fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolarstwo

Julian Alaphilippe. Syn perkusisty wybrał rower

Julian Alaphilippe
Shutterstock
Miał być muzykiem, a został kolarzem i tej wiosny wygrywa wyścig za wyścigiem. 26-letni Julian Alaphilippe stał się jednym z bohaterów sportowej Francji.

W środę drugi raz odniósł zwycięstwo w prestiżowym klasyku Strzała Walońska. W tym sezonie wygrał już ośmiokrotnie, w każdych warunkach: w górach (pierwsze miejsce na etapie w Kolumbii), na pofałdowanym terenie (Strzała Walońska, etap w Kraju Basków i w Argentynie), na szutrach (Strade Bianche), w sprincie (Milan–San Remo, etap w Tirreno–Adriatico) i w jeździe na czas (etap we Vuelta San Juan w Argentynie). Objął prowadzenie w rankingu UCI, gdyż nie ma w tej części sezonu lepszego kolarza.

Jego wyścig o kolarski prymat na dobre zaczął się w ubiegłym roku. Był czołową postacią tzw. zgrai wilków. Taką nazwę nadał grupie zawodników Quick-Step dyrektor sportowy zespołu Duńczyk Brian Holm. Ekipa zwyciężyła aż 77 razy (!). Najcenniejsze trofea zdobywał jednak Alaphilippe, m.in. koszulkę dla najlepszego górala w Tour de France i wygrywając dwa etapy Wielkiej Pętli.

Ten przykład pokazuje, że w kolarstwie wróżenie, kto stanie się w przyszłości wielkim zawodnikiem, jest obarczone sporym ryzykiem. Młodzi mistrzowie często później zawodzą, a ci będący w cieniu, wypływają na szerokie wody. Gdy w 2010 roku Alaphilippe w Taborze (Czechy) zdobywał srebrny medal mistrzostw świata w kolarstwie przełajowym, Francuzi nie zwrócili na niego uwagi. Rozpływali się za to w zachwytach nad złotym medalistą do lat 23 Arnaud Jouffroyem, który tytuł wywalczył po dyskwalifikacji braci Szczepaniaków z Polski.

O Jouffroyu słuch zaginął, a Alaphilippe jest na szczycie. Ale nie było łatwo: przez cztery lata od mistrzostw w Taborze nie mógł znaleźć pracy w zawodowej drużynie. Jeździł najpierw w zespole francuskiej Armii Wojsk Lądowych, potem w rezerwach Etixx-Quick Step. Brian Holm wspomina w magazynie „Velo", że takich kolarzy jak Julian widział tysiące i nie mógł przewidzieć, że akurat jemu się powiedzie.

Analizował jednak coraz lepsze wyniki Francuza i jego zachowanie. Stwierdził, że ten chłopak chce się uczyć, pracować dla innych i ma instynkt do walki. Wielką zaletą Alaphilippe'a jest też doświadczenie nabyte w przełajach. Nauczył się tam zwinności i sprytu, jak Peter Sagan. Słowak przeszedł podobną drogę – z przełajów do szosy. Francuzi chętnie piszą, że Alaphilippe jest „francuską wersją Sagana", choć brakuje mu jeszcze sukcesu w mistrzostwach świata (Słowak z grupy Bora-Hansgrohe tęczową koszulkę wkładał już trzy razy).

Jest jeszcze jedna ważna cecha, która łączy obu kolarzy. Obaj lubią show, jeżdżą widowiskowo, popisują się również poza trasami i są wdzięcznym tematem dla mediów. Alaphilippe sceniczny talent wyniósł z domu. Jego ojciec Jacques zwany Jo jest perkusistą, grał nawet na jednym z koncertów w zespole zmarłego niedawno gwiazdora Johnny Holidaya. „Jo" wysłał syna do szkoły muzycznej, ale ten po trzech latach zrezygnował. Zrobił dyplom mechanika i poświęcił się kolarstwu.

– Ale muzykę mam we krwi – mówi Julian. Potrafi stanąć na poboczu drogi podczas kolarskich wyścigów i walić w bębny jak ojciec. W zespole Deceuninck-Quick Step jest duszą towarzystwa, rozluźnia – najczęściej właśnie muzyką – atmosferę w żądnej zwycięstw „zgrai wilków".

Autor jest dziennikarzem portalu Interia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA