fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Jarosław Kaczyński nie uniknie dyskusji o aborcji

Fotorzepa/Robert Gardziński
Jarosławowi Kaczyńskiemu nie udało się pozostać na marginesie sporu o aborcję, in vitro i prawa kobiet, choć przez lata próbował się do tej sfery nie mieszać.

Wiadomo od dawna, że kwestie światopoglądowe to nie jest obszar, w którym prezes PiS porusza się najzgrabniej. Ze wszystkich jego wypowiedzi wynika, że w gruncie rzeczy niewiele go tego typu spory obchodzą. Uważa je – co często powtarzane jest przez starych członków PiS-owskiego zakonu – za mniej ważne od gospodarki, polityki historycznej i samej władzy. Ale konstrukcja obozu Zjednoczonej Prawicy wymusza postawę w sprawach światopoglądowych jak najbardziej przesuniętą w prawo, dokładnie w to miejsce, w którym są zwolennicy ojca Rydzyka i Marka Jurka. To oni mają bowiem monopol na kształtowanie pisowskiego światopoglądu, mimo że są poza partią. Jest to możliwe dlatego, że prezes całe to pole im oddał i nie zamierza z nikim w tych sprawach konkurować. A kiedy próbuje zabrać głos, nie wychodzi mu to dobrze, jak wtedy, gdy rok temu zapowiadał: – Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem.

Nawet bardzo zagorzali obrońcy życia, jak Mariusz Dzierżawski, starają się nie używać publicznie tak ostrego języka. Ale prezes Kaczyński w tej sprawie wyczucia nie ma. Co więcej, wie o tym i stara się na ten temat na co dzień nie wypowiadać.

Ale ta taktyka nie jest już skuteczna. Od czasu odejścia Marka Jurka, po odrzuceniu w 2006 roku zmiany konstytucji w kwestii „ochrony życia poczętego", radykalna religijna prawica nie ma złudzeń co do ideowości Jarosława Kaczyńskiego. Wie, że kluczową jego motywacją będzie utrzymanie władzy.

Sytuacja zmieniła się przez ostatni rok, od kiedy prezesowi po raz kolejny udało się zejść z linii frontu i po czarnym proteście wycofać na „z góry upatrzone pozycje", nie dokonując zmian w prawie. Zbyt wiele rząd PiS zrobił w sprawach dotyczących praw kobiet. Zlikwidowano m.in. finansowanie in vitro, standardy opieki okołoporodowej i wprowadzono receptę na tabletki „dzień po".

Wszystko to uczyniło z PiS i prezesa wrogów nr 1 środowisk kobiecych i feministycznych, które przez ostatni rok okrzepły i dobrze się zorganizowały. Udowodniły to we wtorek, demonstrując w rocznicę czarnego protestu. Stały się realną siłą na scenie politycznej, do której partyjni politycy mogą się tylko ewentualnie dołączyć.

A w Sejmie już niedługo znajdzie się kolejny projekt zaostrzający aborcję oraz zupełnie mu przeciwny, pod którym podpisy zbiera inicjatywa Ratujmy Kobiety. Nie da się już tym razem, kiedy tak wyraźnie zdefiniowane są strony konfliktu, lawirować. Albo PiS poprze projekt zaostrzający prawo, albo narazi się dużej części własnego zaplecza i całemu Episkopatowi. Ale jeśli i przyjmie pomysł zlikwidowania możliwości legalnej aborcji ze względu na nieuleczalną wadę płodu, wyprowadzi znów na ulice dziesiątki tysięcy polskich kobiet. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA