fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolarstwo

Giro d'Italia: Wracają kłopotliwe pytania

Tom Dumoulin
AFP
Lider Giro d'Italia Holender Tom Dumoulin przeżywa ciężkie chwile. Nie tylko na trasie.

Około 35 km przed metą jednego z najtrudniejszych etapów Giro Dumoulin zatrzymał się na poboczu. Zaczął zdejmować koszulkę i schował się w przydrożnym rowie. Reszty telewizja nie pokazała, ale można się było domyślić, o co chodzi. Podobno się zatruł. Żołądki kolarzy przy ekstremalnym wysiłku często źle reagują na żele energetyczne i wszystko to, czym uzupełnia się straty energii.

A 16. etap należał do najtrudniejszych. Do przejechania 222 km, trzy górskie premie, w tym dwie na legendarnej przełęczy Stelvio położonej 2758 m n.p.m.

Dumoulina kłopoty dopadły przed ostatnim podjazdem. Przymusowa przerwa kolarza Sunweb trwała około minuty. Rywale zachowali się fair. Czekali. Ale samotnie jadący lider, zmęczony niedyspozycją, nie miał szans, by dogonić czołową grupę.

Nie poddał się, walczył do końca. Stracił ponad dwie minuty z dotychczasowej przewagi nad drugim w klasyfikacji generalnej Kolumbijczykiem Nairo Quintaną i trzecim, zwycięzcą wczorajszego etapu, Włochem Vincenzo Nibalim. Zachował różową koszulkę, ale podczas dekoracji był wściekły, nawet nie otworzył szampana. Wyprzedza Quintanę już tylko o 31 sekund, a Nibaliego o 1.12.

Prawdopodobnie gdyby nie nagła przypadłość, Dumoulin prowadziłby z dużo większym zapasem czasowym. Jeździ w tym roku po górach swobodnie. Z taką gracją, że nie tylko wzbudza zachwyt, ale i podejrzenia.

Włoskie media pytają, czy tak nagłe przeobrażenie się kolarza, który był do tej pory wybitnym czasowcem, w ponadprzeciętnego górala nie oznacza powrotu do mrocznej epoki w dziejach kolarstwa, przełomu XX i XXI wieku, kiedy o wynikach decydowało EPO.

Dziennikarze zwracają uwagę na zmienioną sylwetkę Holendra, który bardzo schudł. Przy wzroście 1,86 m waży tylko 72 kg. Zachował jednak niespożyte siły. W niedzielę na finiszu pod sanktuarium na Oropie potrafił wypracować moc 460 watów, co jakby sprzeciwia się jego parametrom fizycznym. Na Oropie osiągnął wynik porównywalny z czasem Marco Pantaniego z 1999 roku. To po tym zwycięstwie legendarny włoski kolarz został zdyskwalifikowany za stosowanie EPO.

Włosi stawiają kłopotliwe pytania nauczeni doświadczeniem z czasów Pantaniego, Lance'a Armstronga, Jana Ullricha skazanych za doping czy ostatnio Bradleya Wigginsa, którego byli szefowie z grupy Sky wciąż nie potrafią się wytłumaczyć ze stosowania podejrzanych leków.

Dumoulin ucieka od kłopotliwej dyskusji. Jego obrońcy natomiast przypominają, że do przepoczwarzenia „Motyla z Maastricht" z czasowca w niezłego górala nie doszło w tym roku. Dwa lata temu Holender omal nie wygrał Vuelty, ulegając zespołowi Astana i jej liderowi Fabio Aru dopiero na ostatnim górskim etapie. Nieźle radził sobie też w zeszłym roku podczas Tour de France, wygrywając po samotnej ucieczce etap do Arcalis. Czuje się pewnie na Giro, otwarcie mówił o tym, że nie boi się Alp i Dolomitów w trzecim tygodniu wyścigu, niestraszni mu też Quintana i Nibali.

We wtorek pewność siebie ustąpiła miejsca złości. W najbliższych dniach okaże się, czy miał pecha czy jednak zmogła go poważniejsza choroba. Do soboty etapy będą nie mniej wymagające, najeżone górskimi premiami. Osłabionemu kolarzowi w takich warunkach trudno będzie obronić pozycję lidera. Jeżeli Dumoulin zachował zdrowie, to ciekawa będzie jego konfrontacja z przeciwnikami i sugerującymi nieczystą grę dziennikarzami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA