fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Koszykówka: Wojna na oświadczenia

Adam Waczyński w barwach swego klubu Unicaja Malaga
PAP, Adam Warżawa
Prezes PZKosz Radosław Piesiewicz kłóci się publicznie z kapitanem reprezentacji Polski Adamem Waczyńskim.

Kiedy na liście zawodników powołanych na mecze eliminacji ME z Izraelem i Hiszpanią zabrakło Waczyńskiego, stało się jasne, że wybuchnie afera. Selekcjoner Mike Taylor tłumaczył, że kapitan kadry „postanowił odpocząć", ale dlaczego akurat teraz, po sukcesie na mundialu w Chinach? W dodatku drugi mecz Polacy rozegrają w Saragossie, skąd do Malagi, gdzie Waczyński gra, jest niedaleko.

Następnego dnia rozpoczęła się wojna na oświadczenia, z której wynikało, że jest konflikt między Waczyńskim a Piesiewiczem. Środowisko koszykarskie stanęło po stronie kapitana reprezentacji. Sam zawodnik odpisał „Rzeczpospolitej", że oprócz dwóch oświadczeń, które zamieścił w portalach społecznościowych, nie chce komentować sprawy.

Piesiewicz z kolei napisał, że kapitan kadry swoimi działaniami dzieli środowisko i m.in. „namawiał wszystkich kolegów z kadry, by nie podpisywali umów dotyczących działań jako ambasadorowie marki jednego ze sponsorów". Okazało się, że Waczyński walczył z prezesem Polskiego Związku Koszykówki o jak najlepsze warunki dla kadrowiczów i to na tym tle doszło do nieporozumień.

Radosław Piesiewicz
PAP / Leszek Szymański

Portal polskieradio24.pl ujawnił treść korespondencji, jaką rozesłał do reprezentantów Związek Zawodowy Koszykarzy w imieniu kapitana. Waczyński chciał ustalić m.in. kwestie wypłaty dniówek za udział w zgrupowaniach, ubezpieczenia kontraktów na wypadek chorób i kontuzji, zasady premiowania za konkretne osiągnięcia. To nie spodobało się prezesowi PZKosz.

Do nieporozumień miało dochodzić już przed mistrzostwami świata w Chinach. Waczyński chciał, by zgrupowanie kadry odbyło się w Trójmieście, gdzie latem mieszka wielu reprezentantów Polski. Podobno udało się porozumieć, a potem i tak kadrowicze dowiedzieli się, że na zgrupowanie pojadą, jak co roku, do Wałbrzycha. Były też inne nieporozumienia. Waczyński napisał, że próbowano go pozbawić opaski kapitana. Propozycję przejęcia opaski prezes federacji miał złożyć dwóm doświadczonym koszykarzom – obaj zgodnie odmówili, twierdząc, że kolega dobrze wywiązuje się ze swojej roli.

To wszystko zostawało jeszcze wewnątrz drużyny. Wyglądało na to, że w Chinach wszyscy grali do jednego kosza. Po zwycięstwie z gospodarzami Piesiewicz wyściskał Waczyńskiego, udzielającego wywiadów. Potem wpadł do szatni i wygłosił słynne zdanie o tym, co należy zrobić Chińczykom. Nagranie zaczęło krążyć w internecie. Mógł przeprosić za swoje zachowanie, ale tego nie zrobił.

Prezes PZKosz ma opinię człowieka, który łatwo wpada w złość. – Praca w zespole polega na dyskusji i wybieraniu najlepszych rozwiązań, a jeśli ktoś nie chce usłyszeć nawet najbardziej racjonalnych argumentów, to nie może się dobrze skończyć. Moim zdaniem konflikt z Waczyńskim wynika z podejścia prezesa do ludzi – mówi „Rz" Michał Pacuda, przez wiele lat związany z Polską Ligą Koszykówki oraz PZKosz.

Piesiewicz podczas Gali Mistrzów Sportu, odbierając nagrodę dla drużyny roku, nie wymienił w podziękowaniach kapitana kadry, którego zabrakło na uroczystości (grał mecz ligowy). Powiedział też, że „liderem trzeba być na boisku, a nie w mediach społecznościowych". Piesiewiczowi odpowiedział Marcin Gortat, który przyjaźni się z Waczyńskim. Były gracz NBA był przekonany, że w przemówieniu chodziło o niego i nazwał prezesa PZKosz „karierowiczem".

Piesiewicz nigdy nie był związany z koszykówką. Przypomniał to Maciej Lampe w rozmowie z „Przeglądem Sportowym". „Problem polega na tym, że prezes nie zna się na koszykówce, stąd nie wie, co zawodnikom jest potrzebne i na co będą zwracać największą uwagę. Widziałem, że chwalił się dobrymi hotelami. Jednak ważniejsze od hoteli zawsze będzie to, by zapewnione zostało dobre zaplecze medyczne i dobre ubezpieczenia".

Wcześniej Piesiewicz był związany z biznesem, doradzał różnym spółkom, pomagał wprowadzać je na giełdę. Przez jakiś czas był wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej. W 2017 roku „Newsweek" pisał, że „dla siatkówki ma być tym, kim dla piłki ręcznej był dawny rzecznik PiS Adam Hofman: mężem opatrznościowym, który przyciągnie ważnych ludzi i pieniądze od spółek skarbu. Jest młody, prężny i przyjaźni się z ważnym posłem PiS Jackiem Sasinem". Z funkcji w zarządzie PZPS zrezygnował, ale dostał rekomendację na zjazd Polskiego Komitetu Olimpijskiego od PZKosz. Potem rada nadzorcza Polskiej Ligi Koszykówki wybrała go na prezesa, a pod koniec 2018 roku wygrał wybory na prezesa związku.

Za jego czasów w polskiej koszykówce pojawił się możny sponsor: spółka Skarbu Państwa Energa SA. Dodatkowo, podczas mistrzostw świata w Chinach na spodenkach koszykarzy reklamowało się województwo lubelskie. Z okazji turnieju udało się wypuścić limitowaną serię okolicznościowych zegarków, a PZKosz zaangażował się w wydanie książki „Mundial pod koszem". Dziennikarze nie mieli prawa na prezesa narzekać. Zawsze chętnie udzielał wywiadów, był uśmiechnięty, wywiady autoryzował w terminie. Pamiętając o tym, próbowaliśmy uzyskać wypowiedź prezesa za pośrednictwem rzecznika PZKosz, ale nie udało się.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA