Komentarze

Krzyżak: Biedroń i PO–PiS

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Nowa formacja Roberta Biedronie nie weźmie udziału w wyborach samorządowych – do walki o głosy Polaków ruszy dopiero w przyszłym roku. Wiele wskazuje na to, że może sporo namieszać, ale raczej na krótką metę. Wedle sondażu, który publikujemy na naszych łamach, na nieistniejącą jeszcze partię swoje głosy chciałoby oddać nawet 8 proc. badanych. Pozwoliłoby to Biedroniowi na powrót do Sejmu i zapewniło finansowanie partyjnych struktur ze środków budżetowych.

Zapowiedź Biedronia o udziale w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych nie spotkała się wprawdzie z żadną odpowiedzią ze strony PO czy PiS, ale to tylko pozory. Przed tygodniem w „Rzeczpospolitej" Biedroń zapowiadał, że wie, jak odebrać elektorat Kaczyńskiemu i Schetynie. Pomysł jest prosty: trzeba skończyć z „dyskursem podziału i wojny", którym Polacy są już zmęczeni i dać im jeszcze większe wsparcie socjalne ze strony państwa.

Biedroń nie odkrywa Ameryki, bo w podobne tony uderzają także najwięksi gracze na naszej scenie politycznej. Znamy już główne założenia Zjednoczonej Prawicy i Koalicji Obywatelskiej na wybory samorządowe. Ich filarami są postulaty socjalne. I będą nimi także w kolejnych wyborach. A lider PiS zaczyna też mówić o konieczności zmniejszania podziałów między Polakami i wrzuca socjalny postulat 500+ dla emerytów. I choć Jarosław Kaczyński nie musi obawiać się partii prezydenta Słupska – ewentualny powrót Biedronia do wielkiej polityki umacnia Zjednoczoną Prawicę – to jest to odpowiedź na jego zapowiedzi.

Więcej do stracenia ma Grzegorz Schetyna. Z naszego sondażu wynika, że aż 61 proc. przyszłych wyborców Biedronia to ci, którzy do niedawna oddawali swe głosy na PO. A zatem rozczarowani jej polityką. Schetyna też jednak wie, jak zadbać o swoje. Przyjęcie na pokład Barbary Nowackiej i korekta kursu w lewo to przecież nic innego, jak próba wytrącenia oręża z rąk Biedronia. To Schetyna postanowił skonsolidować wokół siebie środowiska lewicowe – czego nie potrafią uczynić politycy SLD – i może na tym zyskać.

Rozbicia duopolu PO–PiS próbowali już Kukiz i Petru. Bez sukcesu. Kukiz sam stał się zakładnikiem konfliktu, a Petru właściwie nie istnieje. Biedroń może i ładnie mówi, lecz ani Kaczyńskiemu, ani Schetynie w dłuższej perspektywie nie zagrozi.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL