fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolarstwo

Tadej Pogacar triumfuje w Tour de France

Tadej Pogacar wygrywa i mierzy się z mroczną historią kolarstwa
AFP, Tim Van Wichelen
Tadej Pogacar drugi raz z rzędu wygrał Wielką Pętlę. Ostatnio w takim stylu zwyciężał Lance Armstrong.

Słoweński kolarz UAE Team Emirates był podczas tegorocznego wyścigu jedynym pierwszoplanowym aktorem, rywalom zostawił do grania wyłącznie epizody. Wygrał dwa najtrudniejsze górskie etapy oraz jazdę indywidualną na czas. Większą przewagę w XXI wieku mieli nad rywalami tylko Armstrong i Vincenzo Nibali.

– To było coś zupełnie innego niż w poprzednim sezonie. Tych dwóch zwycięstw nie da się porównać – mówi Pogacar.

Rok temu sprawił sensację, odbierając żółtą koszulkę lidera rodakowi Primożowi Rogliciowi podczas kończącej wyścig „czasówki". Został drugim najmłodszym zwycięzcą w dziejach Tour de France, po 19-letnim Henrim Cornecie (1904). Teraz dominował od początku wyścigu, a niektórzy ochrzcili go nawet „małym kanibalem".

Bolt na rowerze

23-latek jeszcze niedawno prosił dziennikarzy, żeby przesyłali wycinki artykułów jego rodzicom.

Teraz projektant przemysłowy Mirko oraz nauczycielka języka francuskiego Marjeta dopingowali syna podczas najtrudniejszych etapów. Pogacar mógł liczyć także na wsparcie dwóch sióstr i brata. To była okazja do rodzinnego spotkania, bo na co dzień nie mieszka już w rodzinnej Komendzie, tylko w Monako.

Karierę ma jak z podręcznika, choć to kurs wybitnie przyspieszony: od wygrania młodzieżowego Tour de l'Avenir, przez trzecie miejsce na Vuelta a Espana po triumf w Tour de France.

Kolarstwo ma brudną przeszłość, więc wyczynom Pogacara towarzyszą wątpliwości. Jego pierwszy trener Andrej Hauptman w 2000 roku nie został dopuszczony do Wielkiej Pętli przez podejrzane wyniki badań krwi, a szef zespołu Mauro Gianetti był dyrektorem Saunier Duval, kiedy kolarze tej grupy wpadali na nielegalnym wspomaganiu.

„Le Monde" już w ubiegłym roku zauważył, że w latach 2009–2019 dopingowało się aż 8 z 19 Słoweńców jeżdżących w grupach World Touru.

Pogacara jednak na oszustwie nikt nie złapał. On sam podkreśla, że ma nawet trzy kontrole antydopingowe dziennie, a eksperci zachwycają się jego nadludzką wydolnością oraz zdolnością do regeneracji. Niewykluczone, że Słoweniec to po prostu kolarska wersja Michaela Phelpsa lub Usaina Bolta.

– Jest jak maszyna. Poprzednie wyścigi pokazały, że kiedy najmocniejsi jadą na piątce, on i Primoż Roglić potrafią wrzucić szóstkę – wyjaśniał w rozmowie z „Rz" jego zespołowy kolega Rafał Majka.

Demonstracja siły

Kibice mogą się cieszyć, że Pogacar nie jest robotem, który kalkuluje waty i sekundy, aby zmaksymalizować szanse na sukces. Słoweniec woli atak od obrony, więc jeździ odważnie. Kiedy peleton dotarł do Alp, nie bał się porwać na samotną, kilkunastokilometrową ucieczkę. To była prawdziwa demonstracja siły.

– Bawi się z nami – narzekał wówczas Richard Carapaz, a lider Movistaru Enric Mas mówił „L'Equipe", że Słoweniec dla reszty stawki jest po prostu niedostępny.

Teraz przed Pogacarem kolejne wyzwanie, czyli igrzyska olimpijskie w Tokio. Organizatorzy zaplanowali malowniczą trasę z blisko 5 kilometrami przewyższenia, co oznacza, że medalami powinni podzielić się górale. To brzmi jak wymarzony scenariusz dla Pogacara.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA