fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolarstwo

Czesław Lang: Dzwonią z całego świata

Czesław Lang
materiały prasowe
Dyrektor Tour de Pologne Czesław Lang o kolarstwie po koronawirusie.

Tour de Pologne ma być pierwszym etapowym wyścigiem po przerwie spowodowanej przez koronawirusa. Czy to oznacza, że jest szansa na bardzo mocną obsadę?

Zainteresowanie jest ogromne, dzwonią do nas kolarze i dziennikarze z całego świata. Znaleźliśmy się w gronie wielkich graczy – obok organizatorów Tour de France (Amaury Sport Organisation – przyp. red.) i Giro d'Italia (RCS Sport – przyp. red.). To duża nobilitacja dla polskiego kolarstwa. W ostatnich latach zbudowaliśmy silną pozycję. Dziś, w tak trudnej sytuacji, widzimy, jak jesteśmy cenieni przez UCI (Międzynarodowa Unia Kolarska – przyp. red.), grupy zawodowe i samych kolarzy. To daje nam dodatkową motywację, by tegoroczny wyścig zrobić jeszcze lepiej.

Tour de Pologne zostanie skrócony o dwa etapy. Wiadomo już które?

Trwają jeszcze rozmowy z miastami. Tym, którzy nie będą mieli okazji gościć TdP w tym roku, proponujemy organizację w kolejnym. Mogę potwierdzić, że pozostaną etapy do Bielska-Białej, Katowic i Krakowa, z którym mamy wieloletnią umowę.

To miał być wyjątkowy wyścig, w setną rocznicę urodzin papieża Jana Pawła II, a może się okazać, że kolarze będą musieli jechać przez puste miasta...

Kolarstwo jest na szczęście taką dyscypliną, że zawodników można podziwiać na setkach kilometrów trasy, nie trzeba gromadzić się w dużych skupiskach, można zachować bezpieczny odstęp, obserwując ich z ulicy, z domu, z balkonu czy po prostu śledząc rywalizację w telewizji. Jesteśmy na to przygotowani. Nie będziemy stawiać trybun na mecie, budować wielkiej scenografii. Zrobimy imprezę pod media. W sobotę rozpoczęliśmy Orlen e-Tour de Pologne Amatorów z transmisjami w Eurosporcie. Technika poszła do przodu. Trenażery połączone z platformą Zwift pozwalają na rywalizację zbliżoną do wyścigu.

Jak długo będą musieli się przygotowywać kolarze przed wznowieniem sezonu?

Nic nie zapowiadało tego, że czeka nas tak długa kwarantanna, że nie będzie można jeździć po ulicach i trzeba będzie się ograniczyć do trenażera. Ale myślę, że większość zawodników starała się podtrzymywać formę z początku sezonu. Oczywiście inaczej się to robi, startując w wyścigach, a inaczej tylko trenując. Dzięki temu, że jesteśmy pierwszym etapowym wyścigiem World Touru, będzie okazja sprawdzić, kto wykorzystał ten czas najlepiej. Na razie to zagadka, ale sport jest tym piękniejszy, im więcej niesie niespodzianek.

Zgadza się pan z szefem UCI Davidem Lappartientem, że to największy kryzys, w jakim znalazło się kolarstwo, od czasów drugiej wojny światowej?

Nie tylko kolarstwo, ale też cały sport. Nikt nie spodziewał się, że dojdzie do zatrzymania gospodarki, zamknięte zostaną granice, nie będziemy mogli podróżować, chodzić do kościoła, kina czy galerii handlowych, ustaną kontakty międzyludzkie. Sport nie jest więc wyjątkiem, ale cieszę się, że może w miarę szybko wracać do normalności. Ciągle powtarzam, że w przeddzień drugiej wojny światowej na trasę Tour de Pologne wyszły tysiące ludzi, mimo że zdawali sobie sprawę z nadciągającego zagrożenia. Kolarze nieśli ze sobą pozytywną energię, krzepiąc morale i ducha w narodzie – jak zwykł mawiać legendarny sprawozdawca radiowy Bogdan Tuszyński. Tak samo teraz, po przymusowej izolacji, gdzie zaczęliśmy obawiać się o własne zdrowie i unikać innych, kolorowy peleton będzie niósł dużo radości przez całą Polskę.

Wielkie toury pomogłyby też wrócić do normalności mieszkańcom krajów najbardziej dotkniętych epidemią: Francji, Włoch i Hiszpanii. Francuski rząd nie daje jednak gwarancji, że Wielka Pętla się odbędzie. Nawet bez kibiców.

Wszyscy obserwujemy z uwagą, co się dzieje. Gdyby wybuchła druga fala epidemii, która przyniosłaby jeszcze więcej ofiar, trudno byłoby ruszyć z sezonem. Na razie świat zaczyna jednak wracać do normalności. Trzeba być optymistą. Nie można siedzieć i czekać na to, co się wydarzy. Wszyscy będziemy musieli przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. Nie będzie publiczności na mecie ani na starcie, nie będzie podpisywania listy startowej czy dekoracji, będą osobne posiłki dla kolarzy oraz personelu i mechaników. Ale wirusa niestety się nie upilnuje. Jeśli stanie się coś wyjątkowego, będziemy reagować.

Trudno może być też upilnować kibiców na trasach. Chris Froome wątpi, by organizatorom Tour de France udało się powstrzymać ludzi przed wyjściem z domów, bo to święto i tradycja, której ciężko zakazać.

Myślę, że kibice są już uświadomieni, założą maseczki i będą starali się zachować dystans. Nie trzeba od razu się ściskać czy przepychać.

Prawie cały sezon w trzy miesiące – to ma szansę się udać?

Grupy World Touru liczą po dwudziestu kilku kolarzy, w ciągu jednego dnia można wystawić trzy równe drużyny. Do tego zawodnicy są wypoczęci i głodni walki, nie ma mowy o przemęczeniu, cały czas będą między sobą rywalizować, kto ma wystartować, a kto zostać w domu.

Wielkie kolarstwo to wielkie pieniądze. Za dużymi grupami stoją poważni sponsorzy. Nie obawia się pan, że próbując ratować swoje firmy, zrezygnują z inwestowania w sport?

Z jednej strony na pewno każdy będzie szukał oszczędności, wszyscy liczą się z tym, że trzeba ograniczyć wydatki. Z drugiej – promocja przez sport przynosi korzyści, tym bardziej po tak długiej przerwie, kiedy kibice są już znudzeni powtórkami i oczekują rywalizacji na najwyższym poziomie.

Szef polskiej grupy CCC Dariusz Miłek powiedział, że „cięć trzeba dokonywać nie scyzorykiem, a siekierą"...

Gdy była koniunktura, można było zatrudniać więcej osób i lepiej im płacić. Ten kryzys to zweryfikuje. Zostaną tylko ci, którzy są niezbędni, długo związani z firmą, niekoniecznie zarabiający najwięcej, ale wykonujący najpotrzebniejszą pracę.

Gdyby razem z koronawirusem zniknął jeszcze problem dopingu...

Wszyscy sportowcy, nie tylko kolarze, są głodni powrotu do treningów i startów, żądni sukcesów. Mam nadzieję, że nie będą zawracać sobie głowy niedozwolonym wspomaganiem, osłabiać swoich organizmów, które teraz muszą być jeszcze bardziej odporne. Liczę, że wygra zdrowy rozsądek.

Ma pan wielu przyjaciół we Włoszech. Czy któryś z nich ucierpiał przez koronawirusa?

Dzięki Bogu nie. Słyszałem, że w szpitalu wylądował jeden z byłych kolarzy Pierino Gavazzi. Ale jego podstawową chorobą jest nowotwór krwi, bardzo zaawansowany. Był osłabiony, złapał infekcję. Walczy o zdrowie, trzymamy za niego kciuki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA