fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolarstwo

Katarzyna Niewiadoma: Mam piękne życie

Katarzyna Niewiadoma
Katarzyna Niewiadoma: Wiosenny lockdown uświadomił mi, co jest w życiu ważne
PA Wire/PA Images/EAST NEWS
Najlepsza polska kolarka Katarzyna Niewiadoma o problemach kobiecego peletonu, igrzyskach, dominacji Holenderek oraz założeniu rodziny.

Dlaczego wyścigi kobiet są ciekawsze niż mężczyzn?

Pokonujemy krótszy dystans, dzięki czemu musimy jechać aktywnie od samego początku. Nikt się nie chowa, czekając na końcówkę, bo w każdym momencie może się wydarzyć coś istotnego. Jest wiele dziewczyn, które są w stanie wygrać, a zwycięstwo można odnieść na różne sposoby.

Ale kobieta to wciąż kolarz drugiej kategorii...

Idziemy do przodu. Wiadomo, że daleko nam do mężczyzn, ale zainteresowanie naszymi wyścigami z roku na rok rośnie. Jeżdżę w niemieckiej ekipie, gdzie wszystko jest świetnie zorganizowane. Słyszałam, że zdarzają się zespoły, w których są na przykład kłopoty z dostarczeniem rowerów, ale ja nigdy tego nie doświadczyłam. Nie mam na co narzekać.

Powiedziała pani kiedyś, że w peletonie każda chce być chuda. Brytyjka Mara Abbott przez wiele lat zmagała się z anoreksją.

Wydaje mi się, że każda z nas ma problem z jedzeniem. Zawsze myślę o tym, co wkładam do ust, i czuję, że muszę się kontrolować. To nie jest zdrowe, ale wszystkie mamy takie myśli zakodowane w głowie. Coś słodkiego? Jasne, ale to znaczy, że kolejnego dnia trzeba przejechać więcej kilometrów, żeby to spalić. Niektóre dziewczyny wyglądają koszmarnie, ale na szczęście zespoły reagują i wycofują je z wyścigów.

Trener Zbigniew Klęk kilka lat temu nazwał panią Rafałem Majką w spódnicy. To etykietka, która stała się ciężarem?

Nie zwracam uwagi na takie sprawy. Oczekiwania powstają, kiedy człowiek osiąga wyniki. Ludzie zawsze chcą wtedy więcej i nikt nie powie: „Spokojnie, tym razem nie musisz być pierwsza". Kiedy w głowie kolarza pojawia się myśl, że musi wygrać, cała przyjemność ze ścigania ucieka. Miałam z tym problem. Za dużo myślałam podczas wyścigu, ciągle analizowałam sytuację. Zastanawiałam się: „Kto co zrobi? Kto pierwszy zaatakuje? A co, jeśli ktoś zacznie jechać tak, że nie utrzymam koła?". Kiedy takie myśli pojawiają się w głowie, gra jest skończona.

Podobno w tym roku pierwszy raz przystąpiła pani do startów bez presji. Wcześniej był to problem?

Jako liderka zespołu chciałam wygrywać wszystko i zadowalać innych. Bardzo się przez to stresowałam. Wiosenny lockdown uświadomił mi, co jest w życiu ważne. Mam dziś inne podejście do kolarstwa. Mam piękne życie i widzę, jak wiele istotnych rzeczy dzieje się dokoła mnie.

Złapała pani dystans?

Pierwszy raz, odkąd się ścigam, mogłam odpocząć i żyć swoim życiem bez stresu związanego z tym, co czeka mnie kolejnego dnia. Okazuje się, że bardzo mi tego brakowało. Nie musiałam się skupiać na kolarstwie, dzięki czemu uświadomiłam sobie, jak bardzo za nim tęsknię. Nie chcę mówić, że w pewnym momencie straciłam pasję, ale byłam zagubiona, miewałam wątpliwości.

To pani własne refleksje czy efekt pracy ze specjalistą?

Doszłam do tego sama. Próbowałam współpracy z kilkoma psychologami, ale bez efektu. Teraz, po zwycięstwie Igi Świątek w Roland Garros, czytałam jej wywiady. Wspominała, że właśnie dzięki pani psycholog czuje się bardziej stabilna i może wygrywać turnieje. Zastanawiałam się nawet, czy nie zadzwonić do osoby, z którą Iga współpracuje, ale perspektywa otworzenia się przed kimś obcym jest dla mnie stresująca. Łatwiej mi o to w kontakcie z ludźmi, których kocham.

Drugie miejsce w Giro Rosa, czyli najbardziej prestiżowym kobiecym wyścigu, wystarczy, aby powiedzieć, że za panią udany sezon?

To świetna sprawa, ale czuję niedosyt, bo po raz pierwszy w profesjonalnej karierze niczego nie wygrałam. Pandemia koronawirusa sprawiła, że to był bardzo dziwny rok. Odwoływano wyścigi i nie wiedziałyśmy, czy w ogóle będziemy startować. Przez tę niepewność nie trenowałam na 100 procent. Możliwe, że pod koniec sezonu zabrakło świeżości. Po Giro Rosa byłam wykończona i podczas mistrzostw świata nie czułam się najlepiej. Miałam wrażenie, że organizm nie chce się regenerować – zupełnie, jakbym uderzyła o dno i nie mogła się podnieść.

Siódme miejsce w mistrzostwach świata to zadra w sercu?

Trasa była bardzo fajna. Może nie powalczyłabym o zwycięstwo, bo Anna van den Breggen jest bardzo mocna, ale mogłam zdobyć medal. Tymczasem miałam wrażenie, jakbym nie była w stanie się zmęczyć. Organizm był tak wyczerpany, że nie mogłam poczuć zakwasów w mięśniach, coś mnie blokowało.

Mistrzostwa świata i Giro Rosa od czterech lat wygrywają Holenderki. Co mają one, czego nie mają inne?

Świetne przygotowanie. Kiedy jedziesz do Holandii, to idąc rano do sklepu, widzisz tłum dzieciaków, które jadą na rowerach do szkoły. To dla nich naturalne. Koleżanki z drużyny opowiadały mi, jak w wieku siedmiu czy ośmiu lat codziennie pokonywały w drodze na lekcje 10 kilometrów tam i z powrotem. Kolarstwo to dla Holendrów jeden z najważniejszych sportów. Są pieniądze na treningi dla młodych zawodników, a zawodowcy jeżdżą na zgrupowania i mają dobrą opiekę.

Dużo nauczyły panią igrzyska olimpijskie w Rio?

Byłam wówczas bardzo mocno skupiona na kolarstwie, zachowywałam się egoistycznie. Liczył się tylko sukces, nie istniało dla mnie nic poza treningami i regeneracją. To sprawiło, że podczas igrzysk byłam mentalnym wrakiem. Nie wiedziałam, czego chcę. Ludzie mówili, że na pewno zdobędę medal, i sama w to uwierzyłam. Nie wyobrażałam sobie innego scenariusza, więc szóste miejsce było olbrzymim rozczarowaniem. Zaczęłam szukać w życiu balansu. Nie mam już obsesji zwyciężania.

A jednak w przyszłym roku znów wszystko podporządkuje pani igrzyskom?

To jedno z najważniejszych wydarzeń w kobiecym kolarstwie. Jeśli komuś powiem, że byłam na podium Strade Bianche, to raczej nie zrobi na nim wrażenia, ale medal igrzysk jest czymś zupełnie innym. Chcę być w Tokio w najlepszej formie. Teraz skupiam się na pracy nad wagą. Muszę też poświęcić więcej czasu treningom siłowym i wzmocnić całe ciało, bo czasem podczas sezonu mam problemy z plecami.

Podtrzymuje pani, że po medalu igrzysk zastanowi się nad zakończeniem kariery?

Mam 26 lat i nie wiem, czy chciałabym kontynuować karierę po trzydziestce. Wiem, że są dziewczyny, które jeżdżą znacznie dłużej, ale ja poświęcam się kolarstwu od 15. roku życia. Chcę mieć czas dla siebie, zająć się czymś innym. Podróżować, zwiedzać świat, założyć rodzinę. Nie mam konkretnego planu, ale widzę dla siebie kilka wyjść. Nie boję się końca kariery i to mnie uspokaja. Dojrzałam do tego, że rodzina jest ważniejsza niż sport.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA