fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Koronawirus: Zwolnienie z obowiązku noszenia maseczki w biurze należy do pracodawcy

Maseczka w biurze
Maseczka w biurze
AdobeStock
Zwolnienie z obowiązku noszenia maseczki w biurze czy open space należy teraz do pracodawcy.

Niewielki pokój w urzędzie czy małej firmie z trzema pracownikami czy wielki open space w biurowcu – nie ma już znaczenia. Jeśli pracownik nie jest w nim sam i pracuje choćby z jedną osobą, musi zasłonić usta i nos – czyli nosić maseczkę lub przyłbicę w czasie pracy. Tak zdecydował premier w rozporządzeniu z 28 listopada br. I wybuchła afera. Pracownicy biurowców i firm podnieśli alarm: nie pracujemy z klientami zewnętrznymi, spotykamy się cały czas w stałym gronie, więc po co nam maseczki?

Problem rozwiązano. Od 2 grudnia, za sprawą ekspresowej noweli rozporządzenia, wprowadzono zmianę: pracodawca może zwolnić z obowiązku noszenia maseczki. – Bierze jednak na siebie odpowiedzialność za to, co się stanie – mówią prawnicy. Temat nie przestaje być gorący.

Poprawki na szybko

Do 28 listopada, czyli wydania rozporządzenia premiera, do noszenia maseczki czy przyłbicy zobligowani byli ci pracownicy, którzy bezpośrednio obsługiwali klientów lub interesantów. Pozostali nie musieli ich nosić w pracy.

Tymczasem 28 listopada weszło w życie rozporządzenie premiera z nakazem zakrywania ust i nosa w pomieszczeniach, w których przebywa więcej niż jedna osoba. Według prawników oznaczało to wprost, że maseczki w pracy muszą nosić wszyscy.

Szybko zakwestionowano pomysł rządzących. Pracownice w kuchni, które przygotowywały posiłki na wynos i nie opuszczały pomieszczenia, musiały pracować w maseczkach tak jak prawnicy w kancelariach, w których dzielą pokoje z sąsiadami. To samo w urzędach, które pracują głównie zdalnie, na dyżurach. – To absurd – podnosili wszyscy. Na reakcję władzy, na szczęście, nie trzeba było długo czekać.

W środę weszło w życie rozporządzenie Rady Ministrów z 1 grudnia ws. ustanowienia ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U. poz. 2132). Zmieniło ono obowiązujący od 28 listopada nakaz zakrywania ust i nosa w zakładach pracy, jeżeli w pomieszczeniu przebywa więcej niż jedna osoba. Niezależnie, czy jest to mały pokój, open space czy hala fabryczna.

Rząd zdecydował się na zmianę, bo pracodawcy zgłaszali trudności w egzekwowaniu nakazu: pracownik może odmówić zakrywania nosa i ust, powołując się na swój stan zdrowia i potwierdzić to jedynie oświadczeniem. Tymczasem od niedawna obowiązuje nowy przepis 116 §1a w kodeksie wykroczeń, który przewiduje sankcje za nieprzestrzeganie zakazów, nakazów, ograniczeń lub obowiązków z przepisów o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pracodawcy obawiali się, że jeśli nie wyegzekwują obowiązku noszenia maseczek, narażą się na karę grzywny. Zmiana weszła w życie (po cichu) 2 grudnia.

Dobry pomysł

Co o zmianie myślą prawnicy? – To bardzo dobre rozwiązanie. Są różne zakłady pracy, które mają różne możliwości lokalowe – mówi Jarosław Jerszyński z Kancelarii Doktór Jerszyński i Pietras. – W wielu przypadkach wprowadzenie surowych zasad sanitarnych jedynie utrudniło życie pracownikom – uważa prawnik.

Zastrzega on jednak, że po zmianie ryzyko decyzji zwalniającej pracowników z noszenia maseczek ponosi pracodawca.

Adwokat Konstancja Gierba z Kancelarii RK Legal nie ma wątpliwości, że poprawka była potrzebna. – Poprzednie przepisy może i zdałyby egzamin, gdyby ich autorzy przewidzieli w nich przerwę na posiłek czy rezygnację z maseczek w biurach i innych zakładach pracy, gdzie respektowana jest odległość 1,5 m.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA