fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolarstwo

Kwiatkowski w Ineosie może być tylko żołnierzem

Michał Kwiatkowski w grupie Ineos świetnie zarabia, ale gwiazdorem nie jest
Erge Waldbillig/Colin Flockton/GodingImages
Michał Kwiatkowski i Rafał Majka od dawna są jedynymi polskimi gwiazdami i następców nie widać. W tym roku w peletonie ma być bezpieczniej.

Sześć lat temu Kwiatkowski został mistrzem świata, a Majka wygrał dwa etapy i klasyfikację górską Tour de France. Później w najważniejszych wyścigach sezonu potrafili błysnąć Maciej Bodnar czy Tomasz Marczyński, ale to weterani. Minęło ponad pięć lat i rządy w peletonie przejmuje dziś nowe pokolenie.

Kluczową postacią polskiego kolarstwa wciąż jest Kwiatkowski. 30-latek w poprzednim sezonie zajął czwarte miejsce na mistrzostwach świata. W Imoli walczył sam – koledzy z kadry w decydujących momentach wyścigu byli za słabi, żeby pomóc. Wygrał też etap Tour de France, wcześniej pracując dla Kolumbijczyka Egana Bernala.

Kwiatkowski jest prawdopodobnie najlepiej zarabiającym gregario (pomocnikiem) na świecie. Nasz kolarz na ostatniej liście płac „L'Equipe" był szósty, z pensją 2,5 mln euro rocznie. Od lat marzy o roli lidera drużyny na Wielką Pętlę, ale w Ineosie może być tylko żołnierzem.

Zmiana ważna dla głowy

Swoje ambicje realizuje w klasykach, wygrywał już Mediolan-San Remo, Amstel Gold Race i Strade Bianche. Teraz musi bronić swojej pozycji, bo szef grupy Dave Brailsford będzie chciał zadowolić także zakontraktowanych zimą Adama Yatesa i Richiego Porte'a oraz wschodzącą gwiazdę brytyjskiego kolarstwa Thomasa Pidcocka.

Rafał Majka zmienił pracodawcę. Kolarz z Zegartowic będzie teraz pracował dla zwycięzcy Tour de France, Słoweńca Tadeja Pogacara, ale przekonuje, że kontrakt z UAE Emirates Team to dla niego sportowy awans. – Zmiana była ważna dla mojej głowy. Nigdy nie byłem tak zrelaksowany jak teraz – przyznawał w rozmowie z „Rz". Majka zapewnia, że wciąż ma ambicje i chce wygrywać, ale nie wiadomo, w których wyścigach będzie mógł jechać dla siebie.

Obaj Polacy marzą o dobrym występie na igrzyskach olimpijskich, ale trudno powiedzieć, w jakiej będą wówczas formie, bo obaj wystartują w Tokio sześć dni po zakończeniu Wielkiej Pętli.

Pandemia spowodowała upadek CCC Team. Zespół finansowany przez Dariusza Miłka polski był tylko z nazwy, bo w 28-osobowym składzie miał zaledwie pięciu kolarzy z naszego kraju. Kamil Małecki podpisał kontrakt z Lotto Soudal, ale w grudniu doznał kontuzji i nie wiadomo, czy wróci jeszcze na rower. Kolarzem tej samej drużyny jest Marczyński, Szymon Sajnok został zawodnikiem Cofidisu, a Łukasz Wiśniowski trafił do Team Qhubeka.

Maciej Bodnar wciąż jest pomocnikiem Petera Sagana w grupie Bora-Hansgrohe, a Michał Gołaś ma ważny kontrakt z Ineos Grenadiers. Karierę zakończył Paweł Poljański, co oznacza, że w zespołach World Touru Polaków będzie tylko ośmiu. Połowa z nich jest po trzydziestce.

Czesław Lang od kilku lat podczas Tour de Pologne przyznaje „dziką kartę" reprezentacji Polski, ale jak na razie jej najlepszy wynik to kilka zwycięstw w klasyfikacji aktywnych, jedna koszulka najlepszego górala i 19. miejsce Marka Rutkiewicza z 2017 roku.

Pierwszy mały sukces w tym sezonie odniósł na razie tylko Kwiatkowski. Zajął drugie miejsce w Etoile de Besseges – Tour du Gard, który nie ma dużej rangi, ale dla najlepszych jest solidną rozgrzewką przed sezonem.

Nowe wytyczne

Francuski wyścig stał pod znakiem wypadków, a UCI w jego trakcie ogłosiła nowe przepisy, dzięki którym już niebawem w peletonie ma być bezpieczniej.

Federacja wzięła pod lupę wypadki z udziałem kierowców samochodów towarzyszących wyścigom. Będzie teraz uważniej sprawdzać ich umiejętności oraz doświadczenie. UCI stworzyła stanowisko menadżera ds. bezpieczeństwa, które objął były kolarz Richard Chassot. Pod lupę trafią kolarze, którzy w trakcie jazdy wyrzucają bidony. Zakazane będzie siadanie na ramie podczas zjazdu.

Organizatorzy od kolejnego sezonu będą musieli zabezpieczać finisze barierkami o wyższym standardzie, aby nie powtórzył się dramat Fabio Jakobsena, który kilka miesięcy temu w Katowicach połamał kości czaszki, nosa, szczęki oraz dłoni, doznał wstrząśnienia mózgu, urazu płuca i strun głosowych, a także stracił dziesięć zębów.

– Czekamy na nowe wytyczne, ale płotek zawsze pozostanie płotkiem – przyznaje w rozmowie z „Rz" Lang. – Jeśli ktoś uderzy w niego z prędkością 50 km/h, to i tak się przewróci. Po wypadku Jakobsena spotkało nas dużo hejtu, choć użyliśmy przecież barierek zgodnych ze standardami UCI. Kraksy na finiszach to efekt postawy kolarzy, którzy jeżdżą agresywnie.

Szef Tour de Pologne zdradza też, że po raz pierwszy od lat nie będzie w tym roku finiszu w Katowicach. Tradycyjny etap z metą pod Spodkiem zastąpi jazda indywidualna na czas.

Sezon torpeduje pandemia, dwa wyścigi w Australii – Tour Down Under i The Cadel Evans Great Ocean Road Race – już odwołano. Wiele zespołów wprowadziło do kontraktów klauzule koronawirusowe, dzięki którym wynagrodzenia kolarzy będą obcinane proporcjonalnie do liczby anulowanych wyścigów.

Szanse kilku ekip na przeżycie zwiększyło rozszerzenie wielkich tourów – w tym sezonie do każdego przystąpią po 23, a nie 22 ekipy.

– Bronię tytułu w Tourze i jestem faworytem, ale o zwycięstwo powalczy kilku kolarzy. Na pewno będę bardziej zrelaksowany niż rok wcześniej – mówi Słoweniec Tadej Pogacar, który po wygraniu Wielkiej Pętli wciąż mieszka w niewielkim mieszkaniu z dziewczyną, a jedynym dużym zakupem, którego dokonał, były zegarki dla kolegów z drużyny.

Pogacar to kolarz stworzony do ofensywy, a jego rodak Primoż Roglić przyznaje, że w ubiegłym roku zgubiła go ostrożność, więc kilka tygodni później podczas Vuelta a Espana jechał już aktywnie. Swoje ambicje wciąż ma Chris Froome, który zimą ewakuował się z przeładowanego ambicjami gwiazd brytyjskiego Ineosu i podpisał kontrakt z Israel Start-Up Nation.

Wypalony Tom

Brytyjczycy zagrają we Francji na trzy fortepiany. – Chcemy wygrywać w sposób bardziej ekscytujący – zapowiada Brailsford. Richard Carapaz ma atakować w górach, a Geraint Thomas kontrolować sytuację i czekać na „czasówkę". Pomost między tymi strategiami stworzy zwycięzca Giro d'Italia Tao Geoghegan Hart.

Drużynę Jumbo Visma osłabi nieobecność Toma Dumoulina. Holender dzień po tym, jak władze zespołu nominowały go do udziału w Wielkiej Pętli, ogłosił przerwę w karierze.

– Życie, jakie prowadził, nie dawało mu szczęścia – wyjaśnił dyrektor sportowy grupy Merijn Zeeman. – Zrzuciłem z siebie 100-kilogramowy plecak – napisał kolarz na Instagramie.

30-latek rok temu doznał kontuzji kolana podczas Giro, a później zerwał kontrakt z Team Sunweb, żeby realizować ambicje w Jumbo-Visma. Przykład Dumoulina, który jeszcze niedawno stawał na podium Wielkiej Pętli, Giro i mistrzostw świata, pokazuje, że depresje oraz wypalenie zawodowe dotyczą także kolarzy.

Dwa lata temu w podobnych okolicznościach przerwał, a następnie zakończył karierę niemiecki sprinter Marcel Kittel. Niemiec przyznał później w rozmowie z „Der Spiegel", że ograniczenia wynikające z bycia czołowym sportowcem obniżają jakość życia i po prostu stracił całą motywację do tego, żeby dalej torturować się na rowerze.

Zmarły kilka dni temu Ryszard Szurkowski powiedział kiedyś, że kolarstwo to jest czar. Jak widać, dziś już nie dla wszystkich.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA