fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Vince Carter: Jak udało mu się zagrać 21. sezonów w NBA?

Tom Thai [CC BY 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/2.0)]
- Przed każdym sezonem staram się budować moją wytrzymałość, żeby później nadążyć za tempem gry. I muszę przyznać, że to wyzwanie - mówi rp.pl Vince Carter, gwiazda NBA.

Vince Carter jest jedną z legend NBA. Od 1999 r. zagrał w niej prawie 1500 spotkań i wszystko wskazuje, że jako jedyny w historii amerykańskiej ligi koszykówki spędzi w niej 22. Sezony. Przeszedł w tym czasie drogę od supergwiazdy do zawodnika rezerwowego, gotowego wesprzeć swoją drużynę w najważniejszych momentach. Od młodego bożyszcza tłumów do mentora młodych zawodników, dopiero rozpoczynających przygodę z NBA. Jak wspomina te 22 lata?

Jak udaje się panu tak długo grać w profesjonalną koszykówkę na najwyższym poziomie? Gdzie tkwi sekret?

Vince Carter: Sekret tkwi w mojej chęci do robienie wszystkiego, co tylko możliwe, by wciąż rywalizować na poziomie NBA.

To będzie pana 22. Sezon w NBA, nikt przed panem tak dlugo nie grał w tej lidze. Ale w ciągu tego czasu koszykówka znacząco się zmieniła – stała się bardziej ofensywna. Co musiał pan zrobić, żeby się do tego przystosować?

W sumie nic wielkiego. W zasadzie obecnie gra jest szybsza i mniej fizyczna. Przed każdym sezonem staram się budować moją wytrzymałość, żeby później nadążyć za tempem gry. I muszę przyznać, że to wyzwanie.

Najgorszy i najlepszy moment w karierze?

Najgorszy to zdecydowanie nietrafiony rzut w siódmym meczu playoffów przeciwko Philadeplhia 76ers w 2001 r. (na kilka sekund przed końcem meczu o awans do finałów NBA Carter nie trafił rzutu i jego drużyna Toronto Raptors odpadła z rywalizacji – red.)

A najlepszych jest kilka: ten, gdy zostałem wydraftowany do NBA, gdy zostałem debiutantem roku i to, że mogę grać tak długo w NBA i to na swoich własnych warunkach.

Grał pan razem z Marcinem Gortatem i przeciwko niemu. Jak wspomina pan te starcia?

Marcin jest moim przyjacielem. Więc to zawsze frajda grać przeciwko niemu, między innymi dlatego, że byliśmy kolegami z drużyny w Orlando Magic i Phoenix Suns, znamy więc swój styl gry. Przyjacielski „trash talking” (ostre i cięte werbalne ataki na przeciwnika, mające na celu zniechęcenie go do rywalizacji lub wyprowadzenie z równowagi  – red.) to obowiązkowy element naszych spotkań.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA