fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Brudny basket szlachetnieje

Maciej Adamkiewicz podczas meczu Polska – Litwa na Igrzyskach Europejskich w Mińsku
PAP
Koszykówka trzech na trzech zdobywa popularność, zagości już na igrzyskach w Tokio, a to oznacza szansę dla Polski.
Zaczęło się na ulicach, w parkach i na placach: Nowego Jorku, Chicago, Los Angeles. Kto oglądał amerykańskie filmy z lat 90., choćby „Biali nie potrafią skakać", w którymgłówne role zagrali Woody Harrelson i Wesley Snipes, ten na pewno kojarzy mecze streetballowe. Bierzesz piłkę, zbierasz kolegów, rzucasz wyzwanie. Biegniesz, rzucasz, patrzysz w oczy, coś tam gadasz, by wytrącić rywala z równowagi. Czasem mówili o tym „brudny basket".
Pojawiały się turnieje, a teraz to już pełnoprawna dyscyplina, na tyle popularna, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski włączył ją do programu igrzysk w Tokio (2020). To przesądza, że koszykówka 3x3 przestała być uliczną zabawą, a stała się sportem, w którym pojawiają się coraz większe pieniądze i lepsi zawodnicy.

12 sekund na akcję

To gra widowiskowa, cały czas coś się dzieje, nie ma przestojów. Mecze trwają po 10 minut czystej gry, na rozegranie akcji jest 12 sekund, czyli o połowę mniej niż w tradycyjnej koszykówce, rzuca się do jednego kosza, na mniejszym placu. Jest dużo pojedynków, biegania, rzutów z dystansu i spod kosza. Rzadziej rzuca się z półdystansu, bo się to nie opłaca.
Basket trzyosobowy cały czas czeka na to, żeby obudować go badaniami i wiedzą. Warto więc się ścigać, być w czołówce, zanim zrobią to inni, choćby Amerykanie, którzy mają ogromny potencjał. W 2016 roku były prowadzone badania, które pokazywały, że zawodnicy grają przez cały czas z tętnem na poziomie 166–170. Jak się do takiego wysiłku przygotować?
„Mamy więcej pracy beztlenowej, bo to jest 10 minut meczu, ale na większej intensywności. Biegaliśmy w sport testerach, staramy się opracować trening, który pozwoli się lepiej przygotować. Badali nas na mistrzowskich imprezach. Pobierali krew i pokazywali stężenie mleczanu i porównanie do klasycznej koszykówki – mówi „Rzeczpospolitej" Piotr Renkiel, trener reprezentacji Polski.
Dlatego chociaż do koszykówki w odmianie trzyosobowej może przyjść każdy, wystartować w turnieju i budować swój ranking, to dzisiaj ciężko wyobrazić sobie amatorów, którzy rywalizują na światowym poziomie.
– Trenerzy klubów ekstraklasy byliby zdziwieni, gdyby zobaczyli, jak pracują na zgrupowaniu Michael Hicks i Marcin Sroka. Prowadziłem wiele klubów, ale nigdy takiej intensywności treningu nie udało się osiągnąć. Przedstawiciel Ministerstwa Sportu łapał się za głowę, że aż tak można pracować - mówi „Rz" Mirosław Noculak, były trener kadry 3x3.
Kiedy przychodzi do poważnego grania, w składach czołowych drużyn pojawiają się jednak zawodnicy z koszykówki tradycyjnej. Tak zrobili Serbowie, którzy mają wielu świetnych graczy, a w niższych ligach nie zarabia się tam wielkich pieniędzy. Drużyna z Nowego Sadu, która stanowi też reprezentację Serbii, podniosła do tej pory z ulicy 725 tys. dolarów z samych nagród, a do tego zawodnicy dostają jeszcze pieniądze od szejków – pełna nazwa zespołu brzmi Novi Sad Al-Wahda.

Król Hicks

– Dla zawodników takich jak Dejan Majstorović czy Dusan Bulut wybór jest oczywisty. W koszykówce pięcioosobowej w Serbii nie mają szans na przebicie się na taki poziom i porównywalne pieniądze. Nawet w Polsce nie graliby w drużynach bijących się w play-off – mówi „Rz" Mirosław Noculak.
U nas nie ma aż takiej podaży klasowych graczy, kluby walczą o rodzimych zawodników, do niedawna obowiązywał przepis, by przez cały mecz na parkiecie przebywało dwóch Polaków, więc na brak ofert nikt nie narzekał. To utrudnia skompletowanie profesjonalnej drużyny, która zajmowałaby się tylko graniem w cyklu 3x3.
Coraz więcej koszykarzy ligowych chce jednak spróbować tutaj swoich sił, zwłaszcza że daje to szansę na olimpijski medal. Polacy w niedawnych mistrzostwach świata w Amsterdamie zajęli trzecie miejsce, a królem strzelców został Amerykanin z polskim paszportem Michael Hicks.

Nie ma czasu

Z roku na rok jest coraz więcej ligowych zawodników, którzy pojawiają się na turniejach. – Podchodzą, mówią, że zainteresowani. Ale nie wszyscy odnajdują się w koszykówce 3x3. Tutaj gra się z większą intensywnością, inne są ruchy na boisku, nie ma klasycznej pomocy w obronie, ale tzw. pomoc z rotacją, nie ma czasu na podwojenia – mówi „Rz" Piotr Renkiel.
Idealnie pasują gracze z dobrym rzutem z dystansu (atut Hicksa), mobilni, o wzroście 190–205 centymetrów.
– Hicks jest świetnym strzelcem. Gdy jest dobrze fizycznie przygotowany, staje się zabójczą bronią. Przemysław Zamojski świetnie broni, więc też idealnie pasuje. W koszykówce 3x3 trzeba mieć poczucie niezależności. Wpływ trenera w trakcie meczu jest znikomy – twierdzi Mirosław Noculak.
Ta dyscyplina rozwija się w Polsce od około ośmiu lat i już Biało-Czerwoni mają na koncie sukcesy. Rok temu w Manili zajęli w MŚ czwarte miejsce, teraz są trzecią drużyną świata, zakwalifikowali się do mistrzostw Europy. Mają szansę na wyjazd na igrzyska do Tokio.
Zagrają w turnieju kwalifikacyjnym, który odbędzie się prawdopodobnie w marcu lub kwietniu. To komplikuje sprawę, bo wtedy trwają jeszcze ligowe rozgrywki w klasycznej koszykówce, a Hicks, Zamojski czy Marcin Sroka to ciągle aktywni zawodnicy.

Tokio czeka

Jeśli nie uda się wejść na igrzyska tą drogą, może być druga szansa. Międzynarodowa Federacja Koszykówki (FIBA) zaplanowała turniej dla sześciu najwyżej sklasyfikowanych krajów, których reprezentacje nie grały w dwóch ostatnich turniejach olimpijskich 5x5.
Ale żeby się tam dostać, trzeba budować ranking (decydują punkty 100 najwyżej sklasyfikowanych koszykarzy z kraju), czyli grać i wygrywać w najważniejszych turniejach. Osiem najlepszych drużyn z rankingu na koniec roku ma prawo do uczestnictwa w określonej liczbie turniejów Masters i Challenger. Te, które są poza czołową dwudziestką, muszą liczyć na zaproszenie organizatora.
Nowi muszą wygrywać turnieje niższej rangi – tzw. satelity. Z tego cyklu jeden, dwa mają prawo gry w challengerze, a stąd w porywach do trzech może się przebić do imprezy rangi Masters – mówi „Rz" Mirosław Noculak.
Kadra Polski gra pod szyldem Gdańska, bo w takich turniejach nie może występować jako reprezentacja. Gdyby dołączyło więcej drużyn, łatwiej byłoby zbudować ranking kraju. Trener Renkiel zdradza, że są plany, by w porozumieniu z Politechniką Gdańską stworzyć centrum koszykówki 3x3.
Ale to przyszłość, a na razie Tokio czeka.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA