fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolarstwo

Tour de France: Kości trzeszczą i krew sika

Walijczyk Geraint Thomas (Ineos) broni zwycięstwa sprzed roku
AFP
Przed wyścigiem Tour de France kluczowe pytanie było jedno: czy dawna grupa Sky, już z nowym sponsorem Ineos, zachowa mocarstwową pozycję? W dalszym ciągu jest aktualne.

Odpowiedzi jeszcze nie ma, bo pierwsza część rywalizacji prawie nigdy nie decyduje o tym, kto na Polach Elizejskich staje na podium. Wszyscy czekają na Pireneje (początek górskich etapów w czwartek, wspinaczka na legendarną przełęcz Tourmalet w sobotę) i potem na Alpy.

Ineos – grupa kierowana po dawnemu przez sir Davida Brailsforda, której właścicielem jest teraz chemiczny magnat z Wielkiej Brytanii Jim Ratcliffe – ma dwóch liderów. Jednym z nich jest broniący ubiegłorocznego zwycięstwa Brytyjczyk Geraint Thomas, a drugim Kolumbijczyk Egan Bernal. Na razie żaden z nich w tym wyścigu nie błysnął, ale też nie poniósł strat. Thomas jest drugi (ze stratą minuty i 16 sekund do lidera, Francuza Juliana Alaphilippe'a), a Bernal trzeci (jego strata jest tylko o cztery sekundy większa).

Z naszego punktu widzenia ważne jest też to, co podkreślają obserwatorzy wyścigu: ani Thomas, ani Bernal nie wygra Touru bez pomocy Michała Kwiatkowskiego. Francuska gazeta „L'Equipe" już dwa razy wspomniała, że Kwiatkowski umie wszystko, nawet zmienić łańcuch w rowerze Thomasa, gdy ten ma kraksę.

Z jednej strony to satysfakcja, ale z drugiej trochę żal, że jedyny obok Rafała Majki polski kolarz światowej klasy, pogodził się z rolą pomocnika – świetnie płatną, cenioną przez partnerów i fachowców, ale jednak niewdzięczną. Wybitny znawca kolarstwa i Touru, komentator Eurosportu Krzysztof Wyrzykowski, już dawno sugerował Kwiatkowskiemu, by jako były mistrz świata wywalczył dla siebie bardziej eksponowaną rolę, może nie w Tour de France, bo te góry są dla niego trochę za wysokie, ale przynajmniej w innych wyścigach, w nagrodę za wierną służbę.

Kiedy pod koniec ubiegłego roku brytyjski medialny koncern Sky wycofywał się z kolarstwa, można było sądzić, że chętnych do wyłożenia porównywalnych pieniędzy nie będzie. Tym bardziej że z wizerunkowego punktu widzenia po podejrzeniach wobec pierwszego gwiazdora Sky sir Bradleya Wigginsa i dopingowej wpadce czterokrotnego zwycięzcy Touru Chrisa Froome'a (nie jedzie w tym roku, gdyż miał wypadek na treningu) z obietnic Brailsforda, że odmieni kolarstwo i uczyni je sportem dopingowo czystym, nic nie zostało.

Podobno szukając pieniędzy jeździł do Kolumbii i nawet do Rosji (grupa Katiusha kończy w tym roku swój byt), ale w końcu znalazł wsparcie na własnym podwórku. Sky wydawał na swą grupę 32–34 miliony euro rocznie (jej kolarze wygrali wszystkie Toury od roku 2012 oprócz tego z roku 2014), Ratcliffe obiecał podwyżkę, ale nie oszałamiającą. Obecny budżet Ineos to 40–42 miliony.

Można chyba śmiało założyć, że jeśli w ostatnim tygodniu, przed wjazdem w Alpy, równe szanse będą mieli Geraint Thomas i 22-latek z Kolumbii Egan Bernal, to liderem Ineos, któremu wszyscy pomogą, zostanie 33-letni syn walijskiej ziemi, bo tylko jego zwycięstwo jest okładkowym tematem dla brytyjskich tabloidów. Ale do tego jeszcze daleko, najpierw trzeba przejechać przez Pireneje.

Od dawna wiemy, że kolarstwo bywa sportem niebezpiecznym, zdajemy sobie sprawę, że wypadków nie da się uniknąć, ale ostatnio wiele wyścigów przypomina masakrę piłą mechaniczną. Na ostatnim etapie Touru boleśnie upadł kolarz polskiej grupy CCC, Włoch Alessandro De Marchi i nie był to wcale pierwszy raz, gdy patrząc w telewizor, krzyknęliśmy z przerażenia, a potem, kto chciał, mógł jeszcze przeczytać komunikat medyczny: złamany obojczyk i żebra, uszkodzone płuco i wiele ran.

Może tak musi być, ale wydaje się w ostatnim czasie kości trzeszczą i krew sika trochę za często i warto by władcy peletonu wzięli to pod uwagę.

Kolejny etap dziś, wyścig pokazuje Eurosport.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA