fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Adam Hrycaniuk: Musimy być jak jedna pięść

fot. Andrzej Romański/KoszKadra
Tylko jako drużyna możemy zwyciężać – mówi „Rzeczpospolitej” Adam Hrycaniuk, środkowy reprezentacji Polski. Po trzech zwycięstwach w grupie na koszykarskich Mistrzostwach Świata teraz przed Polakami mecze z Rosją i Argentyną w piątek i niedzielę.

Macie świadomość, że w Polsce wasze zwycięstwa wywołały wielkie poruszenie wśród kibiców i zrobiliście coś dużego?

Adam Hrycaniuk: Dochodzą do nas takie głosy, każdy śledzi media społecznościowe, czyta portale, ale szczerze mówiąc, to jesteśmy skupieni na tym co tu i teraz. Nie odczuwamy tego poruszenia w 100 procentach. Myślę, że takie podejście drużyny jest prawidłowe, bo za wczesna euforia nie pomaga. Oczywiście fakt, że dużo ludzi śledzi nasze występy, sprawia przyjemność, ale jesteśmy w trakcie turnieju. Jeszcze niczego nie wygraliśmy, a przed nami bardzo ważne mecze. Cieszę się, że mogę być na takim turnieju, z ludźmi, sztabem. Każda minuta na boisku w hotelu to nagroda za wszystkie lata ciężkich treningów.

Tylko, że radość jest wielka, bo przed wyjazdem chyba tylko prezes PZKosz Radosław Piesiewicz mówił o awansie do ćwierćfinału, a po wynikach grupowych to się wydaje realne.

Rzeczywiście tak było. Ćwierćfinał to byłoby coś wspaniałego, ale a razie awansowaliśmy dopiero najlepszej "16" turnieju i tutaj już mamy przeciwników z wyższej półki. Trzeba z nimi wygrać, żeby pójść dalej. Turniej jest długi i musimy znaleźć siły, serce, zdrowie, aby ten cel osiągnąć. Mamy marzenia, ale też wiemy, że mamy świetną sytuację wyjściową z trzema wygranymi na koncie.

Jak fizycznie wytrzymujecie turniej? Zagraliście dogrywkę z Chinami, a ten mecz niósł spory ładunek emocjonalny.

Na razie nie jest najgorzej. Im dalej w turniej, tym będzie ciężej, ale z drugiej strony psychika działa pozytywnie na ciało i samopoczucie. Jesteśmy zmęczeni, ale podekscytowani tym, że gramy dobrze. Po każdym spotkaniu mamy dzień przerwy i możemy odpocząć. Przeciwnicy grają tyle samo meczów, więc startujemy z tego samego pułapu. Jesteśmy dobrze przygotowani fizycznie.

Ważne było zwycięstwo w pierwszym meczu. Początek turnieju to najtrudniejszy moment?

Pierwsze minuty to zawsze niewiadoma. Przeciwnicy się badają między sobą, poznajemy się, zwłaszcza że z Wenezuelą nie graliśmy. Zagraliśmy dobre pierwsze spotkanie. Potem byli gospodarze, a więc podekscytowanie, adrenalina. To nas dużo sił kosztowało, bo graliśmy też dogrywkę. Dużo satysfakcji, że udało się pokonać gospodarzy. Z Wybrzeżem Kości Słoniowej też nie było łatwo.

Z Chinami wyszarpaliście zwycięstwo w końcówce. Kiedyś takie starcia kończyły się wygranymi przeciwników. Co się zmieniło od porażki z Finlandią na ostatnim EuroBaskecie?

Mecz z Finlandią i z Chinami to rzeczywiście dwie różne historie. Na EuroBaskecie straciliśmy przewagę, a jeszcze w końcówce przechwyt zaliczył Lauri Markkanen. Tutaj było dokładnie odwrotnie i w podobnej sytuacji piłkę zabrał Mateusz Ponitka. Po drodze były jeszcze trudne mecze w eliminacjach z Chorwacją i Włochami, które rozstrzygnęliśmy na swoją korzyść. Czasem rozstrzyga jeden rzut, jedna zebrana piłka więcej. Tym razem wierzyliśmy, że możemy to przeciągnąć na swoją korzyść. Teraz albo nigdy - to był taki mecz. Na szczęście daliśmy radę, fenomenalne zawody rozegrał Mateusz Ponitka i mieliśmy trochę szczęścia.

W sieci można znaleźć przemowę Mike'a Taylora przed tym spotkaniem. Robi wrażenie.

Znamy Mike'a od kilku lat i wiemy, że nas potrafi zmobilizować. Wszytko miało wpływ i wygrany mecz z wenezuelą i stawka starcia z Chinami. W dodatku trenerzy świetnie przygotowali nas taktycznie, znakomicie rozpracowali rywali, przekazali nam dużo świetnych informacji. Mieliśmy plan na grę. Wszystko miało znaczenie, a przemowa trenera nas naładowała. Wyszliśmy na boisko naelektryzowani.

Chińczycy mieli bardzo wysokich środkowych. Ciężko było z nimi walczyć?

Nie ukrywam, że było ciężko. Są wysocy, atletyczni, zbierali piłki z trzeciego piętra. Nie jest łatwo walczyć z takimi rywalami, bo mieli też wysokie umiejętności. To albo byli zawodnicy NBA, albo tacy, którzy są w kręgu zainteresowań klubów z tej ligi. Nie podchodzimy jednak indywidualnie do takich zadań, ale jako drużyna. Wygrywamy, dzięki temu, że walczymy zespołowo. Jeśli gdzieś przeciwnik ma przewagę, to sobie pomagamy. Gramy ze sobą mnóstwo lat.

W końcówce było trochę zamieszania z decyzjami sędziowskimi. W telewizji wyglądało, jakby arbitrzy was krzywdzili. Jak to odbieraliście na boisku?

Spodziewaliśmy się, że ten mecz będzie ciężki nie tylko od strony koszykarskiej. Wiedzieliśmy, że trybuny będą przeciwko nam. Staraliśmy się zachować spokój. Skoro całe Chiny są przeciw nam, bo oczywiście wspierają swoich, to my musimy być jak jedna pięść. Tylko jako zwarta grupa byliśmy w stanie to przewalczyć. Nie wnikamy w to, co się dzieje poza boiskiem, albo nawet na parkiecie, ale nie mamy na to wpływu. Sędziowie podejmowali decyzje, a my unikaliśmy dyskusji.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA