fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Krzyżak: Polskę obronią wolontariusze

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Liczę, że ta sprawa zostanie dogłębnie wyjaśniona. Powinniśmy się troszczyć, by wszystkie nasze działania były zgodne nie tylko z prawem, ale też ze standardami etycznymi, w imię których szliśmy do wyborów" – tak w rozmowie z „Rzeczpospolitą" wicepremier Jarosław Gowin komentuje działania Polskiej Fundacji Narodowej (PFN), która za pieniądze pochodzące z państwowych spółek robi propagandową kampanię na rzecz reformy sądów.

Wicepremier utrzymuje przy tym, że Fundacja jest potrzebna i sam przyklaskiwał jej powołaniu.

Co do tego, że instytucja stawiająca sobie za cel podejmowanie działań na rzecz dobrego imienia Polski – szczególnie za granicą – jest potrzebna, wątpliwości żadnych nie ma. Muszą się one pojawić jednak wtedy, gdy szczytną ideę zastępuje cel inny, bardziej przyziemny: walka o wpływy, o władzę, rząd dusz.

„Działania statutowe podjęte przez Fundację włączają się w nurt ogólnopolskiego i światowego zainteresowania przeprowadzanymi w Polsce reformami" – tak w komunikacie o trwającej już kampanii dotyczącej reform sądownictwa piszą władze PFN. „Działania nasze mają na celu wyjaśnienie polskiej i światowej opinii publicznej znaczenia tych reform oraz pokazania, że znajdują się one w nurcie europejskiego i światowego dziedzictwa demokratycznego. Kampania informacyjna, o której mowa, ma na celu ochronę wizerunku Polski przez pryzmat udanych reform dokonywanych po 2015 roku" – czytamy dalej w komunikacie. W porządku, ale konia z rzędem temu, kto dostarczy dowód na to, że kampania ma zasięg międzynarodowy, że obywatele Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii dowiedzieli się już o rozmiarach i korzyściach polskich reform.

A przecież PFN miała promować Polskę, miała walczyć m.in. z kłamliwymi informacjami o „polskich obozach śmierci". Nie przypadkiem przecież w jej władzach znalazł się założyciel Reduty Dobrego Imienia, która akurat na tym polu miała pewne sukcesy.

„Niech zostanie tak, jak było" – głosi jedno z haseł umieszczanych przez PFN na billboardach. Lecz gdyby wejść głębiej w szczegóły całej kampanii, gdyby się zastanowić nad tym, w jaki sposób ją przeprowadzono, jak zarzekano się, że nie jest to inicjatywa rządu itp., to dość szybko dojdziemy do przekonania, że to wszystko jest takie zwyczajne, doskonale nam znane, takie po prostu polskie – bo przecież miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle.

Całe szczęście, są na świecie ludzie, którym wbrew wszystkiemu jeszcze się chce bronić dobrego imienia swojej ojczyzny. Wielu spośród prawie 3 tys. wolontariuszy działających w Polish Media Issues nie zna języka polskiego, a jednak słowo „Polska" coś dla nich znaczy. Dla niego godzinami siedzą przed komputerami i tropią nieprawdziwe informacje o swoim kraju. Edukują innych. Nie robią kampanii za grube miliony. Pracują za darmo, bez oczekiwania na pochwały, bez oglądania się na wsparcie ze strony resortu dyplomacji. Bez dorabiania ideologii. Po cichu. Z miłości do Ojczyzny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA