fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Michał Szułdrzyński: Obywatele bezbronni w cyfrowym świecie

stock.adobe.com
Informacje podane przez „Gazetę Wyborczą”, która opisała statystyki dotyczące sposobów spędzania przez Polaków pierwszej niehandlowej niedzieli, wywołały sporo emocji. Skąd wzięły się te dane?

Zebrała je jedna z firm badawczych z ponad pół miliona telefonów komórkowych należących do Polaków odwiedzających galerie handlowe. Firma od razu zastrzegła, że wszystko, co robi, jest legalne, ponieważ na przekazywanie informacji – m.in. o swej lokalizacji – zgodzili się sami użytkownicy. To znaczy, nie zapytano ich: „Czy zgadzasz się, by ktoś mógł cię dzień i noc śledzić?”, ale gdy instalowali jakieś aplikacje lub oświadczali, że przeczytali regulamin różnych internetowych usług, wyrazili zgodę na przetwarzanie rozmaitych danych z ich telefonów w celach komercyjnych. A informacje z ich aplikacji trafiają na serwery owej firmy badawczej.

Podobny był mechanizm, za pomocą którego firma Cambridge Analytica (CA) czerpała wiedzę na temat użytkowników Facebooka dzięki zgodom udzielanym przez nich przy okazji rozwiązywania quizów. Aby poznać wynik tych niewinnych internetowych zabaw, trzeba zaznaczyć okienko „akceptuję”. W ten sposób wyciekały informacje na temat nas i naszych znajomych. Z tym że CA wyciągała te informacje po to, by kierować do użytkowników nie przekaz reklamowy, lecz polityczny. Za pomocą specjalnych algorytmów, wiedząc, co lajkujemy, poznawała nas lepiej niż nasi bliscy i szykowała przekaz polityczny, który miał do nas trafić.

Nic dziwnego, że po ujawnieniu przez anglojęzyczne media szokującej liczby 50–60 milionów osób, których dane wyciekły celem stworzenia ich politycznych profili, wybuchł skandal.

Ale wnioski z niego powinni wyciągnąć wszyscy: politycy, internetowi giganci, a przede wszystkim zwykli użytkownicy. Każdy z nas zostawia codziennie w sieci dziesiątki informacji na swój temat, których można użyć przeciwko nam. Możemy nie tylko stracić pieniądze z konta, dostęp do własnej skrzynki, ale też paść ofiarą manipulacji. W skali całego społeczeństwa takie zjawiska mogą się stać naprawdę poważnym problemem – czego dowodzi kampania prezydencka w USA w 2016 r.

Serwisy internetowe czy dostawcy usług telekomunikacyjnych powinni zaś współdziałać z państwami w celu wprowadzenia mechanizmów ochrony interesów użytkowników – czyli zwykłych obywateli. Skoro państwa mają kłopot z narzuceniem jakichś regulacji internetowym gigantom, jak bezbronny wobec nich staje się zwykły człowiek. I dziś państwa muszą nie tylko bronić swych obywateli przed zagrożeniami militarnymi, ale też zabezpieczyć ich interesy zagrożone przez potęgę globalnych serwisów internetowych.

Politycy i urzędnicy powinni być nieustępliwi. I dlatego należy trzymać kciuki za Unię Europejską, która nie tylko domaga się wyjaśnień od Facebooka w związku z aferą CA, ale też chce wyegzekwować zasadę równości wobec prawa. Nie ma powodu, by firmy internetowe płaciły niższe podatki niż przedsiębiorstwa innych branż.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA