fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Chcemy coś zwojować w Europie

Andrzej Romański / Energa Basket Liga
Igor Milicić, trener koszykarzy Anwilu Włocławek

Jak wysoko sięgają ambicje? Już jedno trofeum jest, same zwycięstwa w lidze, a pan po zaciętym meczu z Legią był strasznie zdenerwowany.

Igor Milicić: W zeszłym roku przegraliśmy mecz o Superpuchar. Myślę, że zdobycie trofeum teraz, na początku sezonu, daje nam dużo spokoju. Ambicje zawsze mamy takie same: każdy następny mecz wygrać i bić się o trofea.

Widziałem, że nawet po wygranym meczu w Warszawie miał pan jeszcze uwagi do jednego z liderów.

Po zwycięstwach dużo łatwiej jest pokazywać drużynie błędy. Nienawidzę sytuacji, gdy po porażkach trenerzy obwiniają zespół, a po wygranych wypinają pierś do medali.

Będziecie grać w Lidze Mistrzów i mam wrażenie, że chcecie wyrosnąć ponad Energa Basket Ligę? Mistrzostwo może nie wystarczyć?

Absolutnie się z tym nie zgadzam. Widzę od jakiegoś czasu, że taka opinia się w mediach gdzieś pojawia. Jesteśmy z Polski i walczymy o zwycięstwo w polskiej lidze. To, że przy okazji bijemy się w Europie i chcemy reklamować tam siebie oraz polską koszykówkę, to zupełnie inna sprawa. Myślę, że wszyscy powinni być szczęśliwi, że mamy zespół, który chce grać także dobrą koszykówkę w Europie

To będzie drugi sezon w Lidze Mistrzów. Czego się pan spodziewa po rywalach. Powiedział pan, że Anwil kiedyś był wielki w Europie, potem miał przerwę, a teraz znowu chcecie tacy być.

Na pewno będziemy w Europie niedoceniani. Polskie drużyny nie mają na tyle mocnej marki, żeby ktoś się nas bał. Będziemy musieli się bardzo starać, żeby odnieść tam sukces.

Organizacyjnie jak wypadacie na tle rywali: w grupie macie i potężny Hapoel, i budzący mniej respektu Telenet?

W Polsce jesteśmy drużyną, która ma jeden z największych, jeśli nie największy w ogóle budżet. A w Europie? Taki Telenet Antwerpia miał w zeszłym roku większy budżet niż my w tym, a przecież można ich nazwać outsiderami. Budżety jednak nie grają. Chcemy walczyć nawet z najlepszymi: Hapoelem, AEK Ateny czy San Pablo Burgos, które mają ambicje, żeby wygrać Ligę Mistrzów.

Budżety nie grają, ale pozwalają ściągać takich zawodników, jakich wy pozyskaliście. Były takie sezony, kiedy w całej lidze nie było żadnego zawodnika z przeszłością w NBA, a wy macie teraz dwóch: Tony'ego Wrotena i Ricky'ego Ledo. Jak to się robi?

Zawsze szukamy nawet ponad swój stan finansowy. Kiedy mieliśmy do dyspozycji mniejsze pieniądze, to zatrudnialiśmy świetnych graczy, pokroju reprezentanta Czech Davida Jelinka, na których tak naprawdę, rynkowo, nie było nas stać. Mamy swoją renomę, jesteśmy wypłacalni, płacimy zawodnikom to, co im się należy, więc nas też dobrze odbierają i w Europie, i w Polsce.

Pieniądze wystarczą, żeby przekonać graczy takiego formatu, czy kusi ich też gra w Europie?

Jest wiele aspektów. Wiedzą, że mogą się pokazać na wysokim poziomie. Każdy z naszej kadry jest świadomy, że tylko wygrywając może zostać zauważony. Nie ma takiego koszykarza, który się wybije wysoko z przegranej drużyny. Najważniejsze jest to, żebyśmy zwyciężali jako Anwil, a potem każdemu z osobna otworzą się drzwi do większych kontraktów.

Jak pan ocenia polską ligą na tle Europy? Są dwie drużyny w Lidze Mistrzów, jedna w silnym EuroCupie, jeszcze jedna w FIBA Europe Cup.

Idziemy w dobrym kierunku. Liga jest coraz mocniejsza, sprowadzamy coraz lepszych zawodników, ale żeby uczciwie się porównać, musimy grać dużo w Europie, żeby mieć punkty odniesienia i pełen obraz.

Były takie sezony, kiedy polskie kluby się pucharami nie interesowały. Nagle to się zmieniło.

Bez tego nie da się pójść naprzód. Trzeba mieć doświadczenia z gry w Europie i dobre wyniki, a nie tylko grać i przegrywać w każdym meczu. Musimy podnieść poziom ligi tak, żebyśmy byli w stanie walczyć z najlepszymi drużynami z Niemiec, z Włoch, z Belgii.

To realne?

Oczywiście, że tak. My, jako trenerzy musimy podnosić swoje umiejętności, ale prezesi też. Jeśli kluby będą lepiej zarządzane, to pieniędzy będzie w lidze więcej. W Niemczech minimalny budżet klubu Bundesligi został podniesiony do poziomu 3 milionów euro. Najgorsza drużyna ma do wydania tyle pieniędzy. Do tego musimy dążyć. Nie wolno spoczywać na laurach.

Ledo podobno obserwował pan już od kilku lat?

Patrzyliśmy na niego jeszcze wtedy, gdy nie był tak znany w Europie. Zaproponowaliśmy mu kontrakt, ale na początku się o niczym nie dowiedział, bo jego agent miał złe doświadczenia z Anwilem z przeszłości. Oglądamy i śledzimy cały rynek europejski i amerykański, który jest w naszych możliwościach. Ilu ludzi mamy w bazie? Trzeba by zapytać moich asystentów, ale na pewno to są setki koszykarzy na każdej pozycji.

Kiedy się wpadnie w kłopoty finansowe, to łatwo stracić dobrą opinię?

Teraz jesteśmy w zupełnie innym momencie, dzięki ciężkiej pracy zarządu, trenerów, zawodników, kibiców. Możemy być dumni z Anwilu. Kibice, zaplecze medyczne, treningi też mogą być argumentem dla zawodników.

Liga i reprezentacja mają wspólne interesy? Przepis o dwóch Polakach na boisku zniknął pod naciskiem klubów.

Czy to przypadek, że jedyną ligą w Europie, gdzie podobny przepis obowiązuje w dalszym ciągu, jest Izrael? Nikt inny się nie zna na sporcie i koszykówce? Nie uważam tak. Potrzeba zdrowej konkurencji, ostrej pracy i wtedy będzie wszystko w porządku.

Młody jest zawsze na słabszej pozycji.

Rywalizacja podnosi poziom, a jeśli liga będzie słaba, to gdzie szukać bodźców i szans na podniesienie umiejętności? Jeśli przez lata, grając w Europie, polskie kluby zderzały się ze ścianą, wygrywały pojedyncze mecze, to mamy odpowiedź. Granie w słabej lidze nie powoduje rozwoju. Im lepsi koszykarze przyjadą, tym lepiej rozwiną się młodzi.

Odejście od tego przepisu uwolniło klubom pieniądze na lepszych obcokrajowców, bo zmniejszyło oczekiwania Polaków?

I tak, i nie. Dobry Polak zawsze będzie ceniony i poszukiwany. Podpisujemy kontrakty z zawodnikami, którzy będą pasowali do naszej koncepcji. Wszystko musi dobrze funkcjonować.

Przy budowie składu nie ma zatem sentymentów? Przed sezonem pożegnaliście się z Kamilem Łączyńskim, który mocno pomagał przy zdobyciu ostatnich mistrzostw. Nie liczy się czy kogoś się lubi?

Każdego swojego koszykarza lubię, każdy walczył o zwycięstwo. Odeszli: Josip Sobin, Jarek Zyskowski, Ivan Almeida, Kamil Łączyński – każdy przypadek jest inny. Oczekiwania różnych stron się nie spotkały, ale koniec końców liczy się tylko dobro Anwilu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA