fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Krzysztof Adam Kowalczyk: Po co liposukcja ozdrowieńcowi

Mateusz Morawiecki
Fotorzepa, Jakub Czermiński
Partyjnym planistom, którzy w sobotę mają pokazać tzw. Nowy Ład, polecam zasadę Hipokratesa: po pierwsze nie szkodzić.

Nowy Ład ma się stać sztandarowym programem rządzącego ugrupowania na nadchodzące lata, a być może tylko miesiące, gdyby miały się spełnić spekulacje o możliwych przyspieszonych wyborach. Dopóki jednak partyjne propozycje nie ujrzą światła dziennego, a w internecie nie zawisną megabajty plików pdf pozwalających na głębszą analizę, zdani jesteśmy na przecieki i mgliste zapowiedzi osób zbliżonych do partyjnych i rządowych kręgów decyzyjnych. Jedną z nich jest wiceminister finansów Patkowski, który w tym tygodniu oświadczył, że Nowy Ład będzie przede wszystkim programem propopytowym.

Zastanówmy się więc, czy owego dodatkowego pobudzania popytu polska gospodarka akurat tu i teraz potrzebuje? Wystrzał cenowy, jaki ostatnio obserwujemy – GUS właśnie potwierdził, że inflacja w kwietniu sięgnęła aż 4,3 proc. – i sygnały napływające ze świata wskazują, że problemem jest raczej brak podaży dóbr wystarczającej do zaspokojenia popytu rosnącego po pandemii. I nie jest to zjawisko wyłącznie polskie. Także owe 770 mld zł dla Polski - jakimi się PiS w swojej propagandzie chwali, nie wspominając, że to pieniądze z Unii - gwarantują, że szeroko rozumianego popytu w najbliższych latach nie zabraknie.

Tymczasem najnowsze dane (wyrównane sezonowo) o 0,9-proc. wzroście PKB w I kwartale 2021 (w stosunku do IV kwartału) pokazują, że już wyrwaliśmy się z okowów pandemicznej recesji. Wzrost gospodarczy napędzają: eksport netto i konsumpcja, którą jak wynika ze słów min. Patkowskiego, Nowy Ład ma jeszcze bardziej pobudzać. Niestety, inwestycje – trzeci silnik wzrostu gospodarczego, mający budować podaż towarów w przyszłości – nadal się dławi, jak przed pandemią (szczególnie inwestycje przedsiębiorstw prywatnych).

Jeśli więc od Nowego Ładu czegoś oczekiwać, to przede wszystkim stworzenia warunków, które zachęcą polskie firmy i przedsiębiorców do uruchomienia inwestycji. To przede wszystkim zakończenie ciągłej rewolucji w prawodawstwie, nie tylko tym gospodarczym. Bo to brak stabilizacji, a nie finansowania czy popytu krajowego, zniechęca polskich przedsiębiorców do inwestowania w Polsce.

Covid najmocniej uderzył w sektor usług: od hoteli i pensjonaty, poprzez restauracje na zakładach kosmetycznych i fryzjerskich skończywszy. W swojej masie ich właściciele to głównie mały biznes. Tych przedsiębiorców też interesuje stabilizacja, dlatego niepokojąco brzmią sugestie, że zmniejszenie klina podatkowego w dolnej strefie dochodowej rządzący chcieliby sfinansować zwiększeniem obciążeń w górnej, bo cała operacja miałaby się bilansować.

Nie mam nic przeciw zmniejszaniu obciążeń dla słabiej zarabiających. Wręcz przeciwnie – uważam za skandal, że praca opodatkowana jest w Polsce (PIT+ZUS) niemal tak wysoko jak wódka. Ale finansowania szukałbym raczej w ograniczaniu wydatków motywowanych głównie politycznie. Wiem bowiem, że miliarderów i milionerów w naszym kraju jest nadal garstka, zbyt mało, by to oni się zrzucali na zmniejszenie owego klina. Dlatego wielka PiS-owska operacja redystrybucyjna uderzyłaby przede wszystkim w klasę średnią.

Odsysanie tłuszczu w chirurgii plastycznej nazywa się liposukcją. Wątpię, by polska klasa średnia opływała w takie wielkie profity, by zabieg na niej przeprowadzony był bezpieczny i bezbolesny. Z pewnością nie potrzebują finansowej liposukcji przedsiębiorcy z sektorów usługowych mocno poturbowanych przez pandemię, którzy jako ozdrowieńcy powoli będą teraz odzyskiwać siły. Im potrzebny jest czas na rekonwalescencję. Dlatego partyjnym planistom, którzy w sobotę mają pokazać tzw. Nowy Ład, polecałbym przypisywaną Hipokratesowi zasadę „primum non nocere”, czyli po pierwsze nie szkodzić.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA