fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

„Ostatni taniec”. Świat według Jordana

Michael Jordan jest drugim sportowcem obok golfisty Tigera Woodsa, który zarobił ponad miliard dolarów
Anne-Christine POUJOULAT / AFP
„Ostatni taniec” to serial o Chicago Bulls i karierze Michaela Jordana, który nie mówi nam wszystkiego, bo warunki opowieści ustalił główny bohater.

Dziesięcioczęściowa produkcja przez pięć tygodni ogniskowała uwagę kibiców i stała się globalnym hitem. Każdy kolejny odcinek bił rekordy popularności, a ostatni przyniósł ponad milion reakcji na Twitterze.

Cała seria – ze średnią widownią 5,65 mln w USA – okazała się najlepiej oglądanym dokumentem w dziejach stacji ESPN, a „Ostatni taniec” był też dostępny na platformie Netflix.

Autorzy dostali niezwykły materiał – 500 godzin nagrań pokazujących kulisy mistrzowskiego sezonu Chicago Bulls – który uzupełnili fragmentami meczów oraz wywiadami z blisko setką rozmówców. Archiwalia czekały na premierę ponad 20 lat, bo wcześniej emisji zakazał sam Jordan.

To on narzucił narrację „Ostatniego tańca”, czuwał nad procesem tworzenia dokumentu, jego firma 23 Jump była współproducentem serialu. Jest to więc nie tyle opowieść o wielkiej drużynie, ile historia potęgi widziana oczami jednego człowieka. Na ekranie nie widzimy więc wszystkiego. Niektóre wątki zostały przemilczanie lub okrojone, a w innych reflektory ustawiono tak, aby fakty odpowiadały wizerunkowi MJ i uwierały jego wrogów.

Brzydsza twarz

Człowiekiem, który w „Ostatnim tańcu” dostał najwięcej ciosów, jest zmarły trzy lata temu Jerry Krause. Menedżer Chicago Bulls gra rolę antagonisty, jest klasycznym czarnym charakterem. Jeden z twórców sukcesu Byków sprawia wrażenie śliskiego dziwaka, który ma kompleksy na punkcie swojej tuszy, zazdrości koszykarzom sławy i chce po latach sukcesów rozbroić mistrzowski skład.

Krause nigdy nie był bratem łatą, nie żył zbyt dobrze z mediami i zawodnikami. Cechowało go jednak to samo, co Jordana – perfekcjonizm, obsesyjne podejście do pracy oraz dążenie do sukcesu z pełnym poświęceniem. Atuty koszykarza w przypadku menedżera stały się przywarami, choć bez jego niekonwencjonalnych ruchów (wymyślił w klubie trenera Phila Jacksona, sprowadził Scottie Pippena, Dennisa Rodmana czy Toniego Kukoca) mistrzowskiej dynastii Byków mogłoby nigdy nie być.

Sympatii lidera szatni Krause nie zyskał, MJ podobno nawet domagał się jego zwolnienia. Prześladował go i nękał wytrwale. Roland Lazenby w książce „Mindgames” opisuje, jak w drodze na mecz koszykarz oskarża menedżera, że „przez jego wielki tyłek autobus jedzie wolniej”, a kiedy wchodzi do szatni, zaczyna na jego widok muczeć jak krowa. To twarz gwiazdora, której w „Ostatnim tańcu” nie widzimy.

Najlepszy koszykarz w dziejach NBA potrafił być nie tylko prześladowcą, ale i tyranem. To z kolei obraz, jaki wyłania się z książki Sama Smitha „Zasady Jordana”. Dziennikarz pokazał w niej gwiazdora jako aroganta, który traktuje kolegów z góry, a na każdy trening idzie jak na wojnę. – Będę z ciebie szydził do momentu, w którym wejdziesz na ten sam poziom, co ja. A jeśli tego nie zrobisz, czeka cię piekło – wyjaśnia sam zainteresowany.

Dziennikarze „New York Timesa” zauważają, że w dzisiejszych czasach MJ zostałby uznany za „toksycznego pracownika”, ale 20 lat temu najlepszy gracz świata funkcjonował na specjalnych prawach. „Ostatni taniec” chce dowodzić, że tyrania była katalizatorem i to Jordan zrobił ze swoich kolegów zwycięzców. – Jego chęć bycia „dupkiem numer jeden” zasługuje na krytykę, nie pochwałę – odpowiada Dave Zirin na łamach „The Nation”.

Prawdziwy heros musi mieć w sobie coś ze śmiertelnika, więc niektórym demonom Jordan stawia czoło. Jeden z odcinków serialu opowiada o ojcu koszykarza, który został zamordowany. To właśnie ten incydent połączony z zawodowym wypaleniem sprawił, że MJ przerwał karierę i zajął się baseballem. Scena, kiedy już po powrocie do ukochanego sportu leży w szatni i płacze, bo zdobył swój czwarty mistrzowski pierścień w Dniu Ojca, jest jedną z najmocniejszych w całym serialu.

„Ostatni taniec” dotyka też wątku hazardu, ale sam zainteresowany przedstawia go raczej jako nieszkodliwe hobby. Widzowie nie dowiedzą się na przykład, że w zespole Chicago Bulls nikt nie chciał z Jordanem grać w pokera, gdyż – jak pisze Smith – nie umiał przegrywać i słynął z tego, że nie oddaje karcianych długów.

Wielkimi nieobecnymi serialu są żony i partnerki gwiazd Chicago Bulls. Właściwie jedyną, która pojawia się na ekranie, jest związana przez kilka lat z Rodmanem Carmen Electra. Dopiero w ostatnim odcinku, przelotnie, widzimy dzieci Jordana z pierwszego małżeństwa: Jeffreya, Marcusa i Jasmine. Brakuje jego żon: Juanity Vanoy, z którą był związany przez 17 lat, oraz Yvette Prieto.

Pamiętny żart

„Ostatni taniec” prześlizguje się też po temacie współpracy głównego bohatera z Nike, dzięki której MJ zarobił do dziś 1,3 mld dolarów. Ważne jednak, że Jordan chciał się wytłumaczyć ze słów, którymi uzasadnił odmowę wsparcia afroamerykańskiego demokraty Harvyea Gantta, walczącego o miejsce w Senacie z niekryjącym rasistowskich poglądów republikaninem Jesse’em Helmsem. Słowa: „Republikanie też kupują buty”, miały być żartem.

– Nazwałbym ten film rozrywkowym, ale każdy, kto był częścią drużyny, wie, że 90 proc. to g**** prawda. Wiele słów, które Jordan powiedział do innych, oraz wiele, które otrzymał z powrotem, zostało wyciętych – irytuje się w rozmowie z ESPN były skrzydłowy Byków Horace Grant. – Kiedy tematem dokumentu jest jedna osoba i ma ona ostatnie słowo, co się w nim znajdzie, nie możemy tego nazywać dokumentem.

Słynny hollywoodzki producent Robert Evans powiedział kiedyś, że każda historia ma trzy strony: moją, twoją i prawdziwą. „Ostatni taniec” to historia według Jordana.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA