fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Piekło Dawida Kosteckiego. Miał potężnych i niebezpiecznych wrogów

Fotorzepa / Krzysztof Łokaj
Współwięźniowie w areszcie w Białołęce zgotowali Dawidowi Kosteckiemu pogrom – „Rzeczpospolita" ujawnia nowe fakty.

Dawid Kostecki miał potężnych i niebezpiecznych wrogów – jego zatargi ze światem przestępczym przeniosły się na teren zakładów karnych, w których odbywał wyroki. Siedział m.in. w Lublinie, Rzeszowie i ostatnio – od 18 czerwca – w areszcie na Białołęce, gdzie zakończył życie.

Na Białołęce siedział nie tylko Tomasz G., którego Kostecki obciążył i miał być świadkiem na jego procesie, ale także niebezpieczny Maciej M., kojarzony z tzw. grupą mokotowską. O bezwzględności M. świadczy jego ostatni „wyczyn" – miał on zlecić oblanie kwasem 75-letniej kobiety z zemsty za to, że zeznawała przeciw niemu w sprawie o groźby karalne. M. wpadł po pięciu latach dzięki policyjnemu Archiwum X.

„Rz" udało się dotrzeć do znajomego Kosteckiego, z którym od lat działali w przestępczym biznesie. Przedstawione fakty wskazują na to, że bokser zarówno mógł zostać zastraszony i dlatego popełnił samobójstwo, jak i to, że upozorowano jego śmierć. W strukturach więziennych mówi się o nasennym środku clonazepam, który zmniejsza napięcie mięśni. Prokuratura niczego nie wyklucza – czeka na wyniki toksykologii.

– Po przywiezieniu Kosteckiego do Białołęki M. zgotował mu piekło – mówi jego znajomy.

Dlaczego były bokser narobił sobie wrogów praktycznie we wszystkich poważniejszych grupach przestępczych? – Bo przyznawał się do winy w różnych sprawach, co automatycznie obciążało wielu przestępców – uważa nasz rozmówca.

Bokser bał się Macieja M., nie on jedyny zresztą. – M. boją się nawet prokuratorzy. To człowiek o psychopatycznej naturze – mówi jeden ze śledczych.

W lutym Macieja M., gdy wracał z Dominikany, na Okęciu zatrzymywali policjanci z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw stołecznej policji i antyterroryści z KGP. Odtąd siedzi na Białołęce.

Dawid Kostecki – co potwierdziliśmy w Służbie Więziennej – należał do subkultury więziennej – grypsował. Jednak popadł w niełaskę za to, że dobrowolnie poddał się karze i przy okazji wsypał współoskarżonych m.in. w sprawie gangu handlującego luksusowymi samochodami kradzionymi w Niemczech i Belgii. Za kierowanie tą grupą bokser został skazany w 2017 r. na pięć lat więzienia. Nasz rozmówca twierdzi, że w Lublinie Kostecki został pozbawiony przynależności do subkultury grypsujących. Był wyzywany i musiał być izolowany od innych więźniów. Kiedy w kolejnym zakładzie znów, mimo zakazu „elity" więziennej, zaczął grypsować, wywołało to agresję środowiska kryminalnego. – Wyzywano go od konfidentów, że będzie rozje...any, że cała Polska czeka na niego za murami – twierdzi nasz informator.

W tym kontekście wersja o samobójstwie Kosteckiego może być wiarygodna. Jednak oprócz środowiska więziennego, które szukało okazji, by z nim się rozprawić, bokser był wrogiem m.in. funkcjonariuszy dawnego CBŚ ochraniających na Podkarpaciu agencje towarzyskie ukraińskich sutenerów – braci R. Potwierdza nam to jego ówczesny pełnomocnik, adwokat Jacek Gutkowski.

– Kostecki miał olbrzymią wiedzę na ten temat – przyznaje mec. Gutkowski, zastrzegając, że nie pamięta szczegółów jego zeznań do głośnej sprawy podkarpackich seksagencji.

Kostecki (prowadził taki lokal, więc agencje R. były dla niego konkurencją) w 2012 r. zeznał m.in. o bliskich relacjach jednego z policjantów z rzeszowską prokurator oskarżającą sutenerów. Składał w związku z tym wniosek o wyłączenie Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie od prowadzenia tej sprawy. Dziś wiemy, że miał rację – CBŚ ochraniała interes braci R., czerpiąc z tego korzyści.

Pełnomocnicy rodziny Kosteckiego chcą powtórnej sekcji zwłok, by wyjaśnić dwa ślady na szyi boksera. Prokuratura jeszcze nie podjęła decyzji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA