fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Finał NBA: Gwiazdy świecą najjaśniej

AFP
Los Angeles Lakers wygrali z Miami Heat 124:114 w drugim meczu finału NBA. Znów błyszczeli Anthony Davis i LeBron James.

To było bardziej zacięte spotkanie niż otwierające rywalizację starcie w nocy ze środy na czwartek, chociaż zespół Heat przystąpił do niego osłabiony. Brakowało na parkiecie rozgrywającego Gorana Dragicia i środkowego Bama Adebayo - obaj nie zdołali się wyleczyć po urazach odniesionych w pierwszym meczu.

Trener Erik Spoelstra musiał szybko znaleźć rozwiążanie tej sytuacji, bo obaj są kluczowymi zawodnikami drużyny. Przed meczem zapowiadał, że minuty, które spędzał na parkiecie Adebayo rozdzieli pomiędzy kilku graczy. Lakers nie mieli takich problemów Frank Vogel mógł posłać do gry wszystkich, najlepszych zawodników. Dwie największe gwiazdy: James i Davis są w świetnej formie i nadają rytm grze Lakers.

Dla LeBrona to już dziesiąty finał (właśnie zagrał 51. mecz) - można powiedzieć, że nic nowego, ale Davis stanowił zagadkę. Sam przyznawał po pierwszym meczu, że na początku był lekko zdenerwowany, ale widać, że emocje już opanował. Grał świetnie, w obu spotkaniach zdobył 66 punktów, a wspólnie z LeBronem mają ich już 124. Kiedy trzeba, to rzuca za trzy punkty, jak cała drużyna. Heat stosowali w tym meczu obronę strefową, a nie od dziś wiadomo, że najskuteczniejszą bronią w tym wypadku są rzuty z dystansu.

Lakers wykonali aż 47 takich prób, trafiając 16 razy, a kiedy pudłowali, to Davis walczył o zbiórki (miał ich 14). James, oprócz świetnej gry w ataku, pokazuje też wielkie serce do gry w obronie. W jednej z akcji pędził przez całe boisko, próbując zablokować Kendricka Nunna, a chwilę potem przechwycił podanie Jimmy'ego Butlera pod własnym koszem.

Lider Heat gra w finałach dobrze: rzuca, zbiera piłki, podaje. Schodząc po meczu do szatni, zirytowany, dyskutował z Kellym Olynykiem. Obaj rzucili razem niemal 50 punktów (odpowiednio 25 i 24), mogli liczyć na wsparcie Nunna i Tylera Herro, ale to wciąż za mało, żeby wygrać z Lakers. Pod koniec trzeciej kwarty zbliżyli się do rywali na dziewięć punktów, ale na więcej nie było ich stać. Heat muszą liczyć, że wyzdrowieją Dragić i Adebayo, bo drugi mecz finału rozegrali praktycznie w ośmiu - ławka drużyny z Florydy zrobiła się bardzo krótka. W Lakers rezerwowi bardzo pomagają liderom - w drugim meczu zwłaszcza Rajon Rondo, Kyle Kuzma czy Markieff Morris.

Przerwa na odpoczynek będzie krótka. Trzeci mecz finału w kompleksie Disneya w Orlando został zaplanowany w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu.

Miami Heat - Los Angeles Lakers 114:124 (23:29, 31:39, 39:35, 21:21)

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA