fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Trójkolorowi biało-czerwoni

Mathieu Wojciechowski wychowywał się w Lille, ale gra w reprezentacji Polski
KoszKadra
Aaron Cel i Mathieu Wojciechowski urodzili się we Francji, dorastali wśród kolegów z różnych kultur, a teraz grają w koszulkach z białym orłem.

Historie mają bardzo podobne. Rodzice Wojciechowskiego i Cela wyjechali na Zachód, szukając lepszej przyszłości. U tego pierwszego koszykówka była obecna od najmłodszych lat, bo zawodniczką była jego mama, która dostała propozycję gry w Calais.

Cel bez akcentu

Obaj są pierwszym pokoleniem polskich imigrantów urodzonym i wychowanym we Francji. Cel dorastał w Orleanie, Wojciechowski w Lille. Obaj płynnie mówią po polsku, nie zacinają się. Nie musieli szukać starych dokumentów czy jeździć do konsulatu wyrabiać nowych, polski paszport przysługiwał im z urzędu.

U Cela nie słychać żadnego akcentu. – Nie muszę się nawet starać, tak wychodzi. Może dlatego, że nauczyłem się po polsku, jeszcze zanim zacząłem mówić po francusku. W domu rozmawiało się tylko po polsku, w takim języku słuchałem bajek. Do trzeciego roku życia, bo dopiero wtedy mogłem iść do przedszkola, nie miałem za bardzo styczności z francuskim – mówi „Rz" Aaron Cel i dodaje, że rzadko spotykane, biblijne imię to zasługa głęboko wierzącej mamy.

Mathieu Wojciechowski śmieje się, że lekkiego akcentu już się nigdy nie pozbędzie. Kiedyś jako nastolatek, w wakacje, postanowił, że będzie czytał tylko po polsku. Pochłaniał wszystko, co wpadło mu w ręce: biografie, książki o sporcie, nawet o samochodach, byle po polsku. Uczył się słów, pytał. Do rodziców wysyłał wiadomości tylko po polsku. Z początku go poprawiali, ale z czasem coraz rzadziej. – Wciąż się uczę, poznaję przysłowia, powiedzenia, idiomy, slang. Nie mam oporów, żeby pytać – mówi „Rz" Wojciechowski.

Multi-kulti

Obaj wspominają, że w każde wakacje przyjeżdżali do Polski, bo przecież tutaj została cała rodzina. Nie byli pod tym względem wyjątkowi. Niemal każdy kolega z podwórka robił tak samo, tylko że kraje, do których wyjeżdżali, były różne.

– Polaka z dziada pradziada jest łatwiej znaleźć niż 100-procentowego Francuza. Tam każdy ma jakieś korzenie: z Hiszpanii albo z Algierii. Nie było problemów na tle pochodzenia. Śmialiśmy się z siebie, były ostre docinki. Mama kolegi z Senegalu robiła nam tamtejsze potrawy, on z kolei dostawał pierogi. Poznałem innych ludzi, kuchnie, tematy. MieliśmywLille polski kościół, więc tam chodziliśmy i poznawaliśmy rodaków – wspomina dzieciństwo we Francji Wojciechowski.

Podobne wspomnienia ma Aaron Cel. – Dla dzieciaka wychowywanie się wśród różnych kultur to bardzo duży plus. Miałem w szkole Afrykańczyków, Azjatów, Arabów. Rozmawiasz z nimi, uczysz się zwyczajów, religii, ich kuchni. To otwiera na świat. Może tradycyjna kultura francuska przez to cierpi, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie nie wszyscy chcą się asymilować. W mniejszych miastach wciąż jest jeszcze bardzo francusko – mówi „Rz" skrzydłowy reprezentacji Polski.

Dłużej w Polsce

Obaj, dzięki koszykówce, jeszcze zacieśnili swoje związki z Polską. Grają w naszej lidze i są tutaj bardzo cenieni. Cel zaczynał w występującym wtedy w Eurolidze PGE Turowie Zgorzelec, potem był Stelmet Zielona Góra, znowu dwa sezony we Francji, teraz gra w zespole Polskiego Cukru Toruń. Swoją przyszłość wiąże z Polską, tutaj znalazł żonę, kupił mieszkanie. Historia zatacza koło. Namawia do powrotu mamę, zwłaszcza że niedługo urodzi mu się dziecko.

W młodości reprezentował Francję w drużynach juniorskich, występował w kadrach U16, U 18 i U20. Nie zastanawiał się nad wyborem jako nastolatek. Grał, bo sprawiało mu to frajdę. Kiedy wszedł w wiek seniora, na powołania przestał liczyć. Trójkolorowi mieli skład naszpikowany zawodnikami z NBA oraz Euroligi, przebić się bardzo ciężko. Kiedy przyjechał do Polski i grał dobrze, upomniała się o niego nasza kadra, prowadzona już przez obecnego selekcjonera Mike'a Taylora. Sam zawodnik mówi, że to najlepsze, co się wydarzyło w jego karierze.

Wojciechowski wcześniej zaczął się zastanawiać, czy wolałby grać dla Francji czy dla Polski. – Kiedy miałem 10–12 lat i zaczynałem trenować koszykówkę, rozmawialiśmy o tym z tatą. Mówiłem: „tatuś, będę to robił dla was, dla rodziny, wybiorę Polskę". Gra w kadrze to dla mnie fantastyczne przeżycie. Ae także dla rodziców czy kuzynów ważne jest, że zakładam koszulkę z białym orłem. Cała rodzina mieszka w Polsce. Kiedy dostawałem powołanie do kadry U20, to było dla mnie szczęście, bo dzięki temu mogłem dłużej być w Polsce. Po zgrupowaniu nie wracałem od razu do Francji, ale zostawałem u cioci, u kolegów – wspomina zawodnik Śląska Wrocław, który poprzedni sezon spędził w MKS Dąbrowie Górniczej u trenera Jacka Winnickiego, tego samego, który ściągnął Cela do Zgorzelca.

Teraz Cel i Wojciechowski są w kadrze Mike'a Taylora, która przygotowuje się do startu w mistrzostwach świata. Obaj chcieliby dać kibicom w nowej-starej ojczyźnie jak najwięcej radości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA