fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

MŚ w koszykówce: Zabawa naszym kosztem

Aleksander Balcerowski w walce o piłkę z Argentyńczykiem Luisem Scolą
Ye Aung Thu/AFP
Polacy we wtorek zagrają w ćwierćfinale z Hiszpanią. Czy podniosą się w Szanghaju po bolesnej porażce z Argentyną 65:91?

Kiedy Polacy dostawali baty od Argentyńczyków, Hiszpanie rozprawili się z typowanymi nawet do zwycięstwa w całym turnieju Serbami. Wcześniej wygrywali z Tunezją, Portoryko, Iranem i Włochami.

Hiszpania ma gwiazdorski skład: rozgrywający Ricky Rubio od lat czaruje w NBA (obecnie w Phoenix Suns), a bracia Willy Hernangomez (Charlotte Hornets) i Huancho Hernangomez (Denver Nuggets) uczyli się (i nadal uczą) od braci Gasol.

W Chinach jest Marc Gasol (Toronto Raptors) i oczywiście spisuje się znakomicie. Jego starszy brat Pau nie był gotowy po kontuzji. Marc jest aktualnym mistrzem NBA, podobnie jak włoski trener Hiszpanów Sergio Scariolo, który jest w sztabie Toronto Raptors. A przecież w składzie Hiszpanów nie ma Serge'a Ibaki i Nikoli Miroticia, kolejnych zawodników występujących na co dzień w NBA. Są za to Sergio Llull i Rudy Fernandez – doświadczeni koszykarze Realu Madryt. To pokazuje, jaki potencjał mają Hiszpanie, mistrzowie świata z 2006 r., srebrni medaliści IO z 2012 r., mistrzowie Europy z 2015 r.

Piątkowy arcyważny mecz z Rosją podopieczni Mike'a Taylora zaczęli źle i długo nie mogli się przełamać, ale w końcu wygrali.

Niestety, w niedzielę z Argentyną, w meczu o pierwsze miejsce w grupie, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Polakom nie szło od początku do końca, nadzieja na zwycięstwo umarła bardzo szybko. Na początku drugiej kwarty po kolejnej stracie i kontrze Argentyńczyków biało-czerwoni przegrywali 14:25. Gwiazdor rywali Facundo Campazzo pokazywał zagrania najwyższej klasy, a Argentyńczycy utrzymywali kilkunastopunktowe prowadzenie. Trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty doświadczony Luis Scola (21 punktów) i jego koledzy prowadzili 20 punktami, parę chwil później – już 30 punktami (70-40).

Argentyńczycy bawili się grą, niestety naszym kosztem. Polacy ponosili stratę za stratą i wyglądali na kompletnie bezradnych. Na koniec Mike Taylor dał odpocząć podstawowym zawodnikom. Może to im dobrze zrobi?

Co wiemy przed ćwierćfinałem? Przed meczem z Argentyną można by napisać, że Polacy źle zaczynają, ale dobrze kończą. Że Łukasz Koszarek jest jak wino. Tak samo jak Adam Hrycaniuk, którego Andriej Kirilenko, kiedyś zawodnik NBA, dziś szef Rosyjskiej Federacji Koszykówki, uznał za kluczowego zawodnika meczu z Rosją. Że mamy zespół, który już nie przegrywa frajerskich końcówek, wierzy we własne siły, ale ta wiara ma oparcie w umiejętnościach. Że kiedy nie idzie jednemu zawodnikowi (AJ Slaughter w meczu z Rosją), to ma kto go zastąpić (Koszarek). I że fakt, iż reprezentacja niewiele się zmieniła od lat, jest jej siłą, a nie słabością.

Po okrutnej lekcji od Argentyny wypada zweryfikować poglądy. Nie zmienia się to, że liderem tej drużyny jest Mateusz Ponitka, który pięknie się rozwinął. Nigdy nie brakowało mu charakteru, ostatnim jego symbolem będzie zakrwawiona twarz, gdy otrzymał cios w meczu z Rosją. Teraz ma też koszykarską mądrość. Nie zmienia się to, że mamy waleczną drużynę, marzącą o sukcesie po latach posuchy (płaczący Aaron Cel po meczu z Rosją). Trener Mike Taylor ciągle nie stracił entuzjazmu, którym zarażał od początku, a przecież nie brakowało głosów, by go pożegnać. Dziś jego przemowy z szatni budzą szacunek i robią furorę w sieci, a amerykański dziennikarz Tim Reynolds pyta, jak to się stało, że Taylor nie pracuje w USA. Wypada mieć nadzieję, że trener wyciągnie wnioski po bolesnej porażce.

Polska zagra z Hiszpanią, a Argentyna z Serbią. Poza tym w ćwierćfinałach zameldowały się reprezentacje Australii i Francji, które dziś powalczą o pierwsze miejsce w grupie L. Francuzi awansowali kosztem Litwinów, wygrywając z nimi w sobotę 3 punktami. Wściekłości nie krył litewski trener Dainius Adomaitis, artykułując pretensje do sędziów w sposób, który nie nadaje się do cytowania. Pretensje były słuszne, FIBA przyznała, że sędziowie popełnili błąd i dla nich ten turniej już się skończył, ale co z tego, skoro dla Litwinów gra o medale też? Najciekawiej jest w grupie K. Liderują jej Amerykanie, którzy wygrali wszystkie mecze. W sobotę z Grecją, w składzie z Giannisem Antetokounmpo. MVP sezonu zasadniczego NBA nie dał rady Amerykanom, mimo że to nie dream team, raczej trzeci garnitur. Najpewniejszym punktem amerykańskiej reprezentacji wydaje się trener Gregg Popovich. Jego podopieczni grają dzisiaj z Brazylią, a rewelacyjni Czesi z Grecją. Wszyscy mają szanse na awans i grę – zależnie od ostatecznych rozstrzygnięć – z Francją lub Australią.

My marzyliśmy o wyjściu z grupy, a gramy w ćwierćfinale. Przed turniejem, nauczeni doświadczeniem, studziliśmy emocje, po nieudanych meczach sparingowych wątpiliśmy jeszcze bardziej. Kiedy Polacy wygrywali z Wenezuelą, Chinami i Wybrzeżem Kości Słoniowej, marudziliśmy, że rywale to nie najwyższa półka. Wygrana z Rosją uniosła nas na poziom euforii, nawet jeżeli to nie była Rosja najsilniejsza (bez Timofieja Mozgowa i Aleksieja Szwieda). Po Argentynie jesteśmy jak bokser po nokaucie. Czy szybko uda się podnieść? Odpowiedź w meczu z Hiszpanią w Szanghaju we wtorek. Początek o 15.00.

Autor jest redaktorem naczelnym „Kroniki Beskidzkiej"

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA