fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Jak skorzystać na brexicie

Adobe Stock
Trzeba stworzyć lepsze warunki dla biznesu i zapewnić większą stabilność przepisów. Tymczasem w tej materii polski rząd jest jak łódź, w której każdy wiosłuje w inną stronę.

Francuska minister ds. europejskich nazwała swojego kota Brexit, bo miauczy, że chciałby wyjść, a gdy otwiera mu drzwi – nie wychodzi. W końcu jednak kot wyjdzie, by rozpocząć włóczęgę poza Unią, i jest to okazja, by przyciągnąć inwestorów, których ulubieńcem do niedawna była Wielka Brytania.

Ci szykują się do exodusu i patrzą na Polskę. Wiemy już, że Toyota uruchomi w swoich zakładach w Wałbrzychu i Jelczu produkcję napędów hybrydowych, które pierwotnie miały powstawać w brytyjskich fabrykach. To inwestycja rzędu 600 mln zł. O przeniesieniu zakładów na kontynent myślą także m.in. Ford, Nissan czy Jaguar. Honda już zapowiedziała, że w 2021 r. zamknie swoją fabrykę w Swindon. Producent odkurzaczy Dyson przeniósł siedzibę do Singapuru, a Sony i Panasonic zapowiedziały transfer europejskich siedzib do Holandii. Z kolei Microsoft nie wykluczył, że przeniesie centra danych do innych krajów europejskich. A to może być dopiero początek wielkiej wędrówki kapitału.

Czytaj także: Brexit bez umowy? Wszystko, co Polak i przedsiębiorca musi wiedzieć

Jest tajemnicą poliszynela, że kraje europejskie, także Polska, po cichu namawiają światowe koncerny, które mają dość brytyjskiej niepewności, by przeniosły na kontynent przynajmniej część operacji. Coś nam z pewnością skapnie. Centra wsparcia biznesu uruchomiły już u nas Standard Chatered czy JP Morgan, o czym triumfalnie informował premier Mateusz Morawiecki. Chodzi jednak o to, by nie były to jednorazowe strzały, ale potężny strumień inwestycji.

Jest na to szansa, tym większa, że nie chodzi tylko o brexit, ale też o zwalniającą europejską gospodarkę. W takich warunkach firmy redukują koszty i chętniej przenoszą produkcję do naszego regionu. Ale tu sami nie jesteśmy, mamy silnych rywali na południu. A inwestorzy nie kierują się sentymentami. Chętnie patrzą na takie rankingi jak Doing Business, który ocenia kraje pod kątem najbardziej przyjaznych biznesowi regulacji. Niestety, w najnowszej edycji Polska zaliczyła kolejny, trzeci już, spadek. Zajęliśmy 40. miejsce, podczas gdy przed rokiem 33., a jeszcze wcześniej – 27. Najgorzej jest w dziedzinie łatwości otwierania biznesu (128. miejsce na 190). To bardzo bolesne, bo przyciąganie nowych firm jest większym wyzwaniem niż tylko utrzymanie bądź rozwijanie działalności już obecnych.

Dla biznesu, także dla inwestorów zagranicznych, jest jednak coś, co jest jeszcze ważniejsze niż łatwość prowadzenia działalności czy wysokość podatków i innych danin. To stabilność prawa i jego przewidywalność. Z tym mamy poważny problem. Przykłady można mnożyć, ale weźmy choćby taniec wokół zniesienia 30-krotności ZUS, czyli limitu zarobków, powyżej którego nie płaci się składek. Ileż tu już było zwrotów akcji! I dalej nie wiadomo, czy podzielony w tej sprawie rząd 30-krotność zniesie czy nie. Ostatnio minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz wspomniała o możliwości „kompromisu" na poziomie 40-,45-krotności składek na ZUS. Czekamy na kolejne pomysły.

Gdyby powstał jakiś międzynarodowy ranking „stabilności przepisów", strach pomyśleć, które miejsce moglibyśmy zająć.

Nowa inwestycja Toyoty w Polsce warta 600 mln zł >A17

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA