fbTrack

Komentarze

Ferfecki: Polityka w barłogu

Fotorzepa/ Daniel Szysz
Dlaczego wszyscy pokochaliśmy zwierzęta, przed którymi przestrzegał Jan Brzechwa? Odpowiedź w kalendarzu wyborczym.

W plebiscycie na słowo roku 2018 zwyciężyła „konstytucja", ale w tej chwili słowem stycznia wydaje się „eksterminacja". Tak najczęściej określane jest to, co rząd chce zrobić z dzikami.

„My, wrażliwi na los wszystkich zwierząt i środowiska, stanowczo sprzeciwiamy się eksterminacji dzików w polskich lasach" – brzmi petycja do Ministerstwa Środowiska, pod którą podpisało się już ponad 240 tys. osób. Podobnych apeli jest w internecie więcej, a użytkownicy mediów społecznościowych wstawiają dzika do swoich zdjęć profilowych. Dochodzą do tego działania w świecie realnym, choćby protesty przed Sejmem.

Polskę ogarnia stopniowe szaleństwo na punkcie dzika, a jego rozmiar może zaskakiwać. W końcu myśliwi strzelają do dzików co roku, a znacznie zwiększone plany łowieckie ogłaszane są nie pierwszy raz. Co jest więc przyczyną najnowszego szaleństwa? To, że w dzicze barłogi wkroczyła polityka.

Mamy w tym roku podwójne wybory, a z poprzednich – samorządowych – Prawo i Sprawiedliwość wyszło poobijane na wsi. Miało tam rozbić Polskie Stronnictwo Ludowe, jednak wyszło inaczej. Powodem są m.in. potknięcia rządu w walce z epidemią afrykańskiego pomoru świń. O rozprzestrzenianie choroby często posądzane są dziki, choć prawda jest bardziej złożona. Poza tym dziki robią tzw. szkody łowieckie, a rolnicy muszą się starać o odszkodowania. Rząd chciał więc powiedzieć rolnikom: patrzcie, pozbawimy was kilku trosk jednocześnie. Zdecydował się na wyjątkowo duży odstrzał, kierując swoją narrację wyłącznie do wsi.

Problem w tym, że zupełnie zapomniał o miastowych. Im dziki kojarzą się z niegroźnymi stworzeniami, które biegają po miejscowościach nadmorskich w poszukiwaniu smakołyków, a czasem nawet dają się pogłaskać. Rząd zapomniał o rosnącej świadomości ekologicznej społeczeństwa, które opowiada się m.in. za zakazem hodowli zwierząt futerkowych. Swój udział mają w tym media. Telewizyjne spoty przekonują Polaków o konieczności ochrony panter śnieżnych w Mongolii. Jak mają więc zareagować, słysząc o dużym odstrzale dzików?

Rząd nie pomyślał też o tym, że do polowań potrzebuje myśliwych. Ci mają na pieńku z PiS po tym, gdy w ubiegłym roku Sejm przyjął krytykowane przez nich zmiany w prawie łowieckim. Nic dziwnego, że niektórzy z nich protestują już przeciw zwiększonym planom łowieckim, a ich relacje biją rekordy klikalności w internecie.

Ta polityczna kalkulacja przypomina to, co w 2017 r. stało się z łosiami. Ministerstwo Środowiska zniosło wówczas moratorium na polowania na te zwierzęta, chcąc przypodobać się rolnikom, dla których łoś to szkodnik. Wycofało się dopiero po protestach i interwencji wielkiego miłośnika zwierząt Jarosława Kaczyńskiego.

Tym razem jego reakcja jest dużo mniej prawdopodobna, bo gra nie toczy się tylko o to, ile odstrzeli się dzików, ale też kogo odstrzeli się w wyborach. „Eksterminacja" ma więc szanse stać się nie tylko słowem stycznia, lecz i całego roku. Chyba że PiS uzna, iż zyskując na wsi, zbyt traci w innych elektoratach.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL