fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Tegnell nie wierzy w skuteczność masek. „Francja czy Włochy z surowymi zasadami nadal mają duży wzrost zachorowań”

Anders Tegnell
Anders Tegnell
fot. Shutterstock
- Mówienie, że Szwecja zachowywała się zupełnie inaczej niż inne kraje, to nieprawda - utrzymuje Anders Tegnell, główny epidemiolog kraju.

Dla jednych Anders Tegnell jest symbolem zdrowego rozsądku, którego niechęć do lockdownu pozwoliła Szwedom kontynuować jazdę na nartach, robienie zakupów i wyjścia do restauracji bez maski.

Dla innych główny szwedzki epidemiolog jest ryzykantem odpowiedzialnym za ponadprzeciętną liczbę zgonów, który doprowadził Szwecję na szczyt europejskiej listy krajów pod względem ilości nowych zakażeń. Nawet król Szwecji wyraził zaniepokojenie z powodu dużej liczby ofiar śmiertelnych.

Czym wyróżnia się zatem podejście Tegnella?

Tegnell wydaje się być zdumiony przedstawieniem Szwecji jako podążającej niezwykle wyjątkową ścieżką. – Mówienie, że Szwecja zachowywała się zupełnie inaczej niż inne kraje, to nieprawda – powiedział Tegnell w wywiadzie dla DW przed siedzibą narodowego urzędu zdrowia w Sztokholmie. – Zrobiliśmy w zasadzie to samo, co w wielu innych krajach. Tylko w nieco inny sposób – dodaje.

Określenie „nieco inne” wydaje się niedomówieniem w porównaniu z surowymi ograniczeniami i karami za ich łamanie stosowanymi przez inne kraje Unii Europejskiej. W Szwecji - poza ograniczeniami wielkości zgromadzeń publicznych i zamknięciem pubów i restauracji o godz. 20.00 - większość środków to zalecenia, a nie nakazy.

Jedną z najbardziej uderzających różnic podczas spacerów po Sztokholmie jest brak masek. Tegnell mówi, że nie wierzy, żeby były one wyjątkowo skuteczne w ograniczaniu transmisji koronawirusa, szczególnie w porównaniu z zachowaniem dystansu, które ma być bardziej skuteczne. Dlatego maski nigdy nie były obowiązkowe w Szwecji. – Widzimy kraje takie jak Francja, Włochy, a nawet Niemcy, gdzie obowiązują bardzo surowe zasady dotyczące masek i nadal mają one duży wzrost zachorowań – mówi szwedzki epidemiolog.

Dopiero od stycznia tego roku pasażerowie transportu publicznego są zachęcani do zakładania masek, zwłaszcza w godzinach szczytu. Ale nie ma żadnej kary za ich nienoszenie.

Mimo, że kraj nie wprowadził ścisłego lockdownu, Tegnell twierdzi, że „ludzie ogromnie zmienili swoje zachowanie i zrobili to dobrowolnie, ponieważ wiedzą, że to słuszne”. Mówi, że obecnie około 40 procent Szwedów pracuje z domu, podróżują oni też znacznie mniej niż wcześniej i wielu unika transportu publicznego.

Tegnell odrzuca porównania z sąsiadami, Finlandią i Norwegią, które na początku kryzysu wprowadziły bardziej rygorystyczne środki i obecnie mają jedne najniższych liczb zgonów w Europie. – Mamy ogromne różnice między Szwecją, a Finlandią i Norwegią – mówi Tegnell i zwraca uwagę na zagęszczenie ludności w miastach, wyższy odsetek osób w ciężkiej sytuacji społeczno-ekonomicznej oraz przyzwyczajenie mieszkańców Szwecji do częstych podróży.

– To Finlandia i Norwegia są wyjątkami – mówi Tegnell. – Szwecję należy porównywać do Belgii, Austrii, a nawet Niemiec. W najnowszym raporcie dotyczącym nadmiernej śmiertelności w Europie Szwecja jest jednym z pięciu do dziesięciu krajów na dole listy – dodaje.

Christian Christensen, profesor dziennikarstwa na Uniwersytecie Sztokholmskim, bada rządową komunikację polityki pandemicznej. Zaleca, żeby nie patrzeć na Szwecję jak na utopię albo dystopię, a raczej sprawiedliwie osądzić, czy mogła zrobić coś lepiej. – Jedną rzeczą, której Szwecja nie zrobiła szczególnie dobrze, jest poinformowanie ludności o przesłankach swojej polityki – powiedział.

Christensen wyjaśnia to na przykładzie masek. Trzy miesiące temu wydano zalecenie, aby zakładać je w godzinach szczytu. Ale niewiele osób zaczęło je nosić. – Nikt nie wyjaśnił, czy był to skutek zmiany w nauce, czy była to tylko zmiana polityki – mówi. – Jeśli teraz rząd mówi, że to pomoże, ale podstawy naukowe tak naprawdę niewiele się zmieniły, to dlaczego nie wprowadzono tego wcześniej? – pyta Christensen.

Christensen dodaje, że ta informacja byłaby szczególnie ważna dla tych, którzy „w zasadzie zmuszeni są” do korzystania z transportu publicznego, ponieważ nie stać ich na samochód. – Widzimy tu wyraźne różnice klasowe. Myślę, że to jedna z kwestii, która nie jest wystarczająco dyskutowana w Szwecji i w całej Europie – dodaje.

Tegnell odpowiada, że jego urząd ciężko pracował, aby uzyskać nowe informacje na temat metod zapobiegania infekcji. Jednocześnie przyznaje: – Jestem pewien, że zawsze możemy zrobić więcej, bo nadal jest wiele grup społecznych, które są dotknięte bardziej niż inne – mówi. I zastrzega: większość Szwedów jest zadowolona z planu rządu.

Jednym z zadowolonych Szwedów jest Gustav Lloyd Agerblad, sprzedawca sprzętu wiertniczego ze Sztokholmu, który rok temu trafił na pierwsze strony gazet, gdy wytatuował sobie twarz Tegnella na ramieniu. – Z dnia na dzień (Tegnell - red.) stał się wtedy gwiazdą – mówi ze śmiechem Agerblad. – On reprezentuje inny sposób radzenia sobie z kryzysem, w którym ludzie wciąż mogą mieć dużo wolności – dodaje.

Agerblad zapewnia, że z przyjemnością będzie wyjaśniał przez resztę życia pochodzenie podobizny epidemiologa na swoim ramieniu.

Sam Tegnell mówi jednak, że jako specjalista od chorób zakaźnych nie jest zwolennikiem żadnych tatuaży.

Źródło: Deutsche Welle
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA