Komentarze

Krzyżak: Zostawcie krzyż tam, gdzie jest

Fotorzepa, Robert Gardziński
Na placu Józefa Piłsudskiego w Warszawie stanął wreszcie pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 r. Po latach przepychanek i próbach wepchnięcia go w jakiś zaułek stoi w miejscu godnym.

Wielka szkoda, że trzeba było uciekać się do prawnych wybiegów, aby znalazł tam swoje miejsce. Ale jest. Upamiętnia wszystkie 96 ofiar smoleńskiej tragedii. Niezależnie od funkcji, jaką pełnili, i ich przynależności partyjnej.

Pomnik – co przyznaje jego autor Jerzy Kalina – nie jest skończony. Pojawią się jeszcze nowe elementy. Czerwony dywan, żywopłot i krzyż. Obecność tego ostatniego nie dziwiłaby, gdyby nie zapowiedź artysty, że będzie to słynny krzyż ustawiony przed Pałacem Prezydenckim przez harcerzy kilka dni po tragedii. O ten krzyż latem 2010 r. szły polityczne boje, a nawet doszło do rękoczynów. Teraz ma „wrócić".

Cóż w tym dziwnego, że ten właśnie krzyż – symbol żałoby, bólu i cierpienia Polaków połączonych wielką tragedią – zostanie umieszczony na pomniku? Otóż krzyż ten jest dziś elementem... innego pomnika.

Przeniesiony jesienią 2010 r. do kościoła akademickiego św. Anny stał się tam częścią instalacji poświęconej pomordowanym w Katyniu w 1940 r. i tym, którzy wiosną 2010 lecieli tam, by ich godnie upamiętnić. Autorem rzeźby zatytułowanej „Ave crux" jest Łukasz Krupski – syn Janusza Krupskiego, który w katastrofie smoleńskiej zginął. U podnóża tej instalacji są dwie urny. Jedną – z ziemią z katyńskich cmentarzy – przywiózł kiedyś Stefan Melak (zginął 10 kwietnia), drugą – z ziemią z miejsca katastrofy Tu 154M – przekazała żona Władysława Stasiaka, który również w drodze do Katynia zginął. Pomnik w obecności bliskich ofiar katastrofy poświęcił zaś kard. Kazimierz Nycz.

– Gdy krzyż stał na Krakowskim Przedmieściu, wszyscy krzyczeli, że są jego obrońcami – mówił mi kilka lat temu abp Stanisław Budzik. – A w kościele św. Anny nigdy nikogo przy nim nie spotkałem. I wciąż mam przed oczami ten krzyż, który tam jest i nikogo nie interesuje – konstatował.

Dziś ten właśnie krzyż z niebytu postanowił wyciągnąć i wmontować w swój pomnik Jerzy Kalina. Chciałbym wierzyć, że słowa o „powrocie" krzyża to tylko pragnienie artysty, że taki pomysł nie zaświtał w głowie Jarosława Kaczyńskiego. Chciałbym, by krzyż nie dzielił Polaków, by nie był narzędziem robienia polityki. Chciałbym...

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL