fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Aglomeracja stawia na dwa kółka

Jeremi Jędrzejkowski
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Jazda na rowerze to znakomita rekreacja i relaks, to jasne. Czasem może mieć też funkcje prawdziwie transportowe.

Do tego jednak potrzeba czegoś więcej niż przemykania się bocznymi ścieżkami (nie rowerowymi, a np. wydeptanymi między blokami czy przez las), czy ulicami wśród samochodów. To dobre sporadycznie, ale nie na co dzień.

Lata temu, gdy mieszkałem w Gliwicach, bardzo dużo jeździłem na rowerze nie tylko po mieście i okolicach, ale choćby do Zabrza, Bytomia czy przede wszystkim do popularnego parku chorzowskiego (czyli wtedy Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, dziś po prostu parku Śląskiego). Dojazd i powrót były średnio przyjemne. Większość trasy wiodła ulicami.

Na szczęście dla zdrowego trybu życia, to się zmienia. Ścieżek powstaje coraz więcej, ale to wciąż kropla w morzu. Śląski lider, Gliwice, mają ich ok. 100 km. To niewiele. Ale to i tak wielki postęp od czasu, kiedy jakimś peerelowskim przypadkiem w sercu miasta istniała bodaj tylko kilkusetmetrowa ścieżka wzdłuż ul. PKWN (dziś al. Korfantego).

Po pilniejszych inwestycjach, choćby w infrastrukturę wodociągową, przyszła pora i na ścieżki z prawdziwego zdarzenia. Do takiego wniosku doszli samorządowcy. Pojawił się właśnie znakomity pomysł zintegrowania ścieżek w aglomeracji. Takie rozwiązanie od dawna doskonale sprawdza się w Trójmieście (Gdańsk jest zresztą polskim liderem w rozwoju tras rowerowych). Ale tam wręcz wymusiły to względy turystyczne. Śląski pomysł, by skorzystać z nieczynnych tras kolejowych i wałów przeciwpowodziowych, jest fenomenalny. Wiodą one z dala od dróg, często przez urokliwe miejsca.

Znakomity jest też pomysł wspólnej sieci wypożyczalni. Mam nadzieję, że nie pozostanie w sferze idei. Miejskie jednoślady są potrzebne i pokazały to doświadczenia Katowic. W 2015 r. działały tam zaledwie trzy stacje, a i tak okazały się hitem. W tym roku miasto zapowiada dziesięć nowych.

Dzięki integracji systemu ścieżek jest zaś szansa, że na rowery częściej przesiądą się osoby dojeżdżające do pracy. Samorządowcy, z którymi rozmawiałem, wskazują, że ich celem jest zmiana postrzegania roweru ze środka wyłącznie rekreacji na środek komunikacji.

Ale ważne jest też, by przy okazji nie wylać dziecka z kąpielą. I nie wyrzucać ruchu samochodowego z miast. Rozumiem zachęcanie do przesiadania się na komunikację publiczną. Ale Śląsk ma dziś najlepiej w Polsce rozwiniętą sieć świetnych dróg (choćby dwie autostrady, DTŚ, „starą autostradę", czyli DK88). Trudno oczekiwać, by te drogi były puste. Tak jak trudno oczekiwać, że ktoś, kto pracuje kilka miast dalej – a ma jeszcze np. dzieci do podwiezienia do przedszkola czy szkoły – codziennie będzie jeździł do pracy rowerem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA