fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Książka Marka Ceglińskiego: Ubezpieczone od sukcesu

„Złote dziewczyny” MC Media, Pruszków 2019
materiały prasowe
W roku 1999 reprezentacja polskich koszykarek prowadzona przez Tomasza Herkta zdobyła mistrzostwo Europy. Turniej odbywał się w Polsce, ale nie pokazywała go TVP.

To działo się ledwie dwadzieścia lat temu, a jednak w zupełnie innym kraju.

Polski Związek Koszykówki (PZKosz.) uchwalił premię za zwycięstwo w wysokości miliona złotych. Wydawało się, że wobec znikomości szans mógł sobie na taką obietnicę pozwolić. Nikt nie spodziewał się pierwszego miejsca. Już czwarte byłoby dobre, bo dawało awans na igrzyska w Sydney.

Jednak na wszelki wypadek pierwszy raz koszykarska reprezentacja została ubezpieczona od sukcesu. Dzięki temu było z czego wypłacić premię, a związek jeszcze na tym zyskał. Ale nawet w kierownictwie PZKosz. nie wszyscy wiedzieli o podpisaniu takiej umowy.

Organizatorzy meczów w Poznaniu, którzy obawiali się strat, po znajomości wymogli na Międzynarodowej Federacji Koszykówki (FIBA) zgodę na umieszczenie w Hali Arena własnej reklamy, niezależnej od wspólnego pakietu, aby mieć pieniądze tylko dla siebie. Chęć promocji wyraził Polmos Poznań, ale ponieważ alkoholu nie można było reklamować, obok kosza stanęła wielka plastikowa butelka o przekroju wódki Luksusowej, bez żadnego napisu. To wystarczyło.

Mecze nie odbywały się w Warszawie, ponieważ wybrana przez ówczesnego (już nieżyjącego) ministra sportu firma budowlana z Łodzi nie wywiązała się w terminie z remontu. W katowickim Spodku tuż przed fazą finałową burza sprawiła, że z dachu na parkiet lał się deszcz.

Telewizja Polska, rządzona wtedy przez ekipę SDRP (prezes Robert Kwiatkowski), nie kupiła praw do turnieju i nie zmieniła zdania, kiedy szanse Polek na zwycięstwo wzrastały z każdym meczem. Polsat i Canal+ też nie były zainteresowane transmisjami.

Zapewne dlatego ten sukces w rocznicę wspominają tylko fani koszykówki, a w powszechnej sportowej pamięci się nie zachował. Dzięki książce Marka Ceglińskiego „Złote dziewczyny" wracamy do tamtego lata sprzed dwudziestu lat, a wrócić warto.

To już trzecia książka tego autora po „Srebrnych chłopcach Zagórskiego" (napisanej wspólnie z synem Łukaszem Ceglińskim) oraz „Zielonych Kanonierach" (z Łukaszem i Dariuszem Pawłowskim). Wydawało mi się, że po książkach Ceglińskich o polskich koszykarzach, którzy zdobyli wicemistrzostwo Europy w roku 1963, i o sekcji koszykówki Legii, czyli sukcesach i zawodnikach bliskich mi, bo oglądanych na żywo, niczego ciekawego już się nie dowiem. Bardzo się myliłem, sądząc, że „Złote dziewczyny" przeczytam bez emocji.

Marek Cegliński, podobnie jak w poprzednich książkach, połączył wydarzenia sportowe z obrazem Polski, w której się rozgrywały. Przywołał sylwetki legendarnych trenerów i działaczy (Ludwik Miętta-Mikołajewicz, Kajetan Hądzelek, Tomasz Herkt), a przede wszystkim przedstawił bohaterki mistrzostw w taki sposób, że każdy rozdział mógłby stać się podstawą do książkowych biografii: sióstr Małgorzaty, Katarzyny i Marty Dydek z Wołomina, Krystyny Szymańskiej-Lary z Nidzicy, Joanny Cupryś z Wrocławia, Patrycji Czepiec z Krakowa, Elżbiety Trześniewskiej z Jeleniej Góry, Ilony Mądrej z podpoznańskiej wsi, Sylwii Wlaźlak z łódzkich Bałut, Katarzyny Dulnik z Warszawy, która w wieku 47 lat grała jeszcze w Polonii.

Marek Cegliński jest dziennikarzem Polskiej Agencji Prasowej, a przez lata był naszym kolegą w „Rzeczpospolitej". Jego syn Łukasz stawiał pierwsze dziennikarskie kroki w dziale sportowym „Rz", potem kilka lat był w „Gazecie Wyborczej", dziś pracuje w Polsacie. Mówimy o nich z sympatią: „Cegiełki".

Polska koszykówka ma szczęście, w ich tekstach i książkach ma się dużo lepiej niż na parkietach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA