fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Zwolnienie pracownika Ikei: terroryzm w białych rękawiczkach

Fotorzepa / Roman Bosiacki
Założyciel Ikei był sympatykiem partii wysyłającej homoseksualistów do obozów koncentracyjnych.

Sprawa pracownika zwolnionego z firmy Ikea napawa smutkiem i zmusza do postawienia pytania o zakres ingerencji zagranicznych korporacji w sumienie i swobodę wyznawania wiary przez ludzi w nich zatrudnionych.

Czytaj także:

Ikea jest jedną z firm, które wpisują się w promowanie ściśle określonej wersji lewicowej ideologii wśród pracowników i, jak widać, wykorzystując uprzywilejowaną pozycję pracodawcy na forum wewnętrznym, wysyła do nich wytyczne o charakterze agitacji światopoglądowej, w zarodku tłumiąc asertywną, a przy tym piękną literacko formę krytyki tych poglądów i sprzeciwu sumienia. Lektura dokumentów związanych ze sprawą nie pozostawia wątpliwości, jak się rozwijał „dialog" między zwolnionym później panem Tomaszem a wyższymi rangą przedstawicielami firmy. Majowa odezwa do pracowników Ikei była przykładem takiego niczym niesprowokowanego stręczenia ideologii przez firmę. Artykuł „Włączenie LGBT+ jest obowiązkiem każdego z nas" to typowe użycie orwellowskiej mowy-trawy, która poprzez płynność swoich desygnatów służy raczej do opresji niż do rzetelnego opisywania świata czy formułowania jasnych poleceń, które w zgodzie z kodeksem pracy i innymi aktami prawnymi mogą być wydawane pracownikowi.

„Włączenie LGBT+" do czego? Z czego „LGBT+" jest wyłączone? Jaka jest podstawa prawna sformułowania przez pracodawcę tego „obowiązku"? Czy osoby definiujące się tym skrótem, a więc lesbijki, geje, biseksualiści, transpłciowcy i dowolna liczba osób innych konfiguracji autodefinicji genderowych i preferencji seksualnych, były w Ikei dyskryminowane, a po 16 maja (data opublikowania dokumentu) już nie są? Czy podczas zebrań pracowniczych lub drogą e-mailową bądź w jakikolwiek inny sposób osoby zatrudnione w Ikei były pytane o samoklasyfikację w ramach skonstruowanej nie tak dawno, a przeczącej dorobkowi nauk biologicznych skomplikowanej siatki kilkudziesięciu płci i preferencji, a w razie „nieheteronormatywnej" odpowiedzi odmawiano im poszanowania praw pracowniczych? Skąd taka inicjatywa władz Ikei w postaci dokumentu reedukującego pracowników? Być może to kalka kulturowa ze Szwecji lat 40. – wiadomo powszechnie, że założyciel Ikei był sympatykiem partii wysyłającej homoseksualistów do obozów koncentracyjnych.

Niemal molestowanie

Lektura całej treści majowego apelu nie rozprasza wątpliwości, wręcz przeciwnie – piętrzy nowe, i to takie, które już bezpośrednio każą się zastanowić, czy takie wytyczne są zgodne z prawem polskim, w tym będącą jego częścią europejską konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Oto dwa spośród obecnych w dokumencie Ikei nakazów czy zachęt składających się na „tworzenie kultury integracyjnej, w której wszyscy nasi koledzy LGBT+ czują się mile widziani, szanowani i cenieni za to, kim są":

– używaj języka włączającego, takiego jak „partner", oprócz „żony", „męża",

– angażuj kolegów LGBT+ w rozmowy o ich partnerach czy rodzinach.

Z tych dyrektyw wynika kilka doniosłych wniosków:

1. Większość pracowników Ikei jest zobowiązana stworzyć atmosferę, w której osoby definiujące się skrótem LGBT+ mają czuć się mile widziane, szanowane i cenione nie w ogóle jako ludzie czy jako rzetelni współpracownicy, ale właśnie z powodu ich odbiegających od większościowej normy preferencji seksualnych i autodefinicji genderowych.

2. Władze firmy wymuszają sposób określania osób pozostających w związkach z pracownikami Ikei. Dotyczy to oczywiście głównie pracowników heteroseksualnych, jako że Polska nie uznaje małżeństw osób tej samej płci. Dlaczego osoba pozostająca w legalnym związku małżeńskim z pracownikiem Ikei ma w rozmowach między pracownikami być określana mianem „partnera", zwłaszcza jeżeli pracownik ten sobie tego nie życzy?

3. Nakaz rozmawiania o partnerach życiowych nieheteroseksualnych pracowników bardzo zbliża się do granicy znamion molestowania seksualnego w miejscu pracy, a być może nawet ją przekracza. Dodatkowo dokument wprowadza sprzeczną z prawem polskim definicję rodziny (przy założeniu, że w większości przypadków chodzi tu o związki osób tej samej płci wychowujące bądź niewychowujące dzieci).

Akt odwagi

Wobec zarysowanych okoliczności wpis pracownika cytującego Pismo Święte i ukazujący, że dyrektywa władz Ikei stoi w sprzeczności z poglądami moralnymi dużej części pracowników, był czymś jak najbardziej naturalnym, a równocześnie, biorąc pod uwagę rozwój wypadków wskazujący na atmosferę w firmie (upomniani zostali pracownicy, którzy choćby polubili ten wpis), był aktem dużej odwagi cywilnej. W wypowiedzeniu przedstawiciel Ikei zacytował treść wpisu, bezpośrednio się do niego odnosząc, a jako powody zwolnienia pana Tomasza podał: naruszenie wewnętrznych regulaminów sklepu Ikea, naruszenie zasad współżycia społecznego oraz utratę zaufania do pracownika. Nie przesądzając, jakie będzie orzeczenie sądu w tej sprawie, należy oczywiście zauważyć, że nie podano żadnych faktów ani dowodów, które uzasadniałyby zaistnienie którejkolwiek z tych okoliczności, no, chyba że przyznanie się do wiary katolickiej powoduje automatyczną utratę zaufania szefostwa krakowskiej Ikei. Byłoby to bardzo smutne, ale przede wszystkim w myśl kodeksu pracy nielegalne.

Inną sprawą jest, że pan Tomasz został zatrudniony w firmie Ikea, aby sprzedawać sprzęty gospodarstwa domowego, a nie cytować Pismo Święte – w końcu każdy pracownik w Polsce ma prawo uznawać, że akt homoseksualny jest obrzydliwością w oczach Boga, ale w normalnych okolicznościach wewnętrzny komunikator firmowy nie jest najlepszym forum do przedstawiania tego typu tez. Pracodawca jednak skutecznie wybił z głowy panu Tomaszowi zajęcie się pracą, na którą opiewała umowa, każąc przejmować się „włączaniem LGBT+" i sugerując prowadzenie w miejscu pracy rozmów o partnerach seksualnych innych pracowników.

W tej sytuacji posłużenie się cytatem było uzasadnioną i proporcjonalną obroną integralności osobistej przed naruszeniami o charakterze intymnym. Dał temu wyraz sam poszkodowany w słowach: „Chciałem po prostu zająć się pracą, tym, do czego jestem w Ikei powołany, na co podpisałem umowę. Na sprzedaż mebli, a nie jakieś propagandowe, ideologiczne rzeczy".

Ministerstwo Sprawiedliwości dostrzega, że sprawy podobne do opisanej zdarzają się w Polsce coraz częściej. W samej Ikei proceder trwa od kilku lat i dotyka coraz większej liczby osób, które z tego powodu zgłaszają się do prokuratury. Tym bardziej należy docenić, że Państwowa Inspekcja Pracy rozpoczęła kontrolę w krakowskim sklepie Ikea pod kątem bezpieczeństwa i higieny pracy, prawa pracy, zawierania i rozwiązywania stosunków pracy oraz badań lekarskich i szkoleń BHP i trzeba mieć nadzieję, że takie kontrole będą wszczynane w każdym tego typu rażącym przypadku.

Nie będziemy obojętni

Ministerstwo Sprawiedliwości monitoruje te i inne sprawy (m.in. niemal ostatnio głośny incydent we wrocławskiej fabryce Volvo) i nie pozostanie na nie obojętne. Inaczej zostanie nam coraz bardziej desperacka obrona przestrzeni publicznej przed zwolennikami agresywnej ideologii, tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie dziesięcioletnia dziewczynka była trzymana kilka godzin w osobnej sali i zawieszona w prawach ucznia za sprzeciw wobec uczestnictwa w zajęciach z okazji „miesiąca dumy gejowskiej" organizowanych w jednej ze szkół w południowym Londynie, albo gdzie z innej szkoły, tym razem szkockiej, wyrzucono ucznia za twierdzenie podczas lekcji, że istnieją tylko dwie płcie. Widzimy i mamy świadomość, że opuszczenie barykady przez odpowiednie instytucje państw narodowych grozi niebezpieczeństwem wszystkim grupom społecznym i terrorem ideologicznym na niespotykaną dotąd skalę.

Autor jest wiceministrem sprawiedliwości

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA