fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komercyjne

Nie chcemy lądować jak UFO

materiały
Stare budynki są tak piękne, że gdyby ich tam nie było, nas by też tam nie było - tak o planach zagospodarowania postoczniowych terenów w Gdańsku mówi Nicolas Baerelle ze spółki Revive.

Firma jest jednym z dwóch współwłaścicieli Stoczni Cesarskiej Development, spółki odpowiedzialnej za rewitalizację 16 ha nieruchomości po byłej stoczni. Poprzemysłowa część miasta zgodnie z wizją deweloperów ma się zamienić w nowoczesną wielofunkcyjną dzielnicę Młode Miasto z osiedlami, biurami, sklepami, hotelami. Pomorski konserwator zabytków uznał tymczasem, że nowe budynki nie mogą przekraczać 30 metrów, wszczynając procedurę wpisania postoczniowej nieruchomości do rejestru zabytków.

O decyzji konserwatora, planach rewitalizacji Stoczni Cesarskiej i o podejściu do historii mówi Nicolas Baerelle:

Potrzebujemy dialogu i ścisłej współpracy ze służbami konserwatorskimi. Liczymy na zrozumienie, że budowa nowych obiektów jest konieczna, aby sfinansować kosztowną rewitalizację zabytkowych obiektów na terenie dawnej Stoczni Gdańskiej. To niezwykle ważne miejsce dla polskiej historii, gdzie powinna powstać dzielnica z nową społecznością, która będzie mogła tu żyć, pracować i spędzać wolny czas.

Wysokiej zabudowy nie powinniśmy postrzegać jako zagrożenia, ale bardziej jako możliwość tworzenia nowych ikon w oparciu o wartości historyczne tego miejsca. Jeden z nowych budynków mógłby np. pełnić rolę latarni morskiej, która rozprzestrzenia światło wolności na świat z miejsca, które jest znane jako kolebka Solidarności.

Jesteśmy wizjonerami. Inwestujemy głównie w duże, często zaniedbane tereny o olbrzymim potencjale. Przeobrażamy znaczne przestrzenie, więc czujemy sporą odpowiedzialność, która na nas spoczywa. Nie chcemy lądować w tych miejscach jak UFO. Przede wszystkim chcemy słuchać ludzi, którzy mieszkają w pobliżu, organizacji, które są wokół. Prowadzimy dialog również z lokalnymi władzami.

Przygotowanie do inwestycji zajmuje nam zazwyczaj rok lub dwa lata. Dopiero potem przystępujemy do procedur związanych z pozwoleniem na budowę. Chcemy, aby w tym czasie mieszkańcy poczuli się zaproszeni do współpracy na rzecz rozwoju terenu. Zwalczamy płoty, otwieramy przestrzeń, zapraszamy ludzi, inwestujemy w projekty miastotwórcze, aby stworzyć społeczność.

W większości naszych projektów mamy do czynienia również ze starymi budynkami, które otwieramy i animujemy w nich działania społeczno-kulturalne. Kluczowe, aby w nowych miejscach właściwie połączyć funkcje i przestrzenie miejskie.

Mamy pełną świadomość, że teren w Gdańsku jest symboliczny. Wydarzenia, do których tam doszło, odmieniły historię całej Europy, a same budynki na terenie Stoczni Cesarskiej są wyjątkowe i niepowtarzalne. Dla nas wszystkich jest to wyjątkowa okazja, aby ponownie wprowadzić tam życie. Kluczem jest stworzenie miejsca z funkcjami dobrze wpisującymi się w lokalne potrzeby. Chcemy, aby oprócz mieszkań, biur - zarówno dla większych jak i mniejszych firm - restauracji i powierzchni usługowych, gdzie wszystko, począwszy od piekarni po kwiaciarnie, jest pod ręką, były również dostępne szkoły, przedszkola, kluby spotkań sąsiedzkich czy integracji seniorów.

Jesteśmy w samym sercu miasta, ale na terenie, który od zawsze był ogrodzony, i do którego mało kto miał dostęp. Pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy, było zlikwidowanie ogrodzenia oraz rozwój współpracy z lokalnymi organizacjami społecznymi i artystami. Dzięki temu ludzie zaczynają cieszyć się tym miejscem, stoczniowymi żurawiami i pięknymi ceglanymi budynkami.

Stare budynki są tak piękne, że możemy otwarcie przyznać, że gdyby ich tam nie było, nas by też tam nie było. Kupiliśmy te tereny głównie z ich powodu. Przed podjęciem decyzji wybraliśmy się tam z architektami i wszystkich nas ujęła wyjątkowość architektury i olbrzymi potencjał  podniesienia walorów tego projektu. Chętnie w nie zainwestujemy, jednak nie chcemy ich tylko wyremontować i stworzyć z nich muzeum. Naszym celem jest przystosowanie ich do nowych funkcji.

Budynki są w bardzo kiepskim stanie, są nieużywane, więc ich wartość komercyjna - pomimo wielkiej wartości historycznej - jest niewielka. Chcemy przywrócić ich blask dzięki ponownej adaptacji, tworząc piękne hotele, biura, małe targowiska i mieszkania. Znaczna część kapitału, który zainwestujemy, zostanie przeznaczona właśnie na rewitalizację historycznych budynków. Chcemy budować nowe obiekty obok nich, więc nowy projekt i historyczne budynki będą ze sobą współgrać.

Przygotowując konkurs na zagospodarowanie Stoczni Cesarskiej, powołaliśmy komitet ds. jakości. W jego skład wchodzili lokalni aktywiści, naukowcy z Politechniki Gdańskiej, miejscy planiści i architekci znający lokalną historię. Chcieliśmy, aby wypowiedzieli się na temat miejsca, w którym planujemy inwestycje i wsparli nas w wyborze pracowni, która opracuje szczegółowy master plan. Latem 2018 roku zaprezentowaliśmy go opinii publicznej. Z przeprowadzonych przez nas badań wynika, że mieszkańcy oczekują szybkiej rewitalizacji tego miejsca, bo stan budynków się pogarsza. 93 proc. ankietowanych opowiedziało się za rewitalizacją polegającą na poprawie stanu, ożywieniu i zmianie funkcji zdegradowanego obszaru.

Uzyskaliśmy pierwsze pozwolenie na budowę. Zaczęliśmy od remontu budynku „Dyrekcji", który jest jednym z najbardziej charakterystycznych i najstarszych obiektów na tym terenie. W "Dyrekcji" zostanie utrzymana funkcja biurowa ze sferą dla startupów, kreatywnych firm oraz strefą coworkingową. Teraz pracujemy nad remontem kolejnego wyjątkowego obiektu - budynku dawnej siedziby stoczniowej straży pożarnej i koncepcją budynków mieszkalnych tuż obok "Dyrekcji" i „Remizy". Krok po kroku pójdziemy w stronę wody. Cały projekt planujemy zrealizować w ok. dziesięć lat.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA