fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Mike Taylor:

PAP, Leszek Szymański
Awans na mistrzostwa świata to już jest sukces reprezentacji Polski. Teraz może być tylko lepiej – mówi trener Mike Taylor.

Do pierwszego meczu w MŚ zostały tylko dwa tygodnie...

Mike Taylor: Tak, ale nie czujemy rosnącej presji. Uważam, że pojawia się ona wtedy, gdy nie jesteś dobrze przygotowany. Jeśli mocno i sumiennie trenujesz, to lepiej mówić o tym, że otwiera się szansa. Taką mam mentalność i podejście do życia. Jesteśmy zjednoczeni, nie ma problemów, napięć, możemy się skupić na treningach. Teraz gramy w turniejach towarzyskich, które są ważnym etapem przygotowań. Jeśli już, to jestem podekscytowany.

Polska koszykówka czeka na sukces, który pomoże wypromować dyscyplinę. To chyba trochę ciąży?

Nie zapominajmy, że my już odnieśliśmy sukces. To dopiero drugie mistrzostwa świata, w których zagra Polska, w dodatku po 52 latach przerwy. W Chinach czeka na nas szansa i tylko od nas zależy, co z nią zrobimy. Pamiętajmy, że popularność koszykówki nie zależy tylko od reprezentacji. Możemy osiągnąć niezły wynik, ale potem trzeba iść za ciosem. Uważam, że w Polskim Związku Koszykówki jest wielu ludzi, którzy ciężko nad tym pracują.

Obóz mieliście w Wałbrzychu, z dala od mediów i kibiców. Sporo sparingów gracie za granicą. To pomaga się odciąć?

Przede wszystkim mamy tam znakomite warunki przygotowań. Jeśli byłyby podobne warunki w Warszawie, to może zrobilibyśmy zgrupowanie w stolicy. Czasami trenujemy w hali na ulicy Obozowej. To się przydaje, kiedy mamy kilka dni przerwy, łatwo się wtedy zebrać w Warszawie. Ale lubię Wałbrzych, obiekty Aqua Zdrój to świetne miejsce, by się skoncentrować, wszystko mamy na miejscu: halę, basen, odnowę. Może kibice i media woleliby inne miejsca, gdzie krócej się dojeżdża? Zawodnicy jednak nie narzekają. Chcieliśmy zagrać w turniejach wyjazdowych, bo dzięki temu możemy się zmierzyć z silnymi rywalami i przetestować pomysły.

Pracuje pan w Polsce od kilku lat i zawsze motywował pozytywnie, ale po kilku sparingowych porażkach padło sporo gorzkich słów...

Mamy oczekiwania dotyczące tego, jak chcemy grać, jeśli nie zawsze się udaje, to po części dlatego, że wpuściliśmy wielu młodych, a młodość jest skazana na błędy. Dawaliśmy szansę wszystkim zawodnikom, a przecież w meczach o stawkę tak się nie robi, są podstawowi gracze i jest ławka rezerwowych. Zagraliśmy tak, jak można się było tego spodziewać.

W trakcie przygotowań ciągle ktoś odpada. Budowanie drużyny polega na mądrych decyzjach o tym, komu podziękować?

Mamy szkielet drużyny od jakiegoś czasu. Są liderzy: Adam Waczyński, Mateusz Ponitka, Łukasz Koszarek. Wprowadzamy też nową generację, która za jakiś czas przejmie tę drużynę, dlatego powołałem Aleksandra Balcerowskiego, Łukasza Kolendę, Dominika Olejniczaka, był też Jakub Schenk, a z powodu kontuzji nie przyjechał Tomasz Gielo. Niektórzy się rozwinęli, jak Michał Sokołowski. Wierzę w nasz skład, po prostu musimy być na czas w formie.

Przed najważniejszym turniejem z błahego powodu stracił pan Macieja Lampego, który obraził się, bo namawialiście go na podziękowanie kibicom w Ergo Arenie podczas meczu z Holandią, a on chciał lecieć do lekarzy w Monachium. To pech czy należy tłumaczyć to inaczej?

Skupiamy się na ludziach, którzy naprawdę chcą być. Maciek podjął indywidualną decyzję. Poprosiliśmy go o postawienie drużyny na pierwszym miejscu, a on postawił tam siebie. My poszliśmy dalej, on nie. To drużyna wygrywa mecze. Na szczęście dołączył do nas Damian Kulig. Nie rozmawiamy między sobą o tym, kogo nie ma.

Pod względem stylu gry Kulig może wypełnić lukę po Lampem?

Kulig potrafi zdobywać punkty spod kosza i z dystansu jak Lampe, ale robi też inne rzeczy. Gra dla drużyny i o to chodzi. To cudowny moment dla polskiego basketu i nie ma miejsca na indywidualizm.

Kilka tygodni razem. Można się sobą zmęczyć?

Mieliśmy kilka dni przerwy, zawodnicy mogli się spotkać z rodzinami. Obóz jest długi, ale kiedy spotkaliśmy się w Warszawie, widziałem po twarzach koszykarzy, że się odprężyli. To dla nas normalna rzecz.

Z Chinami będzie ciężko wygrać i chyba nie chodzi tylko o klasę drużyny gospodarzy....

Chińczycy w eliminacjach skorzystali z bardzo wielu graczy, na turnieju w Las Vegas też nie wystąpili w pełnym składzie, mieli w kadrze już chyba ze 40 graczy, ale wiemy o nich coraz więcej. Na ostatnich EuroBasketach graliśmy z gospodarzami, czyli z Francją, Finlandią. To nie jest dla nas nowość. Nie zapominajmy też o Wybrzeżu Kości Słoniowej, które zagrało świetnie w kwalifikacjach, nie możemy ich zlekceważyć. Ale zaczynamy od meczu z Wenezuelą, a to drużyna, która ma dobry atak, zbiórkę, gra twardo i fizycznie w obronie. Biorąc pod uwagę klasę rywali, uważam, że mamy szansę awansować do turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk.

To byłby kolejny sukces.

Mistrzostwa świata to duża rzecz, ale już trzeba myśleć, co dalej. To pomogłoby podtrzymać zainteresowanie koszykówką. Krok po kroku musimy rozwijać w Polsce nasz sport.

Z drużyny USA wycofują się kolejni zawodnicy. Dlaczego prawie nikt nie chce współpracować z Gregiem Popovichem, grać w mistrzostwach świata?

Popovich jest jednym z najlepszych, najbardziej szanowanych trenerów na świecie. Koszykówka w NBA to jednak biznes. Mistrzostwa świata organizuje Międzynarodowa Federacja Koszykówki (FIBA), ale to zupełnie inny styl, inna specyfika imprezy niż liga NBA. Tam jest więcej pieniędzy do wygrania albo stracenia i nikt nie chce ryzykować kontuzji. Ale USA zawsze mają świetny zespół, nawet jeśli brakuje największych gwiazd. Musimy zrozumieć, że ludzie z NBA mają inną mentalność i podejmują decyzje, chłodno kalkulując, co im się bardziej opłaca. Takie jest życie.

Podobno dzwonili do pana przedstawiciele trzech klubów NBA z pytaniami, jak rozwija się Olek Balcerowski?

Każdy klub z NBA śledzi jego karierę. On musi się rozwijać, nabrał ostatnio więcej masy. Nie ma się co dziwić, skoro w wieku 18 lat gra w Eurolidze, to budzi zainteresowanie. Poza tym to świetny człowiek.

Polacy bez zwycięstwa w Hamburgu

W ostatnim meczu towarzyskiego turnieju Polacy przegrali z Niemcami 84:92.

Zaprezentowali się jednak dużo lepiej niż w poprzednich spotkaniach. Wcześniej w Hamburgu reprezentację Polski pokonali Czesi (96:86) oraz Węgrzy (80:75). W środę Polacy rozegrają ostatni towarzyski mecz przed wyjazdem do Chin na mistrzostwa świata. W Lublinie zmierzą się z Holandią.

MŚ nasza reprezentacja rozpocznie 31 sierpnia meczem z Wenezuelą. ?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA