci z PiS roztoczyli przed wyborcami pokaźny wachlarz socjalnych obietnic. Oni wygrali. Trudno jednak nie przyznać, że zabranie kilku procent z wyborczego tortu w starciu z takim przeciwnikiem jest nie lada sztuką.

A jak Ryszard Petru wypadł na tle doświadczonych kolegów z ALDE? Po swoim przemówieniu zebrał oklaski. Czy przełożą się one na realne wsparcie europejskich sojuszników? Dla Nowoczesnej kluczowe wydaje się jednak inne pytanie. Postawione tu i teraz w realiach polskiej polityki. Czy romans z liberalnym środowiskiem i ideologiczne zaszufladkowanie bardziej Nowoczesnej pomoże czy zaszkodzi?

Szklany sufit

– Można powiedzieć, że liberałowie nie są popularni. Ale w Polsce my mamy 20 procent poparcia, proponując liberalne pomysły – obwieścił Ryszard Petru przed audytorium w Warszawie. Oceniając potencjał Nowoczesnej Zbigniew Kuźmiuk z PiS przywołuje przykład Unii Wolności, która głosząc liberalne hasła w pewnym momencie zderzyła się z sondażową ścianą. W ponad 25-letniej tradycji polskiej demokracji poglądy stricte liberalne nie dały żadnej partii wyborczego zwycięstwa.

Można się spierać, czy takim ugrupowaniem była Platforma Obywatelska. Spojrzenie na ośmioletni dorobek tej partii, zróżnicowaną ofertę programową oraz bliskie relacje z Europejską Partią Ludową powinny rozwiać wszelkie wątpliwości. Wchodzenie w buty określonej ideologii może się spodobać w środowisku zachodnich polityków, szukających świeżej krwi, impulsu do działania, dążących do ekspansji. Krajowe podwórko to inna bajka.

Nowoczesny liberalizm

W jednoznacznym określeniu ideologicznego profilu Nowoczesnej na pewno nie pomaga analiza jej programu. W dokumencie „Nowoczesna. Lepsza Polska dla każdego" hasła „liberalizm, liberalny" padają tylko dwukrotnie. W zaskakującym kontekście pojawiają się zwłaszcza w tym fragmencie: „Program Lepsza Polska dla każdego wznosi się ponad stare schematy i stare podziały: socjalne, liberalne, prawicowe czy solidarne. Czerpie inspirację z wielu trafnych diagnoz, które padają po wszystkich stronach sceny politycznej, od ekspertów o różnych poglądach".

Czy w ten sposób swoją ofertę prezentuje ugrupowanie o czysto liberalnych aspiracjach? W programie Nowoczesnej typowo wolnościowe postulaty, jak te dotyczące gospodarki, przeplatają się z socjalnymi, czy wręcz populistycznymi. „Wyższe dochody państwa dzięki silniejszej gospodarce pozwolą zrealizować wizję państwa, które troszczy się o obywateli i ich potrzeby, w którym słabsi nie zostają pozostawieni sami sobie". Takiego sformułowania na pewno nie powstydziliby się autorzy programu wyborczego PiS. W ofercie Nowoczesnej coś dla siebie znaleźliby nawet sympatycy Pawła Kukiza. Choćby w punkcie dotyczącym reorganizacji władzy w samorządach.

Czerpanie ze znanej, ogólnodostępnej oferty programowej i dostosowywanie swoich propozycji do realiów politycznych w Polsce z jednej strony pokazuje otwartość i elastyczność polityków Nowoczesnej w walce o głosy wyborców. Z drugiej może świadczyć o ciągłym poszukiwaniu tożsamości i miejsca na rodzimej scenie politycznej. Po co więc na siłę stroić się w liberalne piórka? Może warto zadbać o spójność przekazu i postawić na autentyczność?

Zapatrzeni na Zachód

– Nowoczesna to najbardziej proeuropejska partia w polskim parlamencie. Jako jedyne ugrupowanie chcemy w przyszłości dołączyć do strefy euro – zadeklarował Petru na kongresie ALDE. – Zarówno Nowoczesna, jak i PO mają proeuropejską orientację, różnią się jedynie w przekazie, warstwie retorycznej – zauważa z kolei prof. Andrzej Zybała. Trudno kwestionować prozachodni kurs Platformy Obywatelskiej, z której szeregów wywodzi się przecież szef Rady Europejskiej. W 2003 roku traktat akcesyjny w Atenach podpisywali liderzy SLD – Leszek Miller i Włodzimierz Cimoszewicz.

Koronowanie Nowoczesnej na najbardziej proeuropejską siłę w polskim parlamencie wydaje się co najmniej przesadne, choć z punktu widzenia autorów zrozumiałe. Silne identyfikowanie się z zachodnimi standardami pozwala na podkreślenie kłopotów obecnej władzy z Komisją Europejską czy Komisją Wenecką. Wygląda to na celowe budowanie przekazu – my jesteśmy proeuropejscy – oni (w najlepszym wypadku) prowęgierscy, czyli zaściankowi.

Wyraźne opowiedzenie się Ryszarda Petru za wejściem Polski do strefy euro budzi niesmak w obozie Platformy Obywatelskiej. – Osobiście wpisałem do programu PO postulat, że naszym bezwzględnym celem jest przyjęcie euro, zarówno z powodów ekonomicznych, jak i politycznych – zauważa europoseł Adam Szejnfeld. Co na to Polacy? Według czerwcowego badania TNS Polska, 55 procent ankietowanych stwierdziło, że przyjęcie europejskiej waluty byłoby czymś złym. Przeciwnego zdania był tylko co dziesiąty badany. Czy jest o co dziś kruszyć polityczne kopie?

Razem czy osobno

Ryszard Petru, czarując partnerów z ALDE, zawyżonymi słupkami poparcia dla własnego ugrupowania wyraził swoje ambicje i plany. Od początku obecnej kadencji Sejmu Nowoczesna i PO toczą zacięty bój o miano lidera opozycji. – Obie partie mają podobną ofertę. Nie powinny rywalizować na płaszczyźnie programu, ale w zakresie sprawności w bieżącej polityce– uważa prof. Andrzej Zybała. Zapytany o różnice między opozycyjnymi formacjami wskazuje, że Nowoczesna adresuje swój przekaz do wyborców o szerszych horyzontach, lepiej wykształconych, którzy zwracają uwagę na styl. Ekspert zarzuca politykom Nowoczesnej wdawanie się w pyskówki, powielanie strategii charakterystycznej dla PO, polegającej na politycznym miażdżeniu przeciwnika. – Z taką retoryką partia Ryszarda Petru skazuje się na porażkę – zaznacza Zybała.

Potencjał Nowoczesnej w inny sposób definiuje natomiast Jacek Sasin z PiS. – PO góruje nad partią Ryszarda Petru lepiej rozbudowanymi strukturami w regionach. Jako formacja obciążona ośmioma latami fatalnych rządów przegrywa jednak ze świeżością Nowoczesnej. I to może przesądzić o wyniku starcia partii opozycyjnych – wskazuje polityk PiS.

Czy możliwa jest współpraca Grzegorza Schetyny z Ryszardem Petru? – Nawet jeśli przed wyborami zjednoczymy się z Nowoczesną, to i tak trzeba będzie wyznaczyć kapitana drużyny. W ciągu najbliższego roku musi się rozstrzygnąć, kto jest liderem opozycji – jednoznacznie stwierdza Adam Szejnfeld z PO.

– Konflikt wpisany jest w logikę funkcjonowania Platformy i Nowoczesnej. Do czasu wyborów będziemy świadkami wyniszczającej walki między nimi – dodaje Jacek Sasin z PiS. Zdaniem ekspertów potencjalne zwarcie szeregów opozycji będzie zależało od notowań partii rządzącej. – Jeżeli PiS będzie przewodził w sondażach, opozycja nie będzie miała wyjścia. Bez zjednoczenia np. pod parasolem KOD przegra z kretesem– przestrzega prof. Zybała. W przypadku topniejącego poparcia dla PiS dojdzie zapewne do starcia o elektorat odwracający się od partii Jarosława Kaczyńskiego. W takim scenariuszu zarówno politycy PO, jak i Nowoczesnej będą walczyli osobno. Pozostałe partie opozycyjne na pewno będą im mocno kibicować, pamiętając o zasadzie „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA