fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Ile można zaprzeczać ludobójstwu na Wołyniu?

Prezydent Andrzej Duda w niedzielę oddał hołd ofiarom rzezi wołyńskiej - złożył kwiaty w miejscu nieistniejącej dziś polskiej wsi Pokuta na Wołyniu
KPRP/ Igor Smirnow
Najważniejsze partie w Polsce w czasach swoich rządów wyrażały podobne zdanie na temat odpowiedzialności nacjonalistów ukraińskich za zbrodnię na Wołyniu i nieprzystawalności Stepana Bandery do Europy. Dziwne, że nie mogą znaleźć wspólnego języka, gdy jedni są u władzy, drudzy w opozycji.

Taka refleksja nachodzi mnie po lekturze niektórych komentarzy na temat samotnego oddawania czci ofiarom na Wołyniu przez prezydenta Polski Andrzeja Dudy, zarzucania mu, że mówiąc o "ludobójstwie" niszczy stosunki z Kijowem.

A jakie powinno być wspólne stanowisko? Na Wołyniu doszło do zaplanowanego ludobójstwa na polskiej ludności, a odwet na Ukraińcach nie jest równoważną zbrodnią. Nie ma symetrii, ona rzadko występuje w czasie krwawych konfliktów.

Próby wymuszenia symetryczności przez ukraińskich polityków, z prezydentem Petrem Poroszenką na czele, trzeba wspólnie i grzecznie storpedować.

Przeczytaj: Poroszenko uczcił na Lubelszczyźnie Ukraińców poległych z rąk Polaków

Zaprzeczać ludobójstwu nie powinno się tylko dlatego, że powiedzenie prawdy cieszy Putina. Ile można używać argumentu o korkach szampana strzelających na Kremlu na wieść o skłóconych tu i ówdzie sąsiadach? Nie można zaprzeczać faktom, o których na dodatek po latach milczenia wie teraz wielu Polaków, dzięki filmom, książkom, reportażom, wspomnieniom ostatnich ocalałych.

Wspieranie Ukrainy w jej w walce z moskiewskim agresorem, ma nawet większy wymiar, gdy pochodzi od państwa niegodzącego się na gloryfikowanie przez Kijów zbrodniarzy odpowiedzialnych za ludobójstwo na Wołyniu.

Tym, którzy lubują się w opowieściach o szampanie na Kremlu, przypominam słowa prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wygłoszone 11 lipca 2003 roku w Porycku (obecnie Pawliwce). Dokładnie 60 lat wcześniej ukraińscy nacjonaliści wymordowali tam 300 Polaków. Tej samej nocy w 166 innych miejscowościach zginęło 10 tysięcy Polaków.

Prezydent Kwaśniewski był pierwszym polskim przywódcą, który użył określenia "ludobójstwo". Obok niego stał prezydent Ukrainy Leonid Kuczma. 

Kwaśniewski podkreślił: "Trzeba jednak tutaj wyrazić moralny protest wobec ideologii, która doprowadziła do 'akcji antypolskiej', zainicjowanej przez część Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Wiem, że te słowa wielu mogą zaboleć. Ale żaden cel, ani żadna wartość, nawet tak szczytna jak wolność i suwerenność narodu, nie może usprawiedliwiać ludobójstwa, rzezi cywilów, przemocy i gwałtów, zadawania bliźnim okrutnych cierpień. I także pragnę powiedzieć, że my, Polacy, coraz lepiej rozumiemy, w jak istotny sposób zapisała się UPA w historycznej świadomości Ukraińców – jako siła walcząca wytrwale, aż po rok 1950, a nawet później, o niepodległe państwo ukraińskie. Jednak wspólnie – i my, i Wy – powinniśmy odróżniać jasne karty historii od ciemnych. Chcemy budować nasze pojednanie na prawdzie: dobro nazywać dobrem, a zło złem."

Przemówienie jest nadal trafne, wciąż aktualne.

Politykom PO trzeba jeszcze przypomnieć, że w lutym 2010 roku przeforsowali w Parlamencie Europejskim taki fragment rezolucji dotyczący Ukrainy:

PE "wyraża głębokie ubolewanie z powodu decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy, Wiktora Juszczenki, który nadał pośmiertnie Stepanowi Banderze, przywódcy współpracującej z nazistowskimi Niemcami Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), tytuł 'Bohatera Ukrainy'; w związku z tym wyraża nadzieję, że nowe władze ukraińskie ponownie rozważą takie decyzje i potwierdzą swoje przywiązanie do europejskich wartości".

I to nadal jest aktualne, mimo wojny rosyjsko-ukraińskiej. Apeluję: Wyłączmy Wołyń z wojny polsko-polskiej.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA